Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytelnictwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytelnictwo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 sierpnia 2013

Co pani, czyta pani o wielorybach?

A przecież jakieś znaczenie musi się kryć we wszystkich rzeczach, gdyż inaczej wszystkie one byłyby mało warte, zaś cały ten krągły świat – jedynie pustą cyfrą, chyba żeby go sprzedawać na wzory dla zasypania bagien na Mlecznej Drodze, podobnie jak się sprzedaje wzgórza w pobliżu Bostonu.
Herman Melville "Moby Dick"
Wchodzę do biblioteki gminnej. O, widzę okres urlopowy... Sama szefowa wydaje książki...
- Dzień dobry, czy macie "Moby Dicka"?
- "Moby..." co? 
?!
- "Moby Dick" Melvilla?
- Nigdy nie słyszałam...? A co to jest?
Pytanie niby proste, ale jakoś trudne...
- Wie pani, klasyka dziewiętnastowieczna...
- Eee, tego to u nas nikt nie czyta... Zaraz sprawdzę w komputerze. O, proszę... Jest!
Pani kierowniczka idzie między półki. Słyszę głos i prawie widzę, jak kiwa głową...
- No tak, nikt tego u nas nigdy nie wypożyczał... 
Wraca do biurka i czyta:
- "Moby Dick czyli biały wieloryb". Co pani, czyta pani o wielorybach?! U nas nikt takich rzeczy nie czyta.
Zaczynam się więc tłumaczyć:
- Czasami czytam klasykę. Ale to nie jest tylko o wielorybie...
Na szczęście pani Małgosia mi odpuszcza.
- Taaak, u nas nikt  tego jeszcze nie czytał. Pani patrzy, to jest z tej serii Gazety Wyborczej. Mamy ją całą. Jakiś bank nam ją podarował. Ale wie pani, toto można teraz za grosze kupić. Nikt tego nie czyta, proszę pani. 
- To macie całą tę serię? Cieszę się. Dziękuję! 
I myślę sobie, co na to klasycy? Chyba:
<I wtedy ona zaniosła się pustym śmiechem...>


wtorek, 18 czerwca 2013

...trzeba czytać, żeby żyć - twierdzi Alberto Manguel

Alberto Manguel Moja historia czytania

Zawsze jesteśmy na samym początku litery A.
                                                                        Alberto Manguel
                                
Ale kto będzie panem? Pisarz czy czytelnik?
Denis Diderot Kubuś Fatalista i jego pan, 1796

Czytać, żeby żyć.
        
Gustave Flaubert, list do panny Chantepie, 1857

Widząc tytuł Moja historia czytania, spodziewałam się po prostu ciekawych wspomnień z lektur, szczególnie, że wiedziałam, że Alberto Manguel jest przedstawiany przede wszystkim jako były lektor czytający ociemniałemu Borgesowi. Tymczasem to ostatnie zdarzenie to zaledwie krótki, choć rzecz jasna znaczący, epizod w życiu Manguela, erudyty, pisarza i dziennikarza. To bardzo ciekawy człowiek, mieszkał w różnych miejscach na świecie. Choć Argentyńczyk, to jednak piszący przede wszystkim po angielsku i niemiecku. 
Więcej o nim TU. 





Biblioteka Manguela liczy 35 tysięcy tomów. Wygląda imponująco. Jest znana ze zdjęć. No coż... Jest absolutnie piękna! 




Chcę podkreślić, że książka, którą Wam przedstawiam (nagodzona Nagrodą Medyceuszy w 1998 r.), nie jest rodzajem autobiografii czytelniczej. To raczej bardzo obszerna monografia zjawisk związanych ze zjawiskiem czytania. Zresztą polski tytuł jest mylący. Oryginał, napisany po angielsku, nosi tytuł A history of Reading. Książka podzielona jest na następujące rozdziały (a potem liczne podrozdziały):
  1. Człowiek księgi
  2. Ostatnia strona
  3. Odmiany czytania
  4. Władza czytelnika
  5. Zamiast epilogu

Zgodnie z oryginalnym tytułem znajdziemy w książce Manguela historię pisania i w efekcie czytania – najpierw na głos, potem po cichu. Także historię zapisu, książek, bibliotek, no i mnóstwa zagadnień z tym powiązanych. Bo będzie mowa i o pisarzu, i o czytelniku, i o gatunkach, i o tym, jak świat do tych zjawisk podchodził w różnych epokach.

Np. poniżej zdjęcie dokumentujące entuzjastyczne  przyjęcie Szatańskich wersetów:



Powiem Wam tylko, że w jednym świat jest niezmienny: zawsze próbował dokuczać okularnikom :)

Przy całej obszernej bibliografii i setkach przypisów – zresztą stanowiących osobną przeciekawą lekturę - książka Manguela jest przyjazna czytelnikowi. Oprócz uogólnień zawiera nasze ulubione anegdoty poparte cytatami z niezliczonych lektur autora. A czytelnikiem jest on wytrawnym. Wspomnę tylko, że po raz pierwszy od 20 lat miałam do czynienia z cytowaniem osiemnastowiecznego komediopisarza portugalskiego Antonio Jose da Silva, o Judeu, o którym pisałam pracę magisterską (był ofiarą Inkwizycji, spłonął na stosie). A to przy okazji naśmiewania się z panienek, które za dużo czytają. Oczywiście u Silvy stwierdzenie, że „książki przewracają kobietom w głowie” ma charakter ironiczny…

Dzieło Manguela wydane zostało po raz pierwszy w 1996 roku. Co oznacza, że pisane było jeszcze w erze przedinternetowej. Tym samym Manguel nie ustosunkowuje się w swojej pracy do tego, jak internet wpływa na czytanie i pisanie. Choć napomyka już o idei hipertekstualności, pojęciu ukutym już w latach 70. XX wieku przez informatyka Teda Nelsona na opisanie nowego rodzaju tekstu wynikającego z pojawienia się sieci (w tych sieciach nie ma szczytu, ani dna, nie ma hierarchii) i zjawiska „okna tekstowego” w komputerze. Tylko to jedno zdarzenie sprawiło, że miejsce akapitów, rozdziałów i innych tradycyjnych rodzajów podziału tekstu zajęły równoważne i jednakowo efemeryczne bloki i grafiki o wymiarach komputerowego okna. Ciekawe, co powiedziałby Manguel o tym , co dzieje się teraz…

Manguel pisał Historię czytania przez siedem lat. Ilość cytatów, bon motów na temat czytania jest tam przeogromna. Książka niesie ogrom wiedzy o zjawisku czytelnictwa, które stanowi moim zdaniem - podstawę rozwoju człowieczeństwa. Przecież jesteśmy jedynymi zwierzętami potrafiącym, co więcej pragnącymi czytać i pisać. Godne podkreślenia jest to, że autor jednoznacznie opowiada się za prawem czytelnika do swobodnego wyboru lektur, a także dowolnej ich interpretacji. To jest gość, ktory myśli podobnie jak ja :) Chciałabym przeczytać jego Dziennik lektur z 2007 r.


Moja historia czytania to lektura mądra, lekka i dowcipna. Wspaniały przykład popularyzowania wiedzy. Dla bibliofila pozycja obowiązkowa.

Moją historia czytania A. Manguela zaczynam prezentowanie bardzo charakterystycznej graficznie i przemyślanej serii popularno-naukowej SPECTRUM wydawnictwa MUZA.


Na zdjęciu reszta moich zaplanowanych na rok lektur z tej serii.





__________________________
 Wyzwanie Z półki i Czytamy serie wydawnicze...

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Lektury dla młodzieży - wybór prof. Hołówki

foto. W. Surdziel /AG
Dziesięć książek, które każdy maturzysta znać powinien, według prof. Hołówki:

1. Biblia (szczególnie księgi: Rodzaju, Wyjścia, Hioba, Ewangelie, Dzieje Apostolskie)
2. Homer ''Iliada''
3. Platon ''Państwo''
4. Thomas Morus ''Utopia''
5. William Szekspir ''Hamlet''
6. Molier ''Świętoszek''
7. John S. Mill ''Utylitaryzm'' i ''O wolności''
8. Joseph Conrad ''Jądro ciemności''
9. Thomas Mann ''Buddenbrookowie''
10. Michaił Bułhakow ''Mistrz i Małgorzata''

Prof. Jacek Hołówka - filozof i etyk, autor mi.in. podręcznika do etyki  pt. Problemy moralne w literaturze pięknej (Warszawa 1994) - zabierając głos w debacie o polskiej szkole, mówi:

[...] Szkoła nie rozumie dziś swojego powołania i swojej misji, a to trzy proste punkty: znaleźć w dziecku talent, nauczyć je porządnie pracować, dbać o jego socjalizację. 

Obecna sytuacja szkół jest przerażająca: bardzo marni uczniowie, zastraszeni nauczyciele, ubezwłasnowolnieni kuratorzy i nadzorcy, czyli samorządy, które są szkołą zupełnie niezainteresowane.[...]
Cały tekst

niedziela, 26 maja 2013

10 książek, które według prof. Mikołejki każdy maturzysta znać powinien

Biblia (Księgi Psalmów, Koheleta i Hioba, przynajmniej jedna z Ewangelii)
Uczta Platona
Król Edyp Sofoklesa 
Opowieści o królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu
Boska Komedia (Piekło) Dantego
Hamlet Szekspira
Faust (część pierwsza) Goethego
Dziady Mickiewicza
Zbrodnia i kara Dostojewskiego
Tako rzecze Zaratustra Nietzschego
Proces Kafki. 

Powinno się to uzupełnić antologiami piśmiennictwa Wschodu i Zachodu - wyborami poezji, opowiadań, dramatów, fragmentami tekstów filozoficznych i ''mądrościowych''.

Cóż tu dodać? To jest literatura pozwalająca zastanowić się nad naprawdę istotnymi kwestiami. Genialna. Natchniona. Moim zdaniem nie trzeba tych lektur nawet "przerabiać". Trzeba tylko sprawić, że uczniowie zapoznają się z tymi tekstami. One zadziałają same swoją wewnętrzną siłą i prawdą. Czyli, mówiąc wprost, uważam, że lepiej, żeby nauczyciel przeczytał te teksty na głos w klasie, niż tak jak teraz wszyscy udawali, że niby przeczytali... W ogóle w dzisiejszych czasach za dużo jest w szkole udawania. Dzieci udają, że się uczą, nauczyciele udają, że uczą ich, rodzice udają, że się interesują rozwojem swoich dzieci, instytucje edukacyjne udają, że troszczą się o jakość edukacji, itd.

Wracając do profesora Mikołejko... To nie tylko doskonały religioznawca, ale - może przede wszystkim - wyśmienity, niezwykle inspirujący nauczyciel, za którym ciągną wierni słuchacze (miałam okazję sama się o tym przekonać na studiach podyplomowych z Wiedzy o Kulturze przy IBL PAN), wie o czym mówi, mówiąc o polskiej szkole w krótkim, acz treściwym artykule dla GW. 


Jego główna myśl, z którą w 100% zgadzam się, brzmi: trzeba przyłożyć się do nauki! 

W pełni zgadzam się z takimi jego twierdzeniami: 

Sprawa edukacji to polski problem numer jeden.

[...] kiedy mowa o młodych, [społeczeństwo] staje się nadmiernie liberalne, a nawet dobrotliwe.

Nie wszyscy muszą studiować i nie wszyscy muszą mieć maturę, choć każdy powinien mieć na to szanse. 

 ''A po co młodemu człowiekowi >>anafora<<''? I zaraz będzie: a po co mu wiedza o tym, co to jest anakonda albo anoda? Tymczasem, jak powiedział Wittgenstein, granice mojego języka są granicami mojego świata. 

Trzeba postawić sprawę mocno: albo wybieramy dla Polski rozwój i w związku z tym przywracamy szkolnictwo w dość tradycyjnym wymiarze, albo chcemy mieć społeczeństwo peryferyjne, świadczące usługi krajom bardziej od nas rozwiniętym.

Krew, pot i łzy - taki jest świat. 


Szkoła powinna przyjaźnie wymagać, a nie ciągle zmniejszać wymagania (intelektualne, nie formalne czy finansowe) wobec dzieci, młodzieży i młodych dorosłych. Opowiadam się za zaprzestaniem infantylizowania uczniów i studentów! 

Domyślam się, że prof. Mikołejko - mający upodobanie do kontrowersji - bez problemu zaakceptował tytuł Szkoła potrzebuje represji. Będąć antropologiem, profesor wskazuje na to, że ciągłe zmniejszanie wymagań intelektualnych jest na dłuższą metę społecznie groźne. Szkoła jako narzędzie edukacji masowej powinna przede wszystkim umożliwiać rozwój, który dokonuje się zawsze z trudem, bo wymaga pokonywania swoich ograniczeń!  Powinna dawać okazję do poznawania swoich talentów! Pozwalać uczniom radzić sobie z trudnościami, bo w ten sposób poznają swoją siłę! 

Traktujmy uczniów i studentów poważnie! Nie pozwalajmy na to, żeby można było uzyskać bezwartościowy dyplom wyższej uczelni, nie mając w ręku ani jednej książki w ciągu 3 czy 5 lat studiów!

Mam nadzieję, że to poważna debata na temat polskiej edukacji wreszcie się zacznie. I że będą brali w niej udział kolejni intelektualiści. My też nie wahajmy się brać w niej udziału, w ramach naszych możliwości! Promujmy poglądy nam bliskie! Walczmy o jakość edukacji naszych dzieci! Oto to mój apel w Dniu Matki :)

wtorek, 26 marca 2013

…kocham czytać - jak Daniel Pennac


Daniel Pennac Jak powieść
Tłum. Katarzyna Bieńkowska
(Wyd. fr. 1992, wyd. polskie 2007)

Człowiek buduje domy, ponieważ żyje, ale pisze książki, ponieważ wie, że umrze. Mieszka w gromadzie, bo jest stworzeniem stadnym, czyta natomiast, bo zdaje sobie sprawę ze swojej samotności. Lektura dotrzymuje mu towarzystwa, nie zajmując miejsca nikogo innego, ale też niczyje inne towarzystwo nie mogłoby jej zastąpić. […] Tak że nasze racje czytania są równie dziwne co nasze racje życia. […]

Nie sposób nie polubić tego autora, pisarza i scenarzysty, a przede wszystkim nauczyciela języka francuskiego z 25-letnim stażem. Nie sposób nie polubić tej książeczki, lekkiej jak pianka i jak pianka słodkiej. Słodkiej słodyczą prawdziwej, szczerej miłości do czytania.

Czytanie to… odpoczynek od życia. Tak, po stokroć tak. Lektura to podarunek. A rozmowa o lekturze to... rozmowa.

Jeśli ktoś mówi, że nie ma czasu czytać, to... jest już stracony. To oznacza, że czytanie nie sprawia mu już przyjemności, że zaczął już myśleć, że „trzeba czytać”. A czytać trzeba, ale – pragnąć, chcieć, tęsknić za nim… Wtedy zawsze znajdzie się czas.
Zgadzam się też z diagnozą Pennaca na temat głównych przyczyn nieczytania współczesnej młodzieży. Jest trafna, choć została postawiona przez niego jeszcze przed pojawieniem się Internetu, bo w 1992 roku! [A także przed polską reformą szkolnictwa, czyli przed zabójczą testomanią.]

Pennac słusznie zauważa, że przyjemność z czytania zabija przede wszystkim szkoła. [Poza tym także konkurencja łatwiejszych przyjemności, sformatowanie móżgu prze internet, zanik technicznej umiejętności czytania oraz wypieranie refleksyjności i jakości przez powierzchowność i bylejakosć związaną z  dominacją konsumpsjonizmu jako zasady życiowej.]

Już  w latach 90. dawało się odczuć, że sposób w jaki „omawia się” lektury zabija wewnętrzną radość z własnego odczytania, nie pozwala pojawić się sensom, nie umożliwia,  żeby ułożyły się powoli w sercu młodego czytelnika. Ucznia zmusza się go do „zapamiętywania” szczegółów lektur, gubiąc w ten sposób ich przesłanie, które musi mieć czas i sprzyjające okoliczności, żeby się odsłonić. A teraz jest po stokroć gorzej, bo czyta się tylko fragmenty, nigdy nie widać całości – całego pejzażu powieści. Przez to nie sposób odczuć różnicy pomiędzy stylami rożnych autorów. Wymusza się poszukiwanie wskazanych treści, nie pozostawiając nic wyborowi czytelnika.  I to zgadywanie, co powinno się  napisać… Nigdy - co ci się narzuca? Co cię zainspirowało? Co  w tobie obudziła lektura?

Sens lektury polega dzisiaj na odgadnięciu, co zostało już wcześniej napisane przez jakiegoś metodyka nauczania języka polskiego. Straszne. Nie wiem, czy zdałabym dzisiaj maturę!

To jest MORDERSTWO na czytelnikach i na czytaniu.

A Pennac po prostu czytał swoim uczniom na głos. Czyniąc z lektury bezinteresowny odlot z rzeczywistości przez pięć  godzin lekcyjnych w tygodniu. Czyli wracał do korzeni czytelnictwa. Pisze, że wybierał Pachnidło Suskinda na pierwszy ogień. Jego ulubieńcy to także Flaubert, Dostojewski, Kafka i Dickens. Po pewnym czasie młodzież czytała już sama, a on mógł przejść do realizacji 'założeń programowych', kwestii stylu, języka, tła historycznoliterackiego. Było to o tyle łatwiejsze, że wynikało po prostu z pytań uczniów.

- A ten Suskind to żyje? [...] 

Znaczy... trafiony, zatopiony.

Ja sama jestem z pokolenia, którego wchodzenie w dojrzałość zbiegło się z pierwszym wydaniem po polsku ( początkowo w wydawnictwie emigracyjnym) Mistrza i Małgorzaty. I to jest książka mojego życia. Wśród moich równolatków jest wielu, którzy potwierdzą, że dla nich też. Po prostu genialna powieść, która trafiła do nas w najwłaściwszym czasie…

Teraz Mistrz i Małgorzata jest lekturą. Nikt z młodych nie nazywa jej już książką swojego życia. Większość jej nawet nie tknie z tego właśnie powodu. Bo teraz się już nie czyta, nie pyta o wrażenia, teraz na polskim odgaduje się sformułowania z klucza, żeby zdać test… Tak powiedziały mi moje nieszczęsne dzieci, które od dawna nie wiedzą, co to przyjemność z lektury, a które lubiły czytać, póki nie zrobiono z tego jakiejś koszmarnej zabawy w odgadywanie czyichś wystandaryzowanych, grzecznych i banalnych do bólu myśli…

_______________________
Wyzwanie Z literą w tle


sobota, 23 marca 2013

...czytanie angażuje mózg najbardziej

...ze wszystkich czynności poznawczych.


Mniej więcej za lewym uchem - w tzw. zakręcie wrzecionowatym [Zakręt wrzecionowaty (ang. fusiform gyrus) to część płata skroniowego kory mózgowej, w klasyfikacji Brodmanna oznaczony jako obszar 37.] mieści się ośrodek rozpoznający pismo, zwany "obszarem formy wzrokowej słowa". Ale nie tylko. Jedną z wrodzonych funkcji tego fragmentu kory mózgowej, nabytą w ciągu milionów lat ewolucji, jest rozpoznawanie twarzy. Z identyfikacją tekstu ma ona do czynienia dopiero od 5,5 tys. lat - z mozołem się tego uczymy, nie jest to czynność zaprogramowana od urodzenia, tak jak uśmiechanie się, ssanie piersi matki czy właśnie rozpoznawanie twarzy. 

Z ostatnich badań czytelnictwa wynika, że coraz więcej Polaków przyznaje się do tego, że już nie czyta, przestali z chwilą ukończenia szkoły. Co przez to tracą? 
O tym zjawisku oraz o tym, jak wpływa czytanie na zakręt wrzecionowaty i na cały mózg homo sapiens, można przeczytać TUTAJ, w tekście Piotra Cieślińskiego z Gazety Wyborczej pt. Dzieci sieci i lektura na trzy minuty.

czwartek, 21 marca 2013

... Tadeusz Różewicz "Wstydzę się"



Tadeusz Różewicz ‘Wstydzę się’ 

z tomu Wyjście (2005)


siedzę w ubogim kramiku
przy kulawym stoliku
i zaczynam się wstydzić 

nad nami rosną 
supermarkety z koszami (!) 
pełnymi książek 
kosze z 
bestsellerami podpaskami 
aniołów i wróżek 
promocja obwarzanków 

Joanne K. Rowling 
Paulo Coelho 
Charlotte Link 
i Stephen King 
 Joanne K. Rowling 
Joanne K. Rowling 

daleko 
w tyle Dalaj Lama 
ze swoimi radami
płynącymi z serca 
nie nadąża już
i za królową Noor
i za panią Nuala O’Faolain
za lokajem Hitlera
i za Rowling Sabiną
madonną 

ktoś się do mnie uśmiecha
ukrywam twarz

Przyszedł mi do głowy ten wiersz sprzed 8 lat, bo przeczytałam dzisiaj w Gazecie Wyborczej artykuł pt. Lektury maturzystów. Gdy Boryna jest kobietą. 
I widzę, że książka traci na znaczeniu nawet gwałtowniej niż podejrzewałam. Proces zmiany statusu książki w produkt bez większego znaczenia gwałtownie przyspiesza. 

Poniżej zacytowana w artkule opinia jednej z polonistek:

Szwajcowska: - Ostatnio na zajęciach chłopak przeczytał fragment "Wielkiej Improwizacji" o rozmiarze strony A4, po czym stwierdził, że nie jest w stanie powiedzieć, o co chodziło, bo nie sporządził sobie notatki. Gdy powiem, że coś sobie musimy sprawdzić, od razu widzę ze cztery pracujące pod ławką smartfony. To nie byłoby nic złego, gdyby chociaż zapamiętywali, co wyszukają. Ale zapominają niemal od razu, więc kiedy zasięg im zanika, robią się bezradni. I myślę, że nie bez winy jest tu także reforma edukacji.




sobota, 9 marca 2013

Najnowszy raport BN na temat czytelnictwa w Polsce 2012

Znowu spadło!

Czytelnictwo rzeczywiste (ponad 6 książek w ciągu roku) spadło z 44% do 39%. Takich, którzy czytają ponad 7 książek rocznie jest zaledwie 11% w naszej pięknej Polszcze. A co nami nieborakami, którzy czytamy nieraz po 7 książek miesięcznie? Nie bój nic! Piszą o nas! W podrozdziale Błąd pomiaru :)

Tegoroczny raport jest doskonale przygotowany, bo sproblematyzowany. Znajdziemy tu informacje, dlaczego ludzie czytają, hipotezy dlaczego nie czytają, jak wpływają na czytelnictwo 2 sposoby czytania (linearny i hipertekstowy) oraz 'aktualna praktyka szkolnego kontaktu z tekstem' czyli mówiąc bardziej wprost, degrengolada nauczania języka polskiego w szkołach.

Jakie są tego konsekwencje? Cytuję:

47% nieczytających przyznało, że dawniej czytało książki, obecnie jednak sięga po nie rzadziej niż raz w roku. Takiej odpowiedzi najczęściej udzielali nieczytający z wykształceniem wyższym, co stanowi ślad ważnego przeobrażenia tej kategorii społecznej, która to przemiana - najogólniej rzecz ujmując - doprowadziła do sytuacji, w której ludzie formalnie wysoko wykształceni w sensie kulturowym już niekoniecznie są inteligentami. 

Podsumowując, większość osób, z którymi mam kontakt na co dzień, nie czyta, nie potrzebuje czytać, a często (nawet gdyby coś ich napadło, ale nie napadnie, bo dlaczego miałoby ich napaść?) nie jest w stanie przeczytać 3 stron ciurkiem.

Zgroza! Zgroza!

Raport BN o czytelnictwie 2012

Pierwsze komentarze: natemat.pl





poniedziałek, 4 lutego 2013

…literatura popularna to literatura konwencji i... wszystko gra


Literatura popularna… Może się podobać albo nie (mnie rzadko się podoba, ale zdarza się, i pisałam o tym TU, TU, TU, a TU się nawet zachwycam :),  ale bez wątpienia po prostu nas otacza. Jesteśmy zanurzeni w popkulturze. Kultura wysoka jest niszowa z definicji.

Jednak jestem, i zawsze będę, zwolenniczką aspirowania do kultury wysokiej, stawiania sobie wymagań, rozwijania się w tym właśnie kierunku oraz zachęcania do tego innych J Odrzucam myśl o  równaniu w dół. A trzeba powiedzieć, że tutaj toczy się zażarta walka. Także na słowa, o czym później…

Dzisiaj piszę o literaturze popularnej, bo mam przed sobą broszurę promocyjną EMPIKu opatrzoną tytułem: Bestsellery EMPIKu 2012 rozdane! Jest to sieć sprzedaży, więc oczywiste jest, że decydującym kryterium jest ilość sprzedanych egzemplarzy, czyli „popularność” danej pozycji.
Oczywiście domyślacie się, kto się w Polsce najlepiej sprzedaje… Fikcja literacka: Katarzyna Grochola, E.L. James; literatura faktu: Danuta Wałęsa. Poradniki: tu nie podany jest nawet autor, widnieje tylko tytuł: Dlaczego mężczyźni kochają zołzy. Literatura dla dzieci: Chylińska (ta piosenkarka? ciekawe), Literatura młodzieżowa: Igrzyska Śmierci Suzanne Collins.

To są fakty. I szlus.

Są rzeczy, które podobają mi się w tej broszurce, o ogromnym zasięgu, a więc dużej sile rażenia.
Np. Uważny czytelnik wywiadu z autorką prozy młodzieżowej Aimee Agresti może się sporo dowiedzieć o konwencji literackiej charakterystycznej dla tego typu literatury. Pisarka określa wymagania, które sobie stawia, pisząc powieść młodzieżową:

„Zamierzałam napisać taką książkę, jaką sama chciałabym przeczytać jako nastolatka: z historią miłosną, zagadką, przygodami oraz, przede wszystkim, z silną główną bohaterką.”  Co więcej zdradza nam być może kulisy sukcesu tej konkretnej książki (chodzi o Olśnienie). Mowa o problematyce utworu, czyli tym czymś, co kryje się pod spodem intrygi, fabuły, dialogów i opisów. „[…] zalążkiem opowieści był dla mnie pomysł, aby przedstawić nastolatkom dwa moje ulubione dzieła: „Fausta” i „Portret Doriana Greya”. […] zastanawiałam  się, co skłoniłoby młodą osobę do zaprzedania swojej duszy.”

Następny wywiad. Autorka popularnych kryminałów szwedzkich Asa Larsson (kolejny raz nagrodzona za swój utwór) zdradza nam z kolei, czego sama oczekuje od kryminału, do czego aspiruje w ramach swojej konwencji, z czego możemy ją rozliczać: „Pisarka PD James powiedziała, że kryminał musi być połączeniem dobrego opisu miejsca, kreacji ciekawych postaci i intrygi. Niesłychanie trudno to zrobić. […] myślę, że dużą rolę odgrywa tu także ciekawość czytelników.[…] W przypadku mojej twórczości jest też tak, że dzika północ ma w sobie coś egzotycznego.”


To wiele wyjaśnia, prawda? Myślę, że takie krótkie wywiady odsłaniające tajniki danej konwencji wzbogacają naszą lekturę książek popularnych. A może nawet zachęcą kogoś do sięgnięcia po kanoniczny utwór (literaturę wysoką), w którym ktoś kiedyś wzorcowo „opracował literacko” daną problematykę. Czego sobie i Państwu życzę. J

A gdzie walka na słowa? I na czym polega? (Bo teraz będzie o tym, co mi się nie podoba, czego nie jestem w stanie zaaakceptować nawet w tekstach marketingowych). To jest nadużywanie słów, banalizowanie znaczeń, czasami wręcz uwłaczanie inteligencji czytelników.

Podam tylko jeden przykład z broszurki EMPIKu. Pochodzi z rekomendacji Ciemniejszej strony Greya. Wspomnę tylko (bo mam za słabą psychikę, żeby cytować po całości) o tym, że napisano tu, że jest to utwór przedstawiający „losy (?)  burzliwego związku (?) młodziutkiej Anastazji i charyzmatycznego (???) miliardera Greya.”

Czy ja czegoś nie wiem? Wyczyny łóżkowe, choćby najbardziej pociągające,  jako synonim charyzmy? 
Dlaczego wcześniej nikt mi tego nie powiedział?!



sobota, 26 stycznia 2013

…co mam zrobić, że lubię czytać książki, które mam na własność


Czy Wy też pamiętacie pierwszą książkę, którą mieliście ręku?

W moim domu rodzinnym długo, bo aż do mojego 12. roku życia nie było w ogóle książek, oprócz książek szkolnych. Dlatego pamiętam doskonale, jak pierwszy raz zobaczyłam książkę z bliska. 
Odwiedziłyśmy z mamą sąsiadkę, która miała dzieci w zbliżonym wieku, 3-4 lata. One miały na półce książeczki dla dzieci. Największe wrażenie zrobiła na mnie taka z ilustracjami o morzach, wyspach i czarodziejskich ptakach. Oczywiście nie rozumiałam wtedy żadnego z tych słów. Potem odszukałam tę książkę. To były Baśnie z mórz i oceanów Markowskiej i Milskiej… Kolejną rzeczą którą pamiętam, jest to, niedługo potem nauczyłam się czytać, podglądając starszego brata i podczytując Express wieczorny – jedyne słowo pisane u nas w domu.

Ale odkąd skończyłam 5 lat, już nikt, nigdy, przenigdy nie mówił mi, co mam czytać albo nie czytać. Ta część życia stała się na zawsze ponad wszystko moja. To pewnie trochę tłumaczy, dlaczego mam taki poważny stosunek do czytania i jeżeli czymś się martwię, to spadkiem czytelnictwa :)

Przez lata czytałam tylko książki z biblioteki i książki, które mi podarowano jako szkolne nagrody. Jako nastolatka zaczęłam zarabiać korepetycjami, i oczywiście kupować wreszcie swoje własne książki. Od tej pory mam przemożną potrzebę posiadania na własność coraz to nowych książek.

Jednak ostatnio moja postawa zaczęła się zmieniać. Wpłynęło na to kilka rzeczy. Przede wszystkim policzyłam (mniej więcej), ile liczy mój księgozbiór. Potem policzyłam (mniej więcej), ile jest w nim książek do przeczytania. Wyszło, że około... połowa, może 40%. To mną wstrząsnęło.







Potem zobaczyłam na yt filmik (po ang.) pt. Ile jesteśmy w stanie przeczytać książek w życiu? 



Przy moim tempie czytania i możliwościach czasowych, to będzie maksimum 5 tys. książek w życiu. Czyli przede mną szansa na ok. 2 tysiące lektur, zakładając, że mam przed sobą jeszcze ok. 30 lat czytania. Potem popatrzyłam na wolne miejsce w domu. Popatrzyłam na księgozbiór mojej teściowej Zofii, która straciła zdolność czytania, a jej biblioteczka została...

Dzięki temu wszystkiemu ni stąd ni zowąd, zupełnie niespodziewanie dla siebie pogodziłam się z faktem, że nie przeczytam wszystkiego, co powinnam. Jakim sposobem? Po prostu przedefiniowałam pojęcie tego, „co powinnam przeczytać”. 

I podjęłam decyzję. 1. Przechodzę już marcu na czytnik. To powinno załatwić temat literatury pięknej. 2. Czytam przede wszystkim książki ze swojej półki. 3. Na papierze kupuję tylko klasykę i ew. literaturę faktu niedostępną inaczej. 4. Mocniej korzystam z bibliotek. 5. Wyprzedaję, co się da z półek.

I… Jeszcze nie wiem, co jeszcze, ale na pewno coś wymyślę…

Urealniłam moje plany. Niesamowita jest myśl, że dzięki temu jest szansa, że jeszcze przeczytam większość swojego dotychczas zgromadzonego  księgozbioru. To mój cel. Dlaczego przede wszystkim to, a nie nowości? A dlaczego nie? Współczesny czytelnik i tak nie ma szans przeczytania wszystkich wartościowych nowości. Musimy wybierać. Ja, Ty… Ja wybrałam to, co mam na półce, plus trochę nowości.

To jest kolejny, po zainicjowaniu bloga, ważny moment dla mojej prywatnej historii czytania.


poniedziałek, 7 stycznia 2013

...Polsce grozi wtórny analfabetyzm?


Ponad 50% Polaków nie przeczytało, a nawet nie miało w ręku żadnej książki w ostatnim roku. Mówiąc książka, analitycy mają na myśli nawet takie “książki” jak: plan miasta, książka kucharska, a nawet komiks…
Jedna czwarta Polaków z wyższym wykształceniem czyta rocznie zero pozycji zawierających więcej niż 3 strony.
W Polsce można skończyć studia, nie przeczytawszy ani jednej książki. Robi tak 25% studentów.
Polacy nie zrozumieją prognozy pogody, jeśli zawiera jakiś wykres lub schemat.
Poza tym wokół Ziemi krąży jakieś… 7 księżyców. Źródło tej bezcennej informacji

Ludzie uważają, że przyczyny zaniku czytania w Polsce są następujące:

- Czytanie jest niemodne, a posiadanie książek w domu przynosi wstyd. Nie pomoże akcja:  ”Nie czytasz, nie idę z Tobą do łóżka”. (Sorki, jak nie ty, to będzie ktoś inny.)
- Od czytania męczą się oczy, fałduje mózg i robią się zmarszczki. (Poważna sprawa.)
- Politycy dbają o systematyczny upadek szkolnictwa, bo nieczytającymi łatwiej rządzić, czytaj: (Oczywiście, jeśli potrafisz…) manipulować.
- Książki są za drogie. (Nawet jeśli są rozdawane za darmo…)
- Popkultura pozwala doskonale obyć się bez czytania, a już na 100% bez oczytania. Wystarczy nie zapomnieć, jak pisać na klawiaturze krótkie komunikaty. W efekcie nie ma najmniejszego powodu, żadnej presji okoliczności, wymagań instytucjonalnych, żeby czytać książki. ('Jest OK jak jest.')
- Mole książkowe stanowią od zawsze ok. 1% populacji. (Czy to przypadkiem nie oznacza, że mieszczą się w granicach błędu statystycznego?) Tylko oni mają wewnętrzną potrzebę, żeby czytać. Pozostali czytają tylko, kiedy muszą. Ale na szczęście już nie muszą.
- W szkole trzeba dać radę jakoś przeczytać streszczenie, a ono z natury rzeczy jest krótkie. I tak nikogo nie interesuje, co uczeń myśli. Ważne jest to, czy uczeń potrafi odgadnąć, co myślał twórca klucza odpowiedzi i zakreślić właściwe okienko. (Odgadywanie myśli jako wyraz inteligencji? Tak!)
- Czytanie jest zwykłą umiejętnością, którą trzeba ćwiczyć, żeby nie zanikła. Korzystanie z internetu prowadzi bez wątpliwości do zaniku umiejętności czytania dłuższych tekstów oraz dłuższego skupienia się na jednym  temacie. Czytanie stało się trudniejsze niż kiedykolwiek. (Bądźmy rozsądni…)
- Korzystanie z internetu jest dziś niezbędne, żeby przeżyć.  (Nie ma cię na fb - nie żyjesz…) “Siedzenie w internecie” błyskawicznie staje się nawykiem wypierającym wszystkie inne wymagające choćby nieco więcej wysiłku intelektualnego, fizycznego i… każdego.
- Człowiek ekonomizuje swój wysiłek. Jeśli w Polsce nie potrzeba czytać, naturalne jest, że czytelnictwo spada, a nie rośnie. (Czyli jednak Polak, choć analfabeta, jest mądry?!)

I tym optymistycznym akcentem…

Nieco więcej w dyskusji: Polacy nie rozumieją ulotek leków

czwartek, 27 grudnia 2012

...zdarzają się nietrafione prezenty książkowe

I ktoś je musi przeczytać... Często jestem to ja, bo akurat nie mam z tym problemu. Chętnie przeczytam wszystko pod warunkiem, że to nie jest romansidło.

Taki pech przytrafił się Odkrywając wolność. Przeciw zniewoleniu umysłów pod redakcją Leszka Balcerowicza, która to książka nie zachwyciła swego nowego właściciela w grudniu 2012...
Trzeba było widzieć jego minę! Książka i to taka gruba? Ponad 1000 stron, tyle liter? No, nie... Św. Mikołaj wyraźnie przesadził z optymizmem w tym roku :) A na pewno zapomniał, że: Dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowane.

Widok nieszczęśnika z kilogramowym tomem w ręce zawiedzionego na 11 punktów w skali do 10 przypomniał mi  z kolei najbardziej charakterystyczną scenkę z EMPIKu tuż przed świętami.
Co najmniej trzy razy miałam okazję podsłuchać rozmowy  telefoniczne o zbliżonej treści:

- Słychaj, jestem w EMPIKu. Czy Piotruś ucieszy się z kiążki?
- ...
- Nie? Zupełnie?
- ...
- Czyli to odpada całkowicie...
- ...
- OK. To idę do Media Markt.
.......................................................................................... 
Bo jak mówił poeta: Dziwny jest ten świat!


piątek, 21 grudnia 2012

...naszych biją (Świat Książki w tarapatach)

Nawiązując do smutnego newsa z blogu Agnieszki Książkowo, a także wspominków Beaty na Słowem Malowane oraz dyskusji, która wywiązała się na portalu natemat.pl, ja także użalę się nad Światem Książki. W przeddzień Bożego Narodzenia 2012 jego właściciel Weltbild zwolnił pracowników i wystawił aktywa Świata Książki na sprzedaż.

Życzę nam wszystkim, żeby Świat Książki znalazł nowego nabywcę, lepszych zarządzających i rozwinął na nowo skrzydła, a przynajmniej zachował swoich dotychczasowych wspaniałych autorów i swoje serie.

Moje ulubione to Muzea Świata, Biblioteka Polska XX wieku, Nowa Proza Polska oraz Lemur.

Kupowałam u nich wszystko, co wydali: Hanny Krall, Rylskiego, Głowackiego, Grynberga, Pilcha, Akunina, Juliana Barnesa oraz dużo literatury faktu. Szczególnie wdzięczna pozostanę im za Jose Saramago, w tym ostatnio wydany Mały pamiętnik w tłumaczeniu mojej drogiej nauczycielki p. Elżbiety Milewskiej.

Trzymam kciuki za to cenne na rynku polskim wydawnictwo!

środa, 19 grudnia 2012

...trzeba nabijać statystyki

Byłam dzisiaj w naszej gminnej bibliotece.
Przy okazji zapytałam, ile jest w mojej 5 tysięcznej gminie osób, które wypożyczają minimum 1 książkę tygodniowo. Panie bibliotekarki szacują, że ok. 10 osób.

Poza nimi jest pewnie kolejne 10-20 takich, które czytają te 52 pozycje rocznie, choć nie pojawiają się tak często w bibliotece. Ja sama do nich należę. Po pierwsze mam duży własny księgozbiór, po drugie dostęp do innych bibliotek, w tym urokliwego BUWu oraz potężnej Biblioteki Narodowej.

Czyli znalazłam w ten sposób ok. 30 czytelników podobnych do mnie. Pomnożę to przez niemal 2, bo jestem urodzoną optymistką. W ten oto sposób otrzymuję zgrabną liczbę 50.
Jak wiadomo matematyka nie kłamie. Liczbę maks-czytaczy, bibliofilów, książkoholików, logofagów (ich choroba to pożeractwo słowa), słowożerców, itp., itd. w mojej kochanej gminie oszacować należy na 1% jej populacji.

Popatrzmy teraz na cały nasz piękny kraj.

Gdyby przyjąć, że statystyczny polski czytelnik to osoba w wieku od 15 do 75 lat (tak się robi w badaniach czytelnictwa prasy), to zdolnych do czytania w Polszcze AD 2012 byłoby około 75% całej ludności, czyli ok. 28 mln.

Niestety mój optymizm drży w posadach, gdy czytam TU , że 54% z nich nie skorzystało z tej bezcennej umiejętności ani razu w tym roku.

Ale nie, nie poddam się! Decyduję się nadal patrzeć na świat przez różowe okulary i wyliczam oszałamiający 1% czytelników-stachanowców. Dzięki temu z pewną dozą niepewności uzyskuję w moich obliczeniach liczbę 280 tys. osób, które - mam nadzieję-  należą do mojego plemienia...



czwartek, 13 grudnia 2012

...13 grudnia to Dzień Księgarza

Pragnę uczcić ten ginący gatunek. Już prawie nie spotyka się księgarzy...
źródło: bwphotography.pl

Po tym, jak zlikwidowano księgarnię LIBER w BUWie, pozostała mi już tylko jedna Pani w Prusie i księgarze w księgarni na Nowym Świecie (obecnie MATRAS - kiedyś Leksykon - księgarnia z kotem i to żywym).

Zastąpili ich sprzedawcy zadrukowanego i oprawionego papieru (dawniej zwanego książką).

Czego można się spodziewać po sprzedawcy w księgarni?
- umiejętności sprawnego  dżwigania i ustawiania produktów na półkach i stosach oraz koszach wyprzedażowych
- umiejętności obsługi kasy fiskalnej i terminala kart płatniczych
- wiedzy, co jest w promocji
- umiejętności wyszukiwania produktu w bazie danych, ale wyłącznie pod warunkiem podania dokładnego tytułu lub przeliterowania nazwiska (nawet jeśli jest to Marquez czy Proust)
- umiejętności dobrania wielkości torebki do wielkości produktu
- oraz zaproponowania dodatkowych gadżetów przy kasie.

Czego nie można oczekiwać?
- że sami czytają
 - że kumają, o czym mówisz
- zrozumienia, że nie zachwycasz się produktem, który "wszyscy teraz kupują"
- że potrafiliby ułożyć ksiązki tematycznie, czy w jakikolwiek inny wyrozumowany sposób
- że orientują się, w jakiej epoce dany produkt (dawniej zwany  książką) został wydany po raz pierwszy
- że potrafią powiązać dany produkt z jakimś zjawiskiem kulturowym, zdarzeniem literackim, nurtem myślowym, epoką
- że kojarzą wydawnictwa z czymkolwiek innym niż marża.

Księgarze, dla których byliśmy żywymi, przeżywającymi literaturę czytelnikami, a nie tylko konsumentami konfekcji literackiej. Oni zaś dla nas - partnerami w rozmowie, doradcami...

Cześć Waszej pamięci!