Tekst Piotra Podsiedlika "NIE dla ustawy..." zamieszczony na portalu lubimyczytać.pl jest moim zdaniem jedną z wnikliwszych analiz funkcjonowania rynku książki w Polsce.
Autor opisuje książkowy świat z punktu widzenia przedsiębiorcy operującego na tym rynku. Samo to jest już wartością. Bo zwykle teksty o książkach są pisane przez ich czytelników. Jest to cenny punkt widzenia - punkt widzenia klienta, mój punkt widzenia :) - ale nie jedyny punkt widzenia. Tworzymy bowiem ekosystem: my - kupujący i oni - tworzący, produkujący, dystrybuujący i sprzedający.
Podam przykład na to, że trzeba słuchać także sprzedawców, przedsiębiorców, nie tylko klientów. Przypomnijcie sobie wypowiedź Henry'ego Forda, tego od fabryk samochodów: "Gdybym pytał klientów, co chcieliby, to odpowiedzieliby mi, że szybszego konia." Podobnie, gdy w branży butów do biegania - zapytano klientów warszawskich, gdzie chcieliby nowego sklepu ze sprzętem do biegania, odpowiedzieli, że koniecznie w Arkadii i nigdzie indziej. Ale wszystkie sklepy specjalistyczne, które próbują swoich szans w galeriach handlowych regularnie padają - nie wytrzymując konkurencji z Intersportem i inymi sieciami oraz surowych wymagań centrum handlowego, itp.
Podsumowując, to co dzieje sie na rynku ksiązki jest - jak na każdym innym - zmienne, zależne od wielu czynników, w tym przede wszystkim od popytu, a jego gracze - producenci, dystrybutorzy i sprzedawcy oraz klienci stale dostosowują się do swoich wzajemnych potrzeb i możliwości. Tak działają prawa rynkowe w liberalnej gospodarce. I nikt nie wymyślił nic lepszego. Jeśli chodzi o książkę, nic już nie odwróci trendu przeniesienia się sprzedaży kiążek do internetu. Księgarnie muszą się jakoś - JAKOŚ - do tego dostosować. I robią to.
Podsiedlik postuluje, żeby nie grzebać w tym procesie.
Tymczasem na rynku książki, wraz z ustawami go regulującymi - pojawił się kolejny, uprzywilejowany interesariusz - państwo.
Posiedlik pisze - opierając się na faktach i myśleniu racjonalnym, a nie emocjach - POPIERAM!!! - jakie efekty przyniosła już ustawa o darmowym podręczniku. Na tej podstawie i na podstawie znajomości praw rynkowych analizuje możliwe scenariusze po wprowadzeniu ustawy o stałej cenie. Punkt po punkcie rozważa obietnice interweniującego państwa. Pisze to człowiek prowadzący firmę, wydawnictwo, które zapewne przetrwa. Dobry standing finansowy, dobre zarządzanie, dobry towar, dobra sieć dystrybucji - tacy zawsze przetrwają i będą sprzedawać w niszy, jaką będzie rynek książki jakościowej.
Ludzie będa czytać książki zawsze, będzie ich tylko bardzo niewielu, a książka o walorach intelektualnych, a nie rozrywkowych stanie się dobrem luksusowym, dostępnym w księgarniach niszowych. Stanie się to zapewne w ciągu kilku najbliższych lat.
Wniosek główny jest taki: ustawa o stałej cenie książki prze 12 miesięcy mogła pomóc, i pomogła w wielu krajach, ale 30 lat temu. Tam czytelnictwo ocalało, a wraz nim rynek książki. U nas, w 2015 roku, wprowadzenie na rynku sztywnych praw ustawowych nie pomoże czytelnictwu. Rozreguluje rynek. Utrudni gospodarkę towarową, zaburzy płynność finansową, a problemu i tak nie rozwiąże. Bo problemem jest zanik czytelnictwa.
Żadna cena, naprawdę ŻADNA CENA NIE ZACHĘCI DO CZYTANIA kogoś, kto nie czyta.
Polecam.
Prywatna historia czytania
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieganie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieganie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 15 sierpnia 2015
czwartek, 27 grudnia 2012
...ludzie pragną czytać w najdziwniejszych sytuacjach
Kilian Jornet, kataloński biegacz góski uważany za najlepszego na świecie w tej ekstremalnej dyscyplinie, zapragnął przeczytać kilka zdań na szczycie góry, na którą właśnie wbiegł. Można to zobaczyć w 1:55 minucie tego niesamowitego filmu.
niedziela, 2 grudnia 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)

