poniedziałek, 7 stycznia 2013

...Polsce grozi wtórny analfabetyzm?


Ponad 50% Polaków nie przeczytało, a nawet nie miało w ręku żadnej książki w ostatnim roku. Mówiąc książka, analitycy mają na myśli nawet takie “książki” jak: plan miasta, książka kucharska, a nawet komiks…
Jedna czwarta Polaków z wyższym wykształceniem czyta rocznie zero pozycji zawierających więcej niż 3 strony.
W Polsce można skończyć studia, nie przeczytawszy ani jednej książki. Robi tak 25% studentów.
Polacy nie zrozumieją prognozy pogody, jeśli zawiera jakiś wykres lub schemat.
Poza tym wokół Ziemi krąży jakieś… 7 księżyców. Źródło tej bezcennej informacji

Ludzie uważają, że przyczyny zaniku czytania w Polsce są następujące:

- Czytanie jest niemodne, a posiadanie książek w domu przynosi wstyd. Nie pomoże akcja:  ”Nie czytasz, nie idę z Tobą do łóżka”. (Sorki, jak nie ty, to będzie ktoś inny.)
- Od czytania męczą się oczy, fałduje mózg i robią się zmarszczki. (Poważna sprawa.)
- Politycy dbają o systematyczny upadek szkolnictwa, bo nieczytającymi łatwiej rządzić, czytaj: (Oczywiście, jeśli potrafisz…) manipulować.
- Książki są za drogie. (Nawet jeśli są rozdawane za darmo…)
- Popkultura pozwala doskonale obyć się bez czytania, a już na 100% bez oczytania. Wystarczy nie zapomnieć, jak pisać na klawiaturze krótkie komunikaty. W efekcie nie ma najmniejszego powodu, żadnej presji okoliczności, wymagań instytucjonalnych, żeby czytać książki. ('Jest OK jak jest.')
- Mole książkowe stanowią od zawsze ok. 1% populacji. (Czy to przypadkiem nie oznacza, że mieszczą się w granicach błędu statystycznego?) Tylko oni mają wewnętrzną potrzebę, żeby czytać. Pozostali czytają tylko, kiedy muszą. Ale na szczęście już nie muszą.
- W szkole trzeba dać radę jakoś przeczytać streszczenie, a ono z natury rzeczy jest krótkie. I tak nikogo nie interesuje, co uczeń myśli. Ważne jest to, czy uczeń potrafi odgadnąć, co myślał twórca klucza odpowiedzi i zakreślić właściwe okienko. (Odgadywanie myśli jako wyraz inteligencji? Tak!)
- Czytanie jest zwykłą umiejętnością, którą trzeba ćwiczyć, żeby nie zanikła. Korzystanie z internetu prowadzi bez wątpliwości do zaniku umiejętności czytania dłuższych tekstów oraz dłuższego skupienia się na jednym  temacie. Czytanie stało się trudniejsze niż kiedykolwiek. (Bądźmy rozsądni…)
- Korzystanie z internetu jest dziś niezbędne, żeby przeżyć.  (Nie ma cię na fb - nie żyjesz…) “Siedzenie w internecie” błyskawicznie staje się nawykiem wypierającym wszystkie inne wymagające choćby nieco więcej wysiłku intelektualnego, fizycznego i… każdego.
- Człowiek ekonomizuje swój wysiłek. Jeśli w Polsce nie potrzeba czytać, naturalne jest, że czytelnictwo spada, a nie rośnie. (Czyli jednak Polak, choć analfabeta, jest mądry?!)

I tym optymistycznym akcentem…

Nieco więcej w dyskusji: Polacy nie rozumieją ulotek leków

17 komentarzy:

  1. Świetny post, kiwałam głową ze zrozumieniem. Wszystko, co napisałaś, jest prawdą, gorzką i straszną, ale nadal prawdą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak chciałabym być optymistką, chociaż w tej - bliskiej memu sercu - sprawie. Niestety nici z tego :)

      Usuń
  2. A ja tego nie widzę! Jadę pociągiem - ze mną mnóstwo czytających. W tramwaju - czytający. W pracy wspólne czytanie i pożyczanie.. Więc nie wiem...Może żyję w jakimś dziwnym świecie?

    ps. Oj nie, z tego wniosek, że nie istnieję (nie mam konta na fb)..;)

    ps2. coś się chyba dziś działo z Twoim blogiem? zniknął nagle..

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczęściara :)
    ad.2 Mój blog także "nie istniał" przez 2 dni. Zostałam usunięta (konto, adres mailowy, blog) przez maszynę Google w wyniku 3-krotnego podania niewłaściwej cyfry. I pomyśleć, że ja tylko chciałam założyć galerię zdjęć w Picassa Web... Muszę chyba opisać, co czułam przez te dwa dni bez bloga. Bo po prostu uczucia mną miotały!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie dziwię się analitykom, że biją na alarm skoro analizy zamawiają u nich ci, którzy żyją ze sprzedaży książek i dla których są one takim samym towarem jak nie przymierzając buty czy mówiąc elegancko bielizna osobista. Jakoś nikt nie narzeka z powodu istnienia audiobooków a przecież to "zabija" czytelnictwo, dlaczego książka czytania na e-booku jest ok a ta na komputerze ściągnięta z internetu już nie? Itd. itp. - mam wrażenie, że narzekanie na niski poziom czytelnictwa, to po prostu moda i "tak wypada" a gracze na rynku myślą o czytelniku tylko jako o potencjalnym źródle przychodów (vide casus "problemu" co to będzie jak Świat Książki zaczenie czyścić swoje magazyny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno się nie zgodzić, że punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. daltego też setnie ubawiła mnie opinia, że największym problemem ze saiwtem Książki jest to, że mole książkowe będą miały przez krótki czas dostęp do taniej książki. Chciałabym mieć tylko takie problemy... No, ale to nasz molowy punkt widzenia :) Niemniej jasne jest, że czytanie książek jest powiązane z rynkiem książki. Choć nie tak sciśle, jak się najcześciej się myśli. Mówi o tym opinia, że wielu Polaków nie przeczytałoby książki nawet, gdyby ktoś im doplacił :)
      Zresztą ja wyraźnie rozdzielam w moim myśleniu "kupowanie książek (tradycyjnych, e-booków)" od "czytania książek".
      Pytanie, które mnie gnębi, to jak sprawić, żeby trochę więcej ludzi LUBIŁO czytać?
      Jeśli ktoś lubi czytać, to nic go nie zniechęci, a wtedy nawet "niewidzialna ręka rynku" natychmiast zwróci się jego stronę z ofertą.

      Usuń
  5. Przykre, ale prawdziwe. Chociaż spotykam osoby nie tylko w internecie, które czytają.A jak jest u mnie w domu.
    Ja jestem molem książkowym. Mąż czyta, teraz również książki, tyle, że muszą mieć podtekst historyczno - polityczny - beletrystyka nie wchodzi w rachubę. Córa czyta coraz więcej, poza tym coś tam sobie pisze od lat do szuflady.Jeden syn czytał, teraz mniej, gdyż filmy i gry komputerowe zaczynają jego czytelnictwo skutecznie wypierać.Drugi syn prawie nie czyta.Ostatnio nauczyłam się pytać osoby,z którymi rozmawiam co ostatnio przeczytali.Tyle, że mam mało do tego okazji.
    Miałam też taką sytuację, gdy nagle ni z tego ni owego usunięto moje blogi. Nie było to przyjemne doświadczenie.)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciesze sie, ze Twoj blog wrocil. Nawet nie wiedzialam, ze w ramach takiej pomylki moze on zniknac!
    Wyjechalam z Polski 8 lat temu i moje obserwacje byly takie same, jak zawarlas w swoim poscie. Szczerze? Nie sadze, aby cos sie zmienilo.
    Poza swoim domem, gdzie sa czytajacy, czesto czulam sie jak dziwaczka, gdy np szlam do biblioteki. Moj pierwszy chlopak wszedl do mojego pokoju i widzac polke z ksiazkami (jedna, bo wtedy chodzilam do biblioteki) powiedzial: "Chyba nie powiesz mi, ze to wszystko przeczytalas!", a kiedy powiedzialam mu, ze "to" to akurat kilka razy, ale przeczytalam znacznie, znacznie wiecej, to wybuchnal smiechem chwalac sie, ze on przeczytalm w swoim zyciu jedna ksiazke - "Anielke" (pamietam do dzis). Pamietam wtedy swoje przerazenie. Oczywiscie to nie on jest moim mezem;)

    Teraz mieszkam w Wielkiej Brytanii, w zadnym duzym miescie. Gdy moje dziecko mialo rok, to z wizyta przyszla Health Visitor przynoszac mi reklamowke, w ktorej byly 3 ksiazeczki dla dziecka oraz informatow z biblioteki, gdzie moglam znalezc informacje, ze dla dzieci w takim wieku raz w tygodniu przez pol godziny s aspiewane piosenki, deklamowane wierszyki, zabawy na matach itp. Teraz moj syn ma 3,5 roku. Co wtorek chodzimy na pol godziny posluchac czytania ksiazeczek. Zajecia sa dla kazdej grupy wiekowej. W bibliotece mozna wypozyczyc takze CD i puzzle, no i oczywiscie ksiazki. Chociaz ja promuje w domu polskie ksiazki, to oczywiscie angielskie takze wypozyczamy.

    Mysle, ze tak sie zdobywa mlodego czytelnika.

    W pracy czyta 90% osob, wiecej, mniej, ale czytaja. Ostatnio w pokoju socjalnym powstala polka, gdzie kazdy moze zostawic ksiazke, ktorej juz nie chce, a wziac o poczytania inna. Jesli nie czytaja papierowych, to maja kindle lub czytaja na iphonie, ale czytaja.

    W poczekalniach w szpitalu stoja polki, gdzie za 50p mozna kupic uzywana ksiazke, mozna znalezc tak prawdziwe perelki.

    Sporo moich znajomych maja w domu/mieszkaniu jeden telewizor, w pokoju rodzinnym, gdzie maja kontrole co do czasu i jakosci ogladanych programow/filmow. Wprowadzili zakaz zabierania przez dzieci laptopow/ komorek do swoich pokojow (a komorki kupowane sa tez od pewnego wieku). W tych domach do poduszki sie czyta, najpierw rodzice dzieciom, a pozniej dzieci same sobie juz czytaja.

    Przyklady moglabym mnozyc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za literowki.

      Usuń
    2. O matko, czy to może być prawda? Dzięki za te konkrety. Podniosłaś mnie na duchu. Należy się medal :)

      Usuń
    3. Dodam tylko, ze w Polsce mieszkalam na wsi, tlumow w bibliotece nie bylo i nie ma nadal. Wiem, bo niedawno pytalam biblioterkarke.
      Byc moze w miastach jest wiecej osob odwiedzajacych biblioteke, ale na wsi, przynajmniej mojej, tak sie nie dzieje.
      W miescie, w ktorym studiowalam, biblioteczna rzeczyewistosc byla zupelnie inna, zawsze pelno i gwarno, zawsze czekalo sie na ksiazki.

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję za miłe słowa. A także za obserwacje, które napawają nadzieją. Niestety moje własne badania terenowe wypadły słabo... Wykazały występowanie zjawiska uporczywego czytelnictwa (pow. 50 książek na rok) zaledwie u 1% populacji "potencjalnie czytającej" w moeje gmienie.

    A co do bycia "bytem innym niż deklarowany", to od razu przypomniał mi się casus S. Lem - Philip K. Dick. Znasz to? Dick nie wierzył, że Lem jest człowiekiem. Wg Dicka LEM był "prowokacją komunistów, za którą kryje się grupa pisarzy działających na zlecenie partii komunistycznej, by przejąć kontrolę nad opinią publiczną. Dowodem tego miała być mnogość stylów pisarskich Lema i szeroka tematyka jego dzieł, a także nietypowe, niesłowiańskie nazwisko mogące być skrótem jakiejś tajnej komórki." (za Wikipedią)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  9. Zdecydowanie wygląda to ponuro; pozostaje mi mieć nadzieję, że statystyki nie są do końca wiarygodne, że jest/będzie lepiej, że snobizm czytelniczy jakoś się u nas rozwinie. Niestety, więcej we mnie pesymizmu niż optymizmu...
    Cieszę się, że Twój blog wrócił! :)

    Pamiętam tę opowieść o "nieistniejącym Lemie" (czytałam ją chyba w posłowiu do którejś powieści Lema). Nadal trudno mi się zdecydować: czy się śmiać, czy płakać ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dyskusja o kondycji inteligenta polskiego trwa dalej. To dobrze.
    Cytuję bon mot z wywiadu z Dariuszem Nowackim:
    "- Co więc wyróżnia dziś tych, którym bliska jest postawa dawnych inteligentów?
    - Nadąsanie. [...] Chodzi mi o pewną zgryźliwość zabarwioną nostalgią."

    To chyba o mnie. Muszę się nad tym zastanowić.

    OdpowiedzUsuń

Zastrzegam sobie prawo do moderowania komentarzy, gdy uznam to za stosowne.