Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płynna nowoczesność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płynna nowoczesność. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 lutego 2013

…Lapidaria mistrzów wciągają


Ryszard Kapuściński Lapidaria 

Na gruncie polskim formę literacką jaką jest lapidarium wprowadził Ryszard Kapuściński w 1990 r. Wydając Lapidarium (jeszcze bez numerka), był przekonany, że to jednorazowa sprawa. Książeczka zredagowana została dla wydawnictwa Czytelnik z rozproszonych drobiazgów literackich (nawet z lat 70.), ulotnych wrażeń, notatek i szkiców. Kapuściński wykorzystał analogię z miejscem, w którym gromadzono porozrzucane, dotąd rozproszone,  resztki zabytkowych budowli. Ten nowy gatunek przedstawiający rzeczywistość we fragmentach okazał się jednak bardzo nośny i jakoś pasujący do naszych czasów.


Niemniej Kapuściński wielokrotnie w kolejnych już numerowanych tomach Lapidariów rozważał cechy tego gatunku, jakby sobie samemu je wyjaśniając. Uspokoił się co jego pełnoprawności literackiej chyba późno. W ostatnim Lapidarium VI, wydanym już pośmiertnie w 2007 r., napisał:

Znalazłem jeszcze jedno wyjaśnienie, czym jest „lapidarium”. W swojej książce ‘Szaleństwo i literatura’ Michel Foucault pisze o hypomneumatach:
Hypomneumata, w sensie technicznym, to księgi rachunkowe, rejestry publiczne, zapiski prywatne służące do utrwalania rzeczy ulotnych… Zapisywano w nich cytaty, fragmenty dzieł, przykłady i opisy zdarzeń, których było się świadkiem lub o których czytano, refleksje i przemyślenia, jakie usłyszano lub właśnie przyszły komuś do głowy. Tworzyły one materialną pamięć rzeczy przeczytanych, usłyszanych lub przemyślanych…” [L VI s.51]
----------
Można powiedzieć, że od tamtej pory zarówno wśród pisarzy, jaki czytelników, upowszechniła się świadomość, że zamknięte formy nie są za bardzo zbieżne z „płynną nowoczesnością”. Najlepiej pasują tu właśnie fragmenty. Dlatego formuła wyodrębniania fragmentów z całości przestała mieć w sobie jakiś defekt, coś nagannego, coś nieudanego, co tak początkowo przeżywał Kapuściński.

Dlatego ja też dzisiaj po prostu zacytuję z Lapidariów moje ulubione fragmenty. Traktuję to jednak wyłącznie jako zachętę do przeczytania całości. Bo jak widzicie Kapuściński przywiązywał dużą wagę do formy swoich wypowiedzi i traktował je jako przemyślaną całość. Jest ona na tyle dobra, że przestajemy ją widzieć, staje się transparentna, tak, że możemy skupić się tylko na treści. Niemniej nie zapominajmy, że narrator to tylko alter ego Kapuścińskiego - to nie jest do końca Kapuściński. Dlatego nie znajdziecie tu słowa o jego żonie, córce i jego licznych chorobach, które doprowadziły go do wczesnej, bądź co bądź, śmierci. Jest to przemyślana, nośna, ale tylko kreacja, choć uszyta ‘blisko ciała’.

Rozmowa z Gerardem Raschem. Tłumaczy na niderlandzki moje, składające się z notatek, zapisków i kartek z dziennika Lapidaria. Pyta, czy zgodzę się na ich wybór. Mówię mu, że taki zabieg jest ryzykowny, bowiem książka nie powinna być kolekcją najlepszych fragmentów, gdyż stanie się czymś w rodzaju ciasta składającego się z samych rodzynek – więc rzeczą niejadalną, niestrawną, a w naszym przypadku nieczytelną. [L IV s. 85]
------------
Pochodzę z Polesia, które było najbiedniejszą częścią Polski – być może – Europy. […] Myślę, że tęsknota za tą prostą i – dziś powiedzielibyśmy – słabo rozwiniętą krainą kształtowała mój stosunek do świata: chętnie przebywałem w krajach ubogich, bo było w nich coś z Polesia. [L V s.52]
-------
Umieć zachwycać się – to może najważniejsze, bo to oznacza, że nasza wrażliwość jest żywa, chłonie, umie dostrzec niezwykłość i piękno w rzeczy najbardziej błahej, codziennej. „Widzieć jasno, pisał Proust, w zachwyceniu”.  [L V s. 93]
----------
Pisarz tylko zaczyna, dopiero czytelnik dzieło dopełnia, rozwija i wzbogaca. Dlatego prawdziwy kryzys książki powstaje tam, gdzie czytelnik odnosi się do niej obojętnie, przestaje ją współtworzyć. [L V s. 97]
----------
Sztuka jest dialogiem – to oczywiście banał, ale wart przypomnienia w takim oto kontekście: kiedy czytamy tekst, oglądamy obraz, słuchamy koncertu, dobrze jest widzieć, z kim twórca – tworząc – rozmawiał, z kim dyskutował i sprzeczał się, o co występował i za czym obstawał, aby dzięki tej wiedzy, lepiej zrozumieć dzieło. Bo znowu, jak zawsze, kontekst jest bardzo ważny! [L V S. 90-91]
------------
Żeby pisać, muszę odczuwać wewnętrzne, płynące gdzieś z głębi mnie ciśnienie słów i obrazów domagających się odnotowania. Bez tego nacisku siedzę jałowy, bezczynny, nie mogę nic napisać. [L VI s.67]
---------
Ktoś powiedział mi o którejś książce Grassa: - Przeczytałem ją jednym tchem. To miał być komplement, pochwała. [..] A przecież to nie jest pochwała!  Książkę dobrą i ważną czyta się wolno, z zastanowieniem, coraz to przerywając lekturę, rozmyślając o tym, co się przed chwilą przeczytało, nawracając do jej wątków, opisów, refleksji: przez materię książki trzeba brnąć, przedzierać się, mozolić, przystawać i odpoczywać, spoglądać, dokąd się doszło. Gdyby ktoś napisał lub powiedział: tę książkę czyta się długo i z trudem, toteż konieczne są przerwy i namysł – o tak, to by była dla mnie pochwała! 
[L IV s. 106]
--------
Akt palenia książek – jest w tym furia psychopatów. Bowiem – po co je palić? Można unicestwić książkę przez to, że się ją po prostu zignoruje, że się jej nie dotyka. 
[L VI s. 157]
------------
20.11.2004
Czuję oddech ścigającego mnie zwierzęcia. To pędzi czas, rozjuszony drapieżnik. Czuję, że się zbliża, szykuje do ataku, chce zadać śmiertelny cios. [L VI s. 119]

Od Lapidariów Kapuścińskiego już krótka droga do Lapidarium mistrzów  (Biblioteka Gazety Wyborczej 2011) w wyborze Aleksandry Klich. Cenna rzecz, dla tych, których interesuje, co powiedzieli w licznych wywiadach dla GW tacy ludzie, jak:
Marek Edelman, Bronisław Geremek, Zbigniew Herbert, Ryszard Kapuściński, Jan Karski, Leszek Kołakowski, Jacek Kuroń, Stanisław Lem, Jan Nowak-Jeziorański, Barbara Skarga, Józef Tischner, Józef Życiński.

Ja do nich zaglądam. 


________________________

Wyzwanie Płynna nowoczesność i Z półki



środa, 6 lutego 2013

…Kapuściński pomógł mi wrócić do siebie

Ryszard Kapuściński Lapidaria


Czytając Kapuścińskiego właśnie teraz, miałam to wspaniałe poczucie, że postępuję właściwie. Robię dobrą rzecz i w odpowiednim momencie. Kapuściński pomógł mi bez większego szoku wrócić ze sfery publicznej, w którą wdepnęłam na chwilę,  do prywatnej - do czytania. 
Znowu zanurzam się w krystaliczne wody dobrej literatury. W tym przypadku literatury non-fiction. Przejście jest więc łagodne, nie jest to żaden Proust, ale nikt tego nie oczekuje.

Lapidarium I-VI Ryszarda Kapuścińskiego ukazywały się w wydawnictwie Czytelnik w latach 1990-2007. Ostatni szósty tom ukazał się już po śmierci pisarza. Oprócz fizycznie odczuwanej przyjemności kontaktu z czymś znaczącym, sensownym, miałam, czytając wszystkie Lapidaria (oprócz II, którego nie udało mi się zdobyć), przede wszystkim przyjemność intelektualną. Lapidaria to rozważania, notatki kogoś, kto - jak się okazało - często myśli o świecie podobnie jak ja, czasami mnie zaskakuje, zawsze mnie inspiruje.

Jest tak wiele tematów, które można by poruszyć 'a propos tej lektury, że aż nie wiem od czego zacząć…
Może dzisiaj zaproponuję motywy, które są mi najbliższe: zmiany kulturowe we współczesnym świecie, stosunek do świata i ludzi, związek Kapuścińskiego z moją miejscowością i miłość do literatury. A na koniec coś o edytorstwie.

Głównym motywem rozważań Kapuścińskiego począwszy od 1990r. jest (teraz już oczywisty dla wszystkich) fakt, że świat w związku z rozwojem technologii medialnych zaczął cierpieć na nadmiar bodźców, informacji.  W rezultacie to, co kiedyś wymagało dogłębności, staje się co prawda dostępne coraz większej liczbie osób, ale za to w sposób powierzchowny, bezrefleksyjny. Kapuściński wielokrotnie się do tego odnosi, ubolewa nad tym, stara się zrozumieć, szuka lekarstwa. 
Inne słowa klucze do jego intelektualnych rozterek z przełomu wieków XX i XXI to: prowizoryczność, relatywizm, zobojętnienie, umasowienie poprawności, spłaszczenie, wymuszanie zmian na zasadzie „nowe z definicji jest lepsze”, zastąpienie duchowego przeżywania kultury – oglądaniem spektaklu, w którym musi być „fabuła, akcja, intryga, sensacja”.

www.centrumkapuscinskiego.pl
Bo był człowiekiem zaangażowanym, nieobojętnym. Wymagał od siebie. I nad tym motywem warto się pochylić. W Lapidarium (I) pisze: Chodząc gdzieś zaniedbanymi ulicami i widząc odrapane domy, wybite szyby, brudne podwórka, zaraz chciałby wszystko uporządkować, naprawiać, malować. Chore otoczenie odczuwam jako chorobę własną, między mną a otoczeniem  istnieje związek fizyczny. (L I, s.96)

W ogóle miał bardzo poważny, bliski i głęboki kontakt ze światem, a przede wszystkim z naturą, ludźmi i  ze sztuką.
Poważne dziecko - Rysio Kapuściński w Sierakowie
Jak to oddać skrótowo? O niczym nie pisał z taką czułością jak o lesie. I to nie o puszczy amazońskiej, czy amerykańskich sekwojach, tylko o lesie obok mojego domu (niezłe, prawda?). Bo musicie wiedzieć, że wygnany z białoruskiego obecnie Pińska przez Rosjan, trafił na czas okupacji pod Warszawę, do Sierakowa koło Izabelina. 

A ja tu mieszkam. Piszę o tym, po pierwsze, żeby się pochwalić :) Wiem, że to infantylne, bo co to ma tak naprawdę wspólnego ze mną? :) Ale i tak pozwolę sobie nad tym się rozczulić.... Poza tym stosunek pisarza do Izabelina i Sierakowa pokazuje, jak przez lupę, jego stosunek do ludzi i miejsc. Kapuściński systematycznie odwiedzał Izabelin, co roku bywał na naszym lokalnym czerwcowym kiermaszu książek na świeżym powietrzu, ofiarowywał książki naszej bibliotece, w tym swojego autorstwa, opatrzone autografem. Zobaczcie zresztą na zdjęciu. Powiem jeszcze, że zapisał nam część swojego księgozbioru, a jego wolę wykonała żona. Co to mówi o Kapuścińskim?

Książki, pisarzy i literaturę kochał, i był z nią za pan brat. Co nie jest takie oczywiste, prawda? Wśród jego lektur spisanych na końcu każdego tomu niektóre się powtarzają. Są to dzieła autorstwa: Ciorana, Elzenberga, Manna, Norwida, Dostojewskiego, Kraszewskiego, Goethego, Balzaka, Prousta, Saint-Exupéry’ego, Gide’a, Capote’a i Białoszewskiego.

Najważniejsze jest spotkanie z drugim człowiekiem, także w literaturze spotkanie z czytelnikiem, które tworzy znaczenia. A „Każdy dobry tekst ma wiele znaczeń”. (L I , s.191) Mówi to Hemingway, a Kapuściński go cytuje, i pisze: Pisarz tylko zaczyna, dopiero czytelnik dzieło dopełnia, rozwija i wzbogaca. Dlatego prawdziwy kryzys książki powstaje tam, gdzie czytelnik odnosi się do niej obojętnie, przestaje ją współtworzyć. (L.V, s.97)
Uwielbia stylistów. Babel pisze: „Stylem dokonujemy naszych podbojów, stylem! Mógłbym napisać opowiadanie o praniu, a zadźwięczy jak proza Juliusza Cezara. Od języka i stylu zależy wszystko.” (L III, s.79)
Sam nie jest wielkim stylistą. Ale widać, że pracuje nad tekstem, doskonali formę, w ogóle dużo o niej myśli – o gatunkach literackich, szczególnie oczywiście reportażu i ‘lapidariach’, które wprowadził do literatury polskiej. 

Ale o tym już następnym razem :)

Na koniec spojrzenie na to, jak Czytelnik wydawał Lapidaria Kapuścińskiego. Jak doskonale wiecie Kapuściński jest jednym z poczytniejszych pisarzy polskich na świecie. Tłumaczone są praktycznie wszystkie jego utwory i co więcej na bardzo wiele języków. W Polsce również był wydawany przez lata w ogromnych nakładach jak na literaturę faktu.
 Popatrzcie sami, jak Czytelnik przyłożył się do wydania Lapidariów. Na zdjęciu widzicie co prawda tylko grzbiety, ale to wystarczy, żeby zorientować się, co do jakości wykonanej pracy edytorskiej.

Zwróćcie uwagę, że autor opracowania graficznego Andrzej Heindrich miał pomysł na tę serię. Jednak wykonanie wyszło… jak zwykle u nas w kraju nad Wisłą. I pomyśleć, że przecież byłoby chyba najprościej po prostu powtórzyć układ i liternictwo, prawda?  

Cdn.
________________________
Przeczytane w ramach wyzwania Płynna nowoczesność, Z półki, Trójka e-pik (książka ulubionego autora)









środa, 30 stycznia 2013

Z biblioteczki Zofii: Ryszard Kapuścińśki Lapidarium III

Drugi post z cyklu poświęconego mojej teściowej
Z biblioteczki Zofii oprę na lekturze Lapidarium III Ryszarda Kapuścińskiego. Dlaczego? Bo tych dwoje było bardzo do siebie podobnych! I to nie tylko z powodu roku urodzenia. Przede wszystkim mieli podobną postawę wobec świata.


Nie znam człowieka, który, mając jakikolwiek z nim kontakt, powiedziałby o Kapuścińskim inaczej niż "Jakiż to był miły i sympatyczny człowiek!" Moja teściowa też to ma: uprzejmą naturę, zaufanie do innych, uśmiech na twarzy, empatię i chęć zaangażowania się, pomocy. Dla tych dwojga najważniejsze to zrozumieć drugiego, bez złości, z intencją pomocy, popchnięcia w górę, nigdy umniejszenia. Pogarda dla drugiego człowieka to uczucie im obce.
.
Moja kochana teściowa przez 40 lat była nauczycielką polskiego, początkowo w podstawówce na Woli, potem w zespole szkół przy Technikum Samochodowym na Jana Pawła II (dawniej Marchlewskiego) róg Stawki,  a już na emeryturze uczyła kilka lat w liceum społecznym na Młocinach. Nigdy nie powiedziała złego słowa o swoich uczniach. Pamiętała ich bardzo długo z imienia, nazwiska i oceny :) Wszelkie ich występki były natychmiast zapominane, każdemu, kto podjął jakieś starania, gotowa była zawsze pomóc.
Zofia traktowała uczniów z należnym im szacunkiem, a oni odwdzięczali jej się tym samym. Co nie znaczy, że była pobłażliwa dla braku postępów w nauce. Nie. Sama zawsze starała się dać z siebie maksimum, żeby zachęcić do uczestniczenia w kulturze, i równocześnie stawiała jasne wymagania. Wiedziała jednak zawsze, kiedy powiedzieć sobie stop w swoim nacisku, choć walczyła o każdą lekturę mocno i nie wahała się wzywać rodziców na dywanik (vide karteczka z listą rodziców wzywanych na rozmowę, którą zanalazłam przyklejoną w jej egzemplarzu Lapidarium :). Ale rozmowa z rodzicami nigdy nie była  "połajanką", lecz zawsze próbą zrozumienia, co się dzieje, dlaczego i jak można pomóc. Żyła i dawała żyć innym. Tak. Czasami przeciągała chłopaków za uszy z klasy do klasy :) Po latach wszyscy są jej wdzięczni, że pozwoliła im wyjść na ludzi.

Tyle dzisiaj o Zofii, z której biblioteczki pochodzi  przeczytany przeze mnie egzemplarz Lapidarium III Kapuścińskiego.

Samo Lapidarium III to fascynująca lektura, szczególnie ulokowane na tle swoich czasów. Powstało Lapidariów 6 tomów. Pierwsze Lapidarium, jeszcze bez numerka, pojawiło się w 1990. Ostatnie w 2007r. Pomyślcie, jak ciekawe muszą być "notatki" na temat otaczającego świata - jak sam autor je nazywał - prowadzone przez 17 lat, na przełomie wieków! Nie chcę jednak wymieniać listy tematów i wątków, poruszonych w Lapidarium III. 

Powiem tak... Gdyby istniała wtedy blogosfera, te zapiski byłyby z pewnością treścią bloga Kapuścińskiego. Interesowało go dokładnie to, co nas. Chciał się też tym dzielić z innymi. Słuchać ich reakcji. Jeśli chodzi o ogólny wydźwięk tego tomu, to chyba pasuje tu przytoczony przez Kapuścińskiego tytuł Sorela z 1905 r.  Złudzenie postępu. O tym to chyba jest.

Przykłady na poruszanie wciąż aktualnych tematów:


Otatnio zjadacz-liter poruszył kwestię  statusu fotografii i fotografowania. Kapuściński:
Instrumentem, przez który oglądamy rzeczywistość, staje się coraz częściej obiektyw (fotograficzny, filmowy). Ma to dwie konsekwencje: po pierwsze - obiektyw patrzy na świat selektywnie [...] widzimy część, nie widzimy całości [....]. Po drugie, obiektyw jest tylko instrumentem w rękach człowieka, a fakt ten otwiera pole manipulacji, ponieważ wybieramy, wydzielamy ( a potem powiększamy) to, co chcemy. To oglądanie świata przez selekcjonującą, redukującą soczewkę obiektywu powoduje, że to, co widzimy, może być pozbawione wszelkiej proporcji, podporządkowane subiektywnej, dowolnej skali wartości [...]

Prowadzi to do postmodernistycznego relatywizmu, który Kapuścińskiego martwi. 


Agnieszka z Książkowa sprzeciwia się letnim, pozbawionym wyrazu opiniom wystawianym książkom przez blogerów. Kapuściński o wydawaniu amatorskich sądów na forum publicznym:

Zwraca uwagę zasada prezentacji listów [opinii czytelników, widzów - ak], typowa dla postmodernistycznego relatywizmu. [...] polega na kontrowaniu każdej opinii pozytywnej - pogladem negatywnym. Zawsze będzie pół-na-pół. [...] Możesz mysleć co chcesz, robić co chcesz, i tak zawsze jednym będzie się to podobać, innym - nie, co oznacza, w sumie, że i tak nic nigdy z niczego nie będzie wynikać. 

Stąd zanik zdecydowanych opinii. Gdy brakuje wzorca, punktu odniesienia, wszystko i zawsze można zrelatywizować.

Kapuścińskiemu nieobce były już w 1997r.(!) bliskie mojemu sercu obawy przed rozlaniem się zasad rynku na inne, niehandlowe dziedziny życia:

Konsumeryzm - to zachłanna lubieżność konsumpcji. To nienasycenie. Żarłoczność. Żadza łupu. Pasja posiadania. Potrzeba triumfowania. Potrzeba władzy. 
[...] miejsce kultury w jej dawnym duchowym i duchowo przeżywanym sensie zajęła dziś subkultura spektaklu.

Interesujący nas wszystkich temat czytania:

O czytaniu: Ralph W. Emerson: to dobry czytelnik tworzy dobre książki.

Kryzys literatury bierze się z kryzysu czytelnictwa, ze sposobu, w jaki ludzie czytają. Czytelnik jest dziś częściej biernym, powierzchownym odbiorcą niż uważnym, skupionym współuczestnikiem tworzenia literatury.


Mogłabym dalej mnożyć interesujące cytaty z tego jednego zaledwie tomu(!) Lapidariów Kapuścińskiego (o procesie twórczym, pisaniu, o zdrowiu, przyrodzie, śmierci, noblistach, naszej polityce, podróżach i turystyce, reportażu jako gatunku, itd.) niemal w nieskończoność.


Napiszę tylko, do jakich dalszych działań Lapidarium III mnie zachęciło:

* Przeczytać pozostałe 5 tomów cyklu.
* Porównać sztukę pisarską najsłynniejszych reportażystów, o których K. pisze: Capote, Chatwin, Terzani, Bobkowski, a może nawet Goethe Podróż włoska?
* Zanalizować lektury K., których listę umieszcza na końcu każdego tomu - już widzę, że miał ulubionych autorów.
* Pogłębić wiedzę, o czasach jego dzieciństwa, wojnie spędzonej w wiosce 2 kilometry od mojego obecnego miejsca zamieszkania, w Sierakowie.
* Przeczytać jakiś wywiad z nim.
* To wszystko razem przygotuje mnie do lektury kontrowersyjnej biografii Kapuścińskiego pióra Domosławskiego Non-fiction.


__________________
 Książka przeczytana  w ramach projektu Biblioteczka Zofii 
oraz w ramach wyzwania Płynna nowoczesność i Z literą w tle [litera K]


wtorek, 22 stycznia 2013

...Daniel Kahneman to niewątpliwie geniusz

Daniel Kahneman Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym
Tłum. Piotr Szymczak

Kiedy czytałam Okamgnienie Lema, moją uwagę zwróciło jego ostrzeżenie, że obecnie zalewa nas bełkot pseudonaukowy i żeby nie wierzyć bezkrytycznie różnym popularno-"naukawym" pismakom, którzy wypisują głupoty. Sam Lem nie chcąc na nich tracić czasu i nerwów, zdecydował w którymś momencie, że będzie czytał tylko prace gwarantowane. Ale czym gwarantowane? Otrzymaniem przez autora nagrody Nobla...

I właśnie mnie coś takiego udało się zrobić. Informuję, że rozpoczęłam lekturę dzieła noblisty z dziedziny nauk ekonomicznych z 2002 roku, polecaną mi zresztą przez męża. 
A przy tym profesor Daniel Kahneman jest profesorem psychologii. Brzmi nawet ciekawiej, prawda? No i jest ciekawie!

Mam za sobą 2 pierwsze rodziały, ale muszę już teraz podzielić się z Wami moim zachwytem! Co za treści! Ciekawe, przydatne i zaskakujące na każdym kroku. Jakaż prostota wywodu, bez obarczania czytelnika przypisami na dole strony (choć trochę można ich znaleźć na końcu książki, ale wierzcie mi, tylko tam, gdzie można jeszcze coś inspirującego doczytać dodatkowo, czy koniecznie poznać lepszego specjalistę niż sam Kahneman). Jaka szczera wdzięczność okazywana współpracownikom, czyli rozmówcom autora, w tym szczególnie zmarłemu Amosowi Tverskiemu. Piszę rozmyślnie  o rozmówcach Kahnemana, bo okazuje się, że podstawową metodą opracowywania tych złożonych i nowatorsko postawionych problemów naukowych jest dla niego spacer i rozmowa z dobrze dobranym rozmówcą. Potem następują dziesiątki godzin eksperymentów, opracowywanie danych, pisanie artykułów, wykłady. No, i na końcu, w wieku 68 lat... masz Nobla. 
Jesli chodzi o samą  książkę, to powstała ona na bazie wykładów profesora i ogromu pracy jego zaufanego redaktora.

Ale jak przyjemnie się to czyta! Jak poważnie, nigdy nie protekcjonalnie, czuję się, posuwając się - niezbyt szybko, oj, niezbyt :) - do przodu z lekturą Pułapek myślenia. 

A wiecie, że tytuł angielski jest jeszcze doskonalszy, jeszcze czystszy?  Po prostu lśni jak brzytwa: Thinking, fast and slow. Daniel Kahneman to niewątpliwie geniusz i to geniusz... prostoty.

O tych 2 systemach myślenia (szybkim i wolnym), przydatnych w odmiennych okolicznościach, książka właśnie traktuje. I o tym, że choć najczęściej jesteśmy przekonani, że naszym myśleniem rządzi myślenie typu drugiego (System 2), czyli namysł, to jest dokładnie odwrotnie. Wiem już także, dzięki przykładom z życia, że ma to swoje uzasadnienie - ekonomizację wysiłku. Dowiedziałam się też, że uwaga i skupienie bywają uniemożliwiane przez wiele czynników oraz że czasami trzeba, pomimo podpowiedzi systemu 1 za wszelką cenę przerzucić się na dwójkę. 

Czego jeszcze się dowiedziałam?
Jak mogłabym, obserwując wyłącznie źrenice mojej córki, ocenić, czy konkurs, który wymyśliłam dla mojego bloga, ma szansę powodzenia. I co wy na to?

I to wszystko po zaledwie 54 stronach lektury!

CDN.
..............................
Książkę czytam w ramach wyzwań: Z półki, Z literą w tle i Płynna nowoczesność. 



niedziela, 20 stycznia 2013

…Lem poszerza moje horyzonty myślowe


Stanisław Lem Okamgnienie
Książka wydana w 2000 r. Pierwsza praca Lema wydana przez niego po trzynastoletniej ciszy twórczej. Należy do nurtu eseistycznego w pisarstwie Lema. Autor wydając ją, miał niespełna 80 lat. To doskonale tłumaczy fakt, dlaczego jest to swoiste rozliczenie z jego futurologicznym pomysłami zawartymi w mało znanych Dialogach z 1957, a następnie udoskonalonych w powszechnie uznanej za odkrycie Summa Technologiae z 1964 (sam podaje datę 1963 r.)

Niesamowicie jest czytać Lema w dzisiejszych czasach. Jego język to język przedwojennego inteligenta, wszechstronnie wykształconego w zakresie nauk ścisłych, biologicznych, medycyny i filozofii. Choć autor dąży do osiągnięcia precyzji wypowiedzi godnej ‘osoby scjentystycznie informacjożernej’ – jak sam się nazywa - to po prostu nie może ukryć co najmniej kilku rzeczy, które sprawiają, że czyta się te teksty jak unikalny wytwór literatury, po prostu.

A jest to przede wszystkim unikatowy sposób wyrażania się wynikający z tego, że mamy do czynienia z niewyobrażalnie oczytaną osobą o bardzo złożonej umysłowości. Jego piękna, krągła, staroświecka polszczyzna; trzymana w ryzach, ale i tak imponująca ilość słów naukowych i swoich własnych (archaicznych w wyrazie) neologizmów; piękne, ale niestety już zapomniane związki frazeologiczne; zdarzająca się inwersja szyku; wykorzystanie znajomości języków obcych, oczywiście z nieodłączną łaciną… To wszystko powoduje, że czułam się… onieśmielona,… zaszczycona, a pod koniec… zachwycona!
Tak już nikt od dawna nie mówi i nie pisze. W porównaniu ze stylem Lema, każdy inny współczesny tekst wydaje się być napisany w „basic Polish”. Poza tym Lem pisze w sposób pozbawiony patosu, a nawet sarkastyczny. Dlatego o nieśmiertelności, w której koncepcję nie wierzy, pisze tak: ‘[…] nieśmiertelność przemieszczała myśl człowiecza w obręb utwierdzanych religiami zaświatów. [..]’

Pisze bez patosu i programowo antysentymentalnie. O przeszczepianiu tkanek i organów w celu przedłużenia życia: ‘Technologia łataniny tkankowo-narządowej jest niedostateczna.[…] ‘ A potem tłumaczy dokładnie dlaczego, opierając się na faktach.
Z kolei o poszukiwaniach UFO pisze: ‘[…] nie zmienia to niestety faktu, że nie odkryliśmy żadnych „braci w rozumie”, i zaczyna nam się wydawać […], iż oprócz nas nikogo w całym kosmosie nie ma.’

I kto to pisze? Twórca Solaris – powieści, w której sam dał światu najniezwyklejszą postać Obcego w historii literatury światowej!

Patrzmy dalej. Lem był nie tylko erudytą, on był także człowiekiem mądrym, niestety pesymistą. Dlatego wielokrotnie wspomina o powszechnej dolegliwości występującej u gatunku ludzkiego: ‘Mundus vult decipi, ergo decipiatur’ , czyli ‘Świat łaknie oszustw, więc jest oszukiwany.’ Kosmitów nie ma, ale ludzie będą tego zawsze pragnąć… Dlaczego? Być może dlatego, konstatuje Lem, że oddala ich to od zwykłych ziemskich problemów. Dlatego nie poświęcają uwagi kwestii głodu na świecie, raczej wolą zdobywać Marsa.
Długo by wymieniać choćby tylko wątki, które poruszył Stanisław Lem w kolejnych rozdzialikach Okamgnienia - bo książeczka jest nieduża, 160 niedużych stroniczek. Powiem tylko, ze koncentrują się one na trzech kierunkach futurystycznych rozważań na temat rozwoju ludzkości (wskazanych notabene przez autora już w jego Sumie technologicznej (1963 r.): rewolucji biologicznej, technologicznej i transbiologicznej (opisanej przez Lema po raz pierwszy w 1980 r.).

Był to człowiek, który będąc jedynym takim osobnikiem w naszym kraju, absolutnie bez żadnego  zaplecza, poparcia, a nawet środowiska, tworzył wizje, osiągając najtrudniejszy poziom abstrakcji – wychodząc poza znaną sferę pojęciową. A więc kreślił wizje zjawisk i sam je nazywał. Jego nazwy, tak jak jego styl, okazały się urokliwe, ale jakoś niestrawne i nieprzyswajalne kulturowo, ale same pomysły - tak. Zmusiły do myślenia niejednego homo sapiens na planecie Ziemia.

Podkreślę na koniec, że książeczka jest niezwykle skondensowana i ma mnóstwo smaczków. Na pewno mogę polecić jego rozważania o sztucznej inteligencji i istocie świadomości. Lem pisze rzeczy, które wiele razy zbiły mnie z tropu, zmusiły do myślenia, np. że software nie musi być wcale świadomy (czego tak się obawiamy), eksperymenty pokazują, że wystarczy, że dobrze udaje świadomość. Człowiek resztę dopowiada sobie sam, itd., itp.

A specjalnie dla moich braci bibliofilów lubiących czytać o pisaniu przytoczę na koniec zwierzenie Lema, o tym, jak on pisał:
Nie wiem, czy jestem przykładem reprezentatywnym, ale wiadomo, że większość fikcji beletrystycznych napisała mi się w tym rozumieniu sama, że pisałem nie znając z góry ani fabularnego schematu, ani przebiegu akcji, ani miejsc węzłowych, ani wreszcie finału. Tym samym pisałem jak gdyby dyktando, tyle tylko, że to, co napisałem był, mnie się samemu podyktowało przez takie czynnościowe obszary mózgu, do jakich nie mam żadnego introspekcyjnego wglądu.

Kiedy to czytam, to łza mi się oku kręci. Już nigdy, przenigdy nie będzie drugiego takiego pisarza, erudyty, autora na skalę światową, Polaka tłumaczonego na 40 języków, ambasadora naszej kultury wysokiej, który przy tym wszystkim w sposób naturalny używa czasu zaprzeszłego…

.......................................
Książka przeczytana w ramach wyzwań: LEMoriada, Z półki, Płynna nowoczesność.