Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradniki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradniki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 czerwca 2015

Joanna Malinowska-Parzydło "Jesteś marką. Jak odnieść sukces i pozostać sobą"

Zapraszam do przeczytania na moim blogu coachingowym TU

Rzadko miewamy do czynenia z tak autentyczną osobą, godnościowymi treściami i intelektualnym ujęciem w poradnikach. Bo to jest nie tylko o biznesie. To o życiu :)

czwartek, 31 października 2013

O zdrowym żywieniu jeszcze raz :)

Wyjeżdżam już z moich zdrowotnnych wczasów z dietą postną warzywno-owocową. Zgodnie z zasadami postu w jego czasie zajmować się należy refleksją nad tym, jak żyję, jak pracuję, jak odpoczywam, jak się odżywiam. Dzięki tym i innym pytaniom, na których się wtedy koncentruję, moje wczasy nabierają charakteru praktyki duchowej, rozwoju osobistego. 

Między innymi w ramach poszukiwań przeróżnych inspiracji przejrzałam około 20 poradników żywienia, z których 2 już Wam przedstawiłam.
Dziś kolejne - i już ostanie dwa - które mnie do siebie przekonały.

W poszukiwaniu metody na dietę z mniejszą ilością produktów pszenicznych, trafiłam wreszcie na kiążkę polskich autorów: Grażyny Konińskiej i Waldemara Sadowskiego Amarantus smacznie i zdrowo. Poradnik skonstruuowany tradycyjnie: wstęp ideolo plus przepisy. Ale i wstęp nienachalny, rzetelny i przepisy - co za ulga - pisane poprawną polszczyzną i nawiązujące do polskich realiów kulinarnych. Podpowadające triki, takie jak odlanie pierwszej wody po gotowaniu kaszy jaglanej dla usunięcia goryczki.



Steve Meyerowitz Świeże soki i ich oczyszczająca moc, to druga książeczka, którą Wam polecam. Bezpretensjonalna, zwarta i konkretna książeczka o postach i oczyszczaniu, ze szczególnym uwzględnienm diet sokowych. Praktyczne porady, bez wymyślania jakichś cudów. Dieta oczyszczająca porównana jest tu z regularnym sprzątaniem domu. Autorka jest pod wrażeniem chlorofilu! Ja zresztą też :) Brawo także za tabelkę na stronie 62 na temat sposobów wymywania szkodników z produktów rolnych: 
kąpiel cytrynowa
kąpiel w kwasie solnym
kąpiel w wybielaczu chlorowym 
kąpiel we wrzątku. 

Daje to do myślenia: co po tych wszystkich zabiegach dociera w końcu na nasz stół...

Jako urodzona Zosia Samosia zakrzyknę: więcej nieprzetworzonego jedzenia roślinnego, młodzieży!

sobota, 26 października 2013

Widelec zamiast noża

Widelec zamiast noża. Droga do życia usłana roślinami, red. Gene Stone

Kolejna książka poradnikowa dotycząca zdrowej diety. Z miliona dostępnych na moją półkę trafiają te, które bazują na The  China Project Campbella ojca i syna (tytuł polski Nowoczesne zasady odżywiania).

Badanie to jest tak inspirujące i dostarcza tylu danych (umieszczonych przez autorów w internecie), że można wyciągać na jego podstawie coraz to nowe wnioski, interpretować i reinterpretować. Oczywiście jest pewien kierunek myślenia wyłaniający się z tego badania, ktorego nie sposób pominąć: jedzenie bogate w mięso, mąkę, cukier i mleko (największy kancerogen) naprawdę zabija. Jedzenie ubogie, oparte o niskoprzetworzone rośliny ratuje.

Wiedelec zamiast noża to poradnik, ktorego zaletą jest użycie świetnego bon motu promującego odwrót od jedzenia "amerykańskiego", krótkie i zwarte wykłady na temat żywienia napisane przez cenionych specjalistów medycyny (lekarzy i promotorów zdrowia), którzy nie poddali się wpływom koncernów żywieniowych. Bo promowanie marchewki kasy nie przynosi i nie przyniesie... Oraz przegląd 125 amerykańskich na wskroś przepisów. 

Jest to jednocześnie mankament tej książki. Ja rozumiem, że słodkie ziemniaki w polewie z syropu klonowego lub koktajl z 6 bananów może poprawić dietę przeciętnego Amerykanina, ale mnie by niewątpliwie zabiło :) Pomimo, że to dieta roślinna.

Co jest ważne? Jeśli William Davis zwócił uwagę na to, że nie tylko ilość zjadanego mięsa i wypijanego mleka, ale przede wszystkim zjadanie produktów mącznych koreluje bardzo silnie z cukrzycą, osteoporozą i "kałdunem pszennym", i zalecał w związku z tym zastępowanie chleba choćby i jajkami czy nabiałem, to autorzy Widelca zamiast noża zachęcają przede wszyskim do odżegnania się od mięsa i mleka, choćby miało to oznaczać więcej zjadanego ciasta marchewkowego (oczywiście polanego czymśtam)...

Jeden wniosek - bez wątpliwości leczące jest jedzenie roślin nieprzetworzonych, ale strasznie trudno to zrealizować, nie przechylając się albo w dietę skrajnie wyskowęglowodanową, albo skrajnie niskowęglowodanowo, ale za to np. tłustą...

Sama mam przy stole leczące się dietą dr Dąbrowskiej wegetarianki (miłośniczki serków - wypełnianychzresztą syropem glukozowo-fruktozowym).


piątek, 25 października 2013

Cytat na zdrowie

O eliminacji pszenicy:

Wierz mi, warto. Jeżeli udało ci się dotrzeć aż do tego miejsca, to zakładam, że przynajmniej rozważasz rozstanie z tą niegodną zaufania i agresywną partnerką. Moja rada: nie okazuj jej litości. Nie rozpamiętuj miłych chwil sprzed dwudziestu lat, kiedy pyszna babka i bułeczki cynamonowe dały ci ukojenie po wylaniu z pracy, nie wspominaj ślicznego siedmiowarstowego tortu na swoim weselu. Kiedy pszenica będzie błagać, żeby mogła wrócić, i zapewniać, że naprawdę się zmieniła, pomyśl o tym, jak ucierpiało twoje zdrowie, i o emocjonalnych kopniakach w brzuch, które ci zadała.
Zapomnij o niej. Ona się nie zmieni. Nie ma rehabilitacji, jest tylko rezygnacja. Oszczędź sobie odstawiania szopek. Powiedz, że od dziś nie musisz jeść pszenicy, nie proś o alimenty ani utrzymywanie dzieci, nie oglądaj się za siebie i nie wspominaj dobrych czasów. Po prostu odejdź.


[...] Podobnie ja sen, ćwiczenia i pamiętanie o rocznicy ślubu, także eliminację pszenicy można traktować jako coś niezbędnego do długiego i zdrowego życia.

William Davis Dieta bez pszenicy

czwartek, 24 października 2013

Bez pszenicy?

William Davis Dieta bez pszenicy. Jak pozbyć się pszennego brzucha i być zdrowym

Jestem na wczasach zdrowotnych. M.in. przez dwa tygodnie mam zaplanowane jedzenie tylko warzyw i owoców  o niskim indeksie glikemicznym. Szkoda, że w domu nie udaje mi się to , choć próbowałam już wielokrotnie… Ale cóż… Trzeba cieszyć się tym, co się ma. A ja mam teraz okazję m.in. oczyszczenia organizmu z toksyn, nie mówiąc o utracie wagi związanej z postnym charakterem diety.

A czytam o moim największym wrogu na co dzień, czyli pieczywie. Choć wiem już od jakiegoś czasu, jak groźne jest dla mnie, niestety nie udało mi się dotąd porzucić mojego „narkotyku”…  Po powrocie z Gołubia efekt podietowy utrzymuje się zazwyczaj około 3 miesięcy. A potem niepostrzeżenie wkracza na scenę chleb pszenny, czasami bułeczka, czasami ciabatta. I kaput. Moje dolegliwości powracają.

Dlaczego tak się dzieje? O tym można dowiedzieć się z książki Davisa, która prezentuje tezę, że współczesne odmiany pszenicy zostały zmienione, w pogoni za obfitszym plonem, na niekorzyść zwykłego zjadacza chleba. Zawierają więcej białek immunizujących organizm ludzki, który nie zdołał zmienić się, przystosować tak szybko, jak chcieliby bio-techno-inżynierowie. Chodzi o ostatnie 50 lat.

Autor wychodzi o d obserwacji ze swojego gabinetu kardiologicznego, w którym pojawiają się coraz grubsi Amerykanie, których tryb życia (sport) i ilość jedzenia nie kwalifikuje do bycia otyłym. Dieta bez pszenicy, co w USA oznacza po prostu dietę bezglutenową, redukuje pszenne brzuchy, którym nic dotąd nie pomagało.

Pszenica nowej generacji szkodzi nie tylko poprzez wysoki IG, ale także – i to jest najważniejsze – immunizuje organizm, prowokując go do wytwarzania groźnych kompleksów immunologicznych. Od niedawna wiadomo, że kompleksy immunologiczne (przeciwciało + antygen) powstają po pojawieniu się obcych białek we krwi człowieka (nisz celne jelita), gdzie potem atakują krzyżowo własne tkanki. A bodźcem są białka pszenicy właśnie (od siebie dodam, że moim zdaniem też kukurydzy), białka przechodzące zbyt łatwo do krwi. Ocenia się, że mogą stanowić jedną z przyczyn takich  chorób o nieznanej dotąd etiologii, jak choroba Hashimoto (zaatakowana jest tarczyca), gościec, łuszczyca, RZS, stwardnienie rozsiane, i wiele innych, w tym także zespół suchego oka, który pojawia się u mnie niedługo po tym, jak tylko złamię zasady diety niskopszennej.

To współczesne białka zbóż powodują istotne zaburzenia metaboliczne (insulinooporność), zakwaszają niszcząco nasz krwioobieg (osteoporoza) i prowokują nasz organizm do odkładania tłuszczu trzewnego – jak nigdy w historii ludzkości.


O wszystkim tym pisze Davis. Książka jest pełna zaskakujących często informacji. Jednak trochę przegadana, a jej tok dla mnie zbyt powolny. Jej objętość zmniejszyła by się o jakieś 30 stron, gdyby autor zrezygnował tylko z podawania nazw kolejnych potraw mącznych: chleb, bułeczka, pączuś, makaron, pizza, herbatniki, hamburger, serniczek, precelki i tak dalej, itp. Właśnie z tego trzeba rezygnować na co dzień… Okrutnik z tego Davisa!


Teraz znowu uczę się i motywuję do zwiększenia ilości warzyw i owoców w moje diecie. Jedząc to czuję się świetnie :)

wtorek, 20 listopada 2012

...lubię piec i gotować

A dzisiaj wpadła mi w ręce smakowicie wyglądająca pozycja:
"Tarty i placki" wydane przez McRae Publishing.
Książka kucharska odzwzorowująca przepisy w fotografiach w skali 1:1! Świetny pomysł.

Jest to możliwe i stosunkowo łatwe chyba tylko w tym konkretnycm przypadku: strony są po prostu okrągłe i mają średnicę 28 cm...  Każda ilustracja to inny pomysł na placek z ciasta półfrancuskiego. Aż chciałoby się je chwycić i od razu zjeść.
Na szczęście z przepisów wynika, że ich upieczenie to prościzna...

Ja jednak sobie nieco utrudnię i będę działała na mące pełnoziarnistej (podobno można dorzucić jej tylko 1/3 objętości bez większej straty smakowej) i nie na cukrze tylko na miodzie.

Ktoś zapyta, jak to możliwe, żebym do tej pory nie robiła placka z owocami. Ano możliwe... Nigdy nie lubiłam słodyczy, a szczególnie ciast i lodów. Jadałam tylko czekoladę i to w minimalnych ilościach.
Od niedawna jednak zdarza mi się marzyć o słodkościach oraz je jeść...
A jak je jem, to mi szkodzą... Dlatego ich prawie nie jem... Ale dalej o nich marzę... I to jest przyczyna, dla której wpadła mi w oko wlaśnie ta książka pokazująca ciasto w skali 1:1.

To trochę tak jak z wszechobecnością seksu w życiu medialnym. Otwarcie dowolnej strony informacyjnej sugeruje, że w życiu zdarzają się tylko 3 kategorie zdarzeń: związane z seksem, przemocą lub pieniędzmi. Seks jest jednak wykorzytywany najintensywniej. Wokół niego konstruuje się - w mojej ocenie  - mniej więcej połowę treści danej strony... A mówię o stronach informacyjnych typu onet.pl...

Wracając do seksu i przymusu mówienia i myślenia o nim... Ja myślę, że jak ktoś ma udany seks, to o nim nie musi mowić, po prostu go ma. Sytuacja się jednak zmienia, gdy go nie ma, wtedy wszystko mu się z "tym" kojarzy. I taka jest chyba aktualna tendencja społeczna - im więcej ludzie mają problemów z relacjami seksualnymi, tym więcej o nich myślą i tym więcej o nich piszą. Praktycznie dowolne treści można sobie wyobrazić zalane tym właśnie sosem. Można powiedzieć, że analizując "kontent" medialny widać ten społeczny problem jak na dłoni.

Czyli co to dziś chodziło mi po głowie? Oczywiście... tarty i placki.