Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 września 2014

Leonard Cohen - zdeklarowany outsider


Leonard Cohen w 1963 roku

The Guardian przypomina, że Cohen skończył właśnie 80 lat i  wydaje 13. album płytowy Popular Problems. 

Wydaje się, że wiedzie piękne życie i niewątpliwie jest świetnym poetą.


I aforystą:

Chciałbym, żeby wszystko, co ma się do powiedzenia, można było wyrazić jednym słowem.
Nie cierpię tego, co może się zdarzyć między początkiem a końcem zdania.


Piękni Przegrani

Pisał też powieści. Po polsku ukazały się co najmniej te dwie. Ciekawa jestem, czy ktoś z Was czytał?



Podoba mi się jego szczerość. Np. potrafił powiedzieć  o sobie, że jest pseudobudddystą, a nie buddystą. Zburzyć iluzję, z którą było mu bardzo do twarzy.... To mi imponuje.

Leonard Cohen w 1995 roku
Mamy polską stronę o Cohenie. Oraz wydana po polsku biografię barda.





sobota, 8 marca 2014

Lars Gustafson "Dziwne drobne przedmioty"

Na blogu http://niespiesznie.wordpress.com/ znalazłam wiersz, który wybornie pasuje do moich zbliżających się 50. urodzin. Ponadto wykorzystuje on do opisania egzystencji ludzkiej moją ulubioną metaforę -  liter, książek, tekstu. 
Wiersz pochodzi z tomu Larsa Gustafsona "Dziwne drobne przedmioty"


Wiatr wertuje książki
Późne lato, pora
pasująca do mojego wieku.
te powolne, rzekłbyś, cierpliwe fale
z wahaniem
chowają się
w małych ciemnych dziurach
pod kamieniami na brzegu.
Najlepiej
wybierać wodę z łódek,
gdy naprawdę już trzeba.
To prosta mądrość.
Nie całkiem różna od tej:
czytać przeszłość,
niegotowy tekst,
tylko gdy naprawdę już trzeba.

czwartek, 21 marca 2013

... Tadeusz Różewicz "Wstydzę się"



Tadeusz Różewicz ‘Wstydzę się’ 

z tomu Wyjście (2005)


siedzę w ubogim kramiku
przy kulawym stoliku
i zaczynam się wstydzić 

nad nami rosną 
supermarkety z koszami (!) 
pełnymi książek 
kosze z 
bestsellerami podpaskami 
aniołów i wróżek 
promocja obwarzanków 

Joanne K. Rowling 
Paulo Coelho 
Charlotte Link 
i Stephen King 
 Joanne K. Rowling 
Joanne K. Rowling 

daleko 
w tyle Dalaj Lama 
ze swoimi radami
płynącymi z serca 
nie nadąża już
i za królową Noor
i za panią Nuala O’Faolain
za lokajem Hitlera
i za Rowling Sabiną
madonną 

ktoś się do mnie uśmiecha
ukrywam twarz

Przyszedł mi do głowy ten wiersz sprzed 8 lat, bo przeczytałam dzisiaj w Gazecie Wyborczej artykuł pt. Lektury maturzystów. Gdy Boryna jest kobietą. 
I widzę, że książka traci na znaczeniu nawet gwałtowniej niż podejrzewałam. Proces zmiany statusu książki w produkt bez większego znaczenia gwałtownie przyspiesza. 

Poniżej zacytowana w artkule opinia jednej z polonistek:

Szwajcowska: - Ostatnio na zajęciach chłopak przeczytał fragment "Wielkiej Improwizacji" o rozmiarze strony A4, po czym stwierdził, że nie jest w stanie powiedzieć, o co chodziło, bo nie sporządził sobie notatki. Gdy powiem, że coś sobie musimy sprawdzić, od razu widzę ze cztery pracujące pod ławką smartfony. To nie byłoby nic złego, gdyby chociaż zapamiętywali, co wyszukają. Ale zapominają niemal od razu, więc kiedy zasięg im zanika, robią się bezradni. I myślę, że nie bez winy jest tu także reforma edukacji.




wtorek, 26 lutego 2013

…z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie, dwie tylko: poezja i dobroć… To o Różewiczu

Tadeusz Różewicz Matka odchodzi

Ta niewielka książeczka w połowie zapełniona prozą, w połowie poezją, stała u mnie na półce już kilka lat. A ja bałam się po nią sięgnąć. Bałam się słusznie. Już dawno tak bardzo się nie wzruszyłam, jak czytając ten ‘tren żałobny’ Różewicza o matce. 

Stefania Różewicz zmarła dawno temu, bo w 1957r.  Ale pisarski zwyczaj notowania, zapisywania, przekuwania zdarzeń i uczuć w słowa pozwolił poecie bez trudu w 1999 roku odtworzyć historię wyjątkowej i jednocześnie zwyczajnej matki i jej trzech synów.

Jaka to niezwykła musiała być kobieta, skoro dała życie aż trzem artystom! Bo to nie tylko Tadeusz – poeta, dramaturg, pisarz, ale i Stanisław – reżyser, a także niespełniona nadzieja - najzdolniejszy z braci, Janusz – zamordowany przez gestapo w 1944 r.

Jaka to niezwykła była dziewczynka, skoro, pochodząc z zapadłej wsi, nie zrezygnowała z samodzielnego myślenia i chęci wyrwania najpierw siebie, a potem swojej rodziny z kręgu zabobonu i ciemnoty! A dysponowała tylko własnymi siłami, intelektem, powagą i kursem gospodarstwa domowego we dworze państwa Kozarskich w Konopnicy. Jej mąż, a ojciec braci, którego słabości tolerowała, był lekkoduchem. Przeżył ją o 20 lat. Ona zmarła w 1957 r. Do końca pozostawała, taka jaka była przez całe życie: ‘przytomna, porządna, czysta’. I nade wszystko uważna… 
Ona jedna od zawsze wiedziała, że Tadeusz jest poetą. Jej jednej to nie dziwiło.

Wspaniały jest fragment, w którym Różewicz przytacza wspomnienie swojego pierwszego spotkania z poetyckim powołaniem, bo tak odbieram wspomnienie o wazonie, który któregoś razu matka spontanicznie kupiła i ustawiła na stole. Nawet bez kwiatów - po prostu jako piękny przedmiot. Dla małego Tadzia było to przeżycie o charakterze olśnienia: […] ten piękny wazon był nieużyteczny. Nigdy nie był niczym innym. […] Był piękny sam w sobie.

Wygląda, jakby matka wydając pieniądze, których rodzinie Różewiczów zawsze brakowało, na ten piękny przedmiot, dała błogosławieństwo życiowemu powołaniu Tadeusza – tworzeniu, pisaniu poezji, czegoś co jest ‘piękne samo w sobie’ i tak bardzo ‘nieużyteczne’. Odtąd już zawsze pisał w przekonaniu, że 'oczy matki spoczywają na nim.'

Matka odchodzi jest także medytacją o własnym odchodzeniu autora. Poeta miał 78 lat, kiedy pisał epitafium swojej matki, dzieciństwa, młodości i wreszcie swoich własnych marzeń.

Ta rzecz płacze
wyjęta ze mnie
na światło

PS. Różewicz jest najpowszechniej znanym pisarzem polskim na świecie - jego utwory przetłumaczono na 49 języków.

Zbiory opowiadań[edytuj]

Zbiory wierszy i poematy[edytuj]

_________________________
 Przeczytane w ramach wyzwania Trójka e-pik (książka posiadana na własność, która na półce czeka już zbyt długo), a także wyzwanie Z półki 
i wyzwanie Z literą w tle

środa, 6 lutego 2013

W poszukiwaniu czasopism o książkach - Zeszyty Literackie


Zeszyty Literackie nr 120

Obiecałam zdać relację z moich poszukiwań czasopisma z wartościowymi recenzjami książek.

Szukając miesięcznika Nowe Książki, którego nie ma mogę znaleźć w żadnej księgarni ani w Internecie, kupiłam Zeszyty Literackie. Miałam co prawda w pamięci, sprzed kilku lat, gdy ostatnio do nich zaglądałam, że nie jest to czasopismo poświęcone recenzjom lecz samym tekstom, ale postanowiłam zajrzeć. Skoro już robię taki 'risercz', wygląda na to, że trochę 'w poszukiwaniu straconego czasu'...

I bardzo dobrze się stało.  Czy to moje zainteresowania się zmieniły, czy raczej jubileuszowy 120. numer jest po prostu świetny, lektura bardzo mnie wciągnęła.

Charakter kwartalnika redagowanego od 30 lat  przez Barbarę Toruńczyk, początkowo z Paryża, teraz z ul. Foksal w Warszawie pozostał niezmienny. Jest to czasopismo poświęcone ‘sztuce czystej’, niemal całkowicie literaturze: poezji – wyśmienicie międzypokoleniowo reprezentowanej, prozie – najwybitniejszych polskich pisarzy starszego pokolenia i nielicznych młodych oraz eseistyce. Dzięki zrządzeniu losu (cokolwiek to znaczy) mogłam dziś, w 2013 r. zapoznać się z historią powstania tego czasopisma w 1982r. (wspomnienie B. Toruńczyk Krucha bezcenna rzecz),  stąd jasne jest już dla mnie, to, co przedtem było zaledwie skojarzeniem. Zeszyty są jakby młodszym rodzeństwem Kultury Giedroycia i tworzone są z tą samą myślą chronienia wartości kulturowych i intelektualnych przenoszonych tylko i wyłącznie przez słowo pisane. Wspominając początek tego projektu, który był, jest i mam nadzieję będzie, projektem zaprzyjaźnionej grupy wybitnych indywidualności kultury polskiej związanej z opozycją, dawnym KORem i emigracją intelektualną indywidualności takich jak np. Czesław Miłosz i Josif Brodski (za życia) czy wciąż i niezmiennie Stanisław Barańczak i Adam Zagajewski.

Po 30 latach nieprzerwanego wydawania ZL, w tej samej, zaprojektowanej przez Ewę Kuryluk w 1982r. szacie edytorskiej, Toruńczyk podsumowuje:
Już sama długotrwałość pisma o przyświecających nam ambicjach jest zjawiskiem bez precedensu w Polsce. Nie poprawia to jednak mojego samopoczucia. […] Boli mnie arogancja wielkich mediów wobec kultury, ich niekompetencja. Czuję się bezsilna wobec ich atrakcyjności i władzy, mierzi mnie ich marność umysłowa, etyczna i artystyczna.

Jest źle. Niestety. ZL są dotowane z budżetu i przez darczyńców z biznesu oraz prywatne osoby, które są wymienione z nazwiska, tak niewiele ich jest…
Konkluzja jest jednak jedna - trzeba robić swoje. Trzeba wierzyć w siłę słowa. Nie ma od niego nic trwalszego. Toruńczyk formułuje na głos, co powiedziałby Giedroyc w tych trudnych dla kultury wysokiej czasach: Musi pani wyszukiwać ludzi, którzy mają coś do powiedzenia. Talent to rzadka, ale i krucha rzecz. O tym nie wolno zapominać. Wiara w pisarza, wiara w siłę słowa i dobre efekty długotrwałych wysiłków twórczych – tylko to może uratować polską kulturę.

Tak się składa, że ja też wierzę w słowo i jego siłę.

Co mnie szczególnie poruszyło w 120. numerze ZL?

literaturlana.com
Poezja Adama Zagajewskiego oraz sposób, w jaki o niej napisała  Krystyna Jaworska. Żadnego żargonu utrudniajacego odbiór! Esej Ewy Bieńkowskiej o Budenbrookach Manna, z którego można wiele się nauczyć na temat czytania klasyków Czytane po latach – „Buddenbrookowie”. Słowa miłości i podziwu skierowane z więzienia przez Adama Michnika do Barbary Toruńczyk po wydaniu 1. numeru Zeszytów: Jesteś cudowna i kochana, że miałaś ten pomysł […].  Szkic o dolinie rzeki Douro, i inny o Petersburgu, wspomnienia o Miłoszu, poezja Hartwig i wiele innych. Także to, że kwartalnik jest dostępny w formacie na czytnik (28 pln za rocznik) i ma swoją stronę, jak przystało na dzisiejsze czasy.

Oto autobiograficzny wiersz wspaniałego, uznanego na świecie, Adama Zagajewskiego, urodzonego w czerwcu 1945r. w Lwowie i repatriowanego do Polski, w czasach komuny emigranta, obecnie pomieszkującego ma zmianę w Stanach i w Polsce. Wyboldowanie moje :)

Adam Zagajewski Dżungla
Przecież to czysty przypadek: śląskie miasto,
Na horyzoncie hałdy, na ulicy starzy ludzie
mówiący przywiezionym ze Wschodu językiem,
potem odkrycie muzyki, Brubeck, Charlie Parker,
koncert Rachmaninowa i Siódma Symfonia,
odkrycie, że jest coś innego, zupełnie innego,
muzyka od początku obca i piękna jak Gerta Garbo
 w szpiegowskim filmie, wśród pospolitych figur,
i pierwsze poezje, które przemówiły do mnie,
wystawa księgarni jak licytacja dobrych manier,
lecz także gruby ksiądz w poplamionej sutannie
nauczyciel kłamliwej historii o ostrej twarzy sępa,
szkolne bale, gdzie nasze koleżanki, tak zwyczajne,
zmieniały się nagle w tajemnicze istoty,
główna ulica (wydawała się nam fragmentem
wielkiej metropolii) i podmiejskie ogrody, pachnące
chwastami, a w jesieni pożywnym dymem z ognisk.
Dlaczego właśnie to dziwne zestawienie czerni
I bieli, zieleni i błękitu – czerni było najwięcej
- a nie idee, nie spokój pracowni filozofa,
nie konspekt inżyniera, stenografia mojego ojca,
tylko chaos, chaos plam, dźwięków i zapachów,
dżungla, wspaniały chaos, który potem
przez całe życie próbuje się zrozumieć, uporządkować,
bezskutecznie, bo zawsze brakuje czasu,
uwagi, i tak już zostaje, byle jak, w brulionie
pokreślonym skośnymi liniami fioletu,
w brulionie, którego tekturowe okładki
Zwijają się jak skrzydła nietoperza, w zeszycie,
który płowieje i znika w otchłani
najniższej szuflady, znika, lecz właściwie
jest nieśmiertelny.

wtorek, 29 stycznia 2013

...Czarne mleko poranku pijemy cię nocą



John Felstiner Paul Celan. Poeta, ocalony, Żyd


Paul Celan Fuga śmierci

Czarne mleko poranku pijemy je wieczór
Pijemy w południe o świcie pijemy je nocą
Pijemy pijemy
Grób kopiemy w powietrzu tam nie leży się ciasno
Człowiek mieszka w tym domu który bawi się z wężami ten pisze
Pisze gdy zmierzcha do Niemiec złoto Twoich włosów Małgorzato
Tak pisze wychodzi przed dom i gwiazdy migocą przyzywa gwizdem swe psy
Gwizdem wywleka swych Żydów każe im kopać grób w ziemi
Nam nakazuje teraz zagrajcie do tańca

Czarne mleko poranku pijemy cię nocą
Pijemy o świcie w południe pijemy cię wieczór
Pijemy pijemy
Człowiek mieszka w tym domu który bawi się z wężami pisze
Pisze gdy zmierzcha do Niemiec złoto Twoich włosów Małgorzato
popiół twoich włosów Sulamit kopiemy w powietrzu grób tam się nie leży ciasno

Krzyczy głębiej wrzynajcie się w glebę wy tutaj a wy tam śpiewajcie i grajcie
Chwyta za broń u pasa i wymachuje oczy jego niebieskie
Głębiej wryjcie łopaty wy tutaj a wy tam dalej grajcie do tańca
Czarne mleko pranku pijemy cię nocą
Pijemy w południe o świcie pijemy cię wieczór
Pijemy pijemy
Człowiek mieszka w tym domu złoto twoich włosów Małgorzato
Popiół twoich włosów Sulamit ten człowiek bawi się z wężami

Krzyczy słodziej zagrajcie śmierć ta śmierć jest mistrzem z Niemiec
Krzyczy ciemniej ciągnijcie po skrzypkach a z dymem wzlecicie w powietrze
Grób wtedy macie w chmurach tam nie leży się ciasno

Czarne mleko poranku pijemy cię nocą
Pijemy w południe śmierć mistrzem jest z Niemiec
Pijemy cię wieczór o świcie pijemy pijemy
Śmierć jest mistrzem z Niemiec niebieskie ma oko
Trafi cię kulą z ołowiu trafi celnie głęboko
Człowiek mieszka w tym domu złoto twoich włosów Małgorzato
Psy swoje na nas poszczuje grobem obdarzy w powietrzu
Z wężami się bawi i marzy śmierć mistrzem jest z Niemiec

Złoto twoich włosów Małgorzato
Popiół twoich włosów Sulamit

[Fuga śmierci, tłum. Stanisław Jerzy Lec]

Czytam książkę o Celanie w dniu, w którym świat upamiętnia ofiary Holokaustu.

Najpierw o tym, skąd ten wybór. Paul Antschel (Ancel, Celan) ur. 1920, zm. 1950, któremu książka jest poświęcona, jest uważany za jednego z największych europejskich poetów XX wieku. Na zachodzie jest znany jako autor 800 wierszy i tłumacz poezji, czytany, kultowy wręcz. Wybrałam książkę o nim, bo najczęściej jest wskazywany jako poeta, który upamiętniał Holokaust całym swoim życiem. Temu motywowi poświęcona jest niniejsza książka. Chciałabym jednak, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Celan to po prostu wielki poeta świata. Nie jest tylko piewcą wielomilionowej śmierci żydowskiej. On jest po prostu poetą egzystencji ludzkiej, poetą uniwersalnym. Opiewa los człowieka w całej złożoności, jaka mu jest dostępna. Oczywiście przepuszcza cały ten wielki, piękny i straszny świat przez siebie. I dlatego nie może zabraknąć tam Holokaustu i kaźni Żydów. Przecież najbliżsi mu ludzie: matka, ojciec zginęli w piekle Holokaustu (ojciec zmarł na tyfus w obozie pracy, a matka – jego piękna i mądra matka -  została zabita tuż po tym, jako niezdolna do pracy). Sam cudem uniknął komory gazowej. Los, Hitler i jego „urzędnicy zła” przewidzieli dla niego jedynie tłuczenie kamieni w obozie pracy w głębi Rumunii. Spędził tam 2 lata. Miał wtedy lat 22-24.

Kopali i kopali, i tak
przechodził ich dzień, ich noc. I Boga już nie chwalili,
który, tak słyszeli, tego wszystkiego chciał,
który, tak słyszeli, to wszystko wiedział.
Kopali i nic już nie słyszeli;
nie stawali się mądrzejsi, nie wynaleźli żadnej pieśni,
nie wymyślili sobie żadnego języka.
Kopali.
[A była ziemia w nich, tłum. Feliks Przybylak]

Teraz o idei samej książki. To książka erudycyjna. Jest przeznaczona dla czytelnika, który pragnie czytać poezję Celana z większym zrozumieniem. Dostarcza czytelnikowi jego biografii, ale ograniczonej do wersji oficjalnej. Zawiera wiele tekstów wierszy, wnikliwej i wielostronnej (filozoficznej, kulturowej, językoznawczej) ich interpretacji oraz – rzecz wspaniała dla filologów - unikatowe w literaturze rozważania o tłumaczeniu poezji Celana, ulubione zwroty i ukryte w nich znaczenia.
 Żeby tak pomyślana książka mogła ukazać się po polsku, potrzebne było oprócz najwyższych lotów oryginału angielskiego autorstwa Johna Felstinera:
·        szalone  wydawnictwo (krakowska Austeria), które podjęło decyzję o wydaniu i zdobyło dotację na tłumaczenie w Monachium i Amsterdamie
·        niezwykły redaktor (Piotr Paziński) – miłośnik poezji Celana i jego osoby, znawca języków niemieckiego, angielskiego i polskiego, filozofii i filologii
oraz
·        wyjątkowi tłumacze (Małgorzata i Maciej Tomalowie),  którzy dali radę takiej filologicznej dłubaninie wielokrotnych przejść między językami i sensami poetyckim.
I to wszystko sytuacji, kiedy nie sposób zarobić na takiej książce. Jaki mógł być jej nakład? Ile sztuk mogło się sprzedać w Polsce ? Myślę, że nie więcej niż tysiąc… (Ja sama kupiłam mój egzemplarz w księgarni żydowskiej na Kazimierzu, po tym jak poprosiłam o wskazanie czegoś  wyjątkowego.)

Kilka słów o tym, jak postrzegam Celana, jego poezję i jego los po przeczytaniu tej biografii poetyckiej.
Dwa słowa. Człowiek paradoksu.
Praktycznie każda ważna rzecz w jego życiu może być  interpretowana na dwa sposoby – jako porażka i klęska, jako szczęśliwy traf i równocześnie jako pech.
Niekwestionowana gwiazda na firmamencie poezji europejskiej. Paradoksalnie to nie wystarcza, żeby nagrodzono go Noblem. Traci tę nagrodę na rzecz swojej przyjaciółki o podobnym życiorysie, jednak poezji już nie tak genialnej - Nelly Sachs.

Jako osoba niemieckojęzyczna ma zarówno szczęście, jak i pecha. Po pierwsze urodził się nie w Berlinie , tylko w peryferyjnych (także kulturowo) Czerniowcach na Ukrainie. Jako dziecko pewnie nieraz marzył, żeby znaleźć się w stolicy Niemiec. Wyobraźmy sobie jednak, co by było, gdyby los spełnił jego marzenie i rzucił go do Berlina? Jego poezja pozostałaby zapewne nieznana, bo niemal na pewno znalazłby się na liście ofiar Holokaustu, które co roku czcimy 27 stycznia.

Po drugie, będąc niemieckojęzycznym Żydem, był ofiarą Niemców i jednocześnie pozostał Niemcem z języka. I znowu, jakiż paradoksalny los wyciągnął na loterii Celan… Niemiecki był językiem jego matki, językiem z którym się utożsamiał, kochał go, nigdy go nie opuścił. Jednocześnie niemiecki był językiem najeźdźców,  jego oprawców. Czy pamięć wrzasków: „Schneller!” i „Raus!” nie utrudniała mu tworzenia poezji w tym samym języku? A przecież miał wybór. Choć urodził się w rodzinie żydowskiej mówiącej po niemiecku w domu, posługiwał się także hebrajskim - w czasie modlitwy, rumuńskim i ukraińskim w szkole, jidysz na targu. Potem biegle posiadł francuski i angielski. Pisać tak intymne rzeczy w języku, o którym sam mówił „śmiercionośna mowa”? Paradoks…

I wreszcie ocalał, przeżył Holokaust, żeby w końcu sam odebrać sobie życie w wieku zaledwie 50 lat.

Tu znajdziecie jego poezję:
Paul Celan, Utwory wybrane. Ausgewählte Gedichte und Prosa, wybrał i oprac. Ryszard Krynicki, Kraków 2003
Paul Celan, Wiersze, tłum. Feliks Przybylak , Kraków 1988

Tu zaś historię jego romansu z Ingeborge Bachmann, poetką, powieściopisarką, córką członka NSDAP. 
Ingeborge Bachmann, Paul Celan Czas serca. Listy, tłum.  Małgorzata Łukasiewicz, Wyd. A5 2010

________________________
Książka przeczytana ad hoc, ale kwalifikuje się do wyzwania Z półki

wtorek, 22 stycznia 2013

A mój mąż powiedział, że czytanie wiersza na zaprzysiężeniu Obamy 2013

... to dobry pomysł. Wart naśladowania. Kontakt z kulturą wyższą. Godne nawiązanie do tradycji. Poetycka metafora teraźniejszości. 

Oto jak Richard Blanco czyta swój tekst. 



Richard Blanco |2013 Inaugural Poem
"One Today"
One sun rose on us today, kindled over our shores,
peeking over the Smokies, greeting the faces
of the Great Lakes, spreading a simple truth
across the Great Plains, then charging across the Rockies.
One light, waking up rooftops, under each one, a story
told by our silent gestures moving behind windows.

My face, your face, millions of faces in morning's mirrors,
each one yawning to life, crescendoing into our day:
pencil-yellow school buses, the rhythm of traffic lights,
fruit stands: apples, limes, and oranges arrayed like rainbows
begging our praise. Silver trucks heavy with oil or paper—
bricks or milk, teeming over highways alongside us,
on our way to clean tables, read ledgers, or save lives—
to teach geometry, or ring-up groceries as my mother did
for twenty years, so I could write this poem.

All of us as vital as the one light we move through,
the same light on blackboards with lessons for the day:
equations to solve, history to question, or atoms imagined,
the "I have a dream" we keep dreaming,
or the impossible vocabulary of sorrow that won't explain
the empty desks of twenty children marked absent
today, and forever. Many prayers, but one light
breathing color into stained glass windows,
life into the faces of bronze statues, warmth
onto the steps of our museums and park benches
 
as mothers watch children slide into the day.

One ground. Our ground, rooting us to every stalk
of corn, every head of wheat sown by sweat
and hands, hands gleaning coal or planting windmills
in deserts and hilltops that keep us warm, hands
digging trenches, routing pipes and cables, hands
as worn as my father's cutting sugarcane
so my brother and I could have books and shoes.
The dust of farms and deserts, cities and plains
mingled by one wind—our breath. Breathe. Hear it
through the day's gorgeous din of honking cabs,
buses launching down avenues, the symphony
of footsteps, guitars, and screeching subways,
the unexpected song bird on your clothes line.

Hear: squeaky playground swings, trains whistling,
or whispers across café tables, Hear: the doors we open
for each other all day, saying: hello, shalom,
buon giorno, howdy, namaste, or buenos días
in the language my mother taught me—in every language
spoken into one wind carrying our lives
without prejudice, as these words break from my lips.

One sky: since the Appalachians and Sierras claimed
their majesty, and the Mississippi and Colorado worked
their way to the sea. Thank the work of our hands:
weaving steel into bridges, finishing one more report
for the boss on time, stitching another wound
or uniform, the first brush stroke on a portrait,
or the last floor on the Freedom Tower
jutting into a sky that yields to our resilience.

One sky, toward which we sometimes lift our eyes
tired from work: some days guessing at the weather
of our lives, some days giving thanks for a love
that loves you back, sometimes praising a mother
who knew how to give, or forgiving a father
who couldn't give what you wanted.

We head home: through the gloss of rain or weight
of snow, or the plum blush of dusk, but always—home,
always under one sky, our sky. And always one moon
like a silent drum tapping on every rooftop
and every window, of one country—all of us—
facing the stars
hope—a new constellation
waiting for us to map it,
waiting for us to name it—together.