Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dietetyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dietetyka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 października 2013

Widelec zamiast noża

Widelec zamiast noża. Droga do życia usłana roślinami, red. Gene Stone

Kolejna książka poradnikowa dotycząca zdrowej diety. Z miliona dostępnych na moją półkę trafiają te, które bazują na The  China Project Campbella ojca i syna (tytuł polski Nowoczesne zasady odżywiania).

Badanie to jest tak inspirujące i dostarcza tylu danych (umieszczonych przez autorów w internecie), że można wyciągać na jego podstawie coraz to nowe wnioski, interpretować i reinterpretować. Oczywiście jest pewien kierunek myślenia wyłaniający się z tego badania, ktorego nie sposób pominąć: jedzenie bogate w mięso, mąkę, cukier i mleko (największy kancerogen) naprawdę zabija. Jedzenie ubogie, oparte o niskoprzetworzone rośliny ratuje.

Wiedelec zamiast noża to poradnik, ktorego zaletą jest użycie świetnego bon motu promującego odwrót od jedzenia "amerykańskiego", krótkie i zwarte wykłady na temat żywienia napisane przez cenionych specjalistów medycyny (lekarzy i promotorów zdrowia), którzy nie poddali się wpływom koncernów żywieniowych. Bo promowanie marchewki kasy nie przynosi i nie przyniesie... Oraz przegląd 125 amerykańskich na wskroś przepisów. 

Jest to jednocześnie mankament tej książki. Ja rozumiem, że słodkie ziemniaki w polewie z syropu klonowego lub koktajl z 6 bananów może poprawić dietę przeciętnego Amerykanina, ale mnie by niewątpliwie zabiło :) Pomimo, że to dieta roślinna.

Co jest ważne? Jeśli William Davis zwócił uwagę na to, że nie tylko ilość zjadanego mięsa i wypijanego mleka, ale przede wszystkim zjadanie produktów mącznych koreluje bardzo silnie z cukrzycą, osteoporozą i "kałdunem pszennym", i zalecał w związku z tym zastępowanie chleba choćby i jajkami czy nabiałem, to autorzy Widelca zamiast noża zachęcają przede wszyskim do odżegnania się od mięsa i mleka, choćby miało to oznaczać więcej zjadanego ciasta marchewkowego (oczywiście polanego czymśtam)...

Jeden wniosek - bez wątpliwości leczące jest jedzenie roślin nieprzetworzonych, ale strasznie trudno to zrealizować, nie przechylając się albo w dietę skrajnie wyskowęglowodanową, albo skrajnie niskowęglowodanowo, ale za to np. tłustą...

Sama mam przy stole leczące się dietą dr Dąbrowskiej wegetarianki (miłośniczki serków - wypełnianychzresztą syropem glukozowo-fruktozowym).