Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydarzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydarzenia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 października 2014

Uprasza się uprzejmie...

Uwaga, poniższy tekst naznaczony jest pesymistycznym widzeniem świata... Uprasza się o nieczytanie tego postu przez osoby sentymentalne i delkatne z natury.

Jestem właśnie po lekturze wywiadu Lidii Ostałowskiej z Piotrem Mieśnikiem Byłem hieną tabloidową w Dużym Formacie. 

Wywiad Ostałowskiej pokazuje, do jakich zniszczeń w psychice może doprowadzić praca w tabloidzie. Wymaga ona codziennego godzenia się z tym, że masywnie oszukuje się ludzi, manipuluje nimi, co w tamtejszym slangu określane jest jako 'naruchanie targetów''. [Żyliśmy z targetu], ale w przeświadczeniu, ze nie musimy go szanować, bo robimy tak smaczne gówno, że i tak to łyknie.'

Żeby wykonywać dzień w dzień taką pracę, zatrudnieni w szmatławcach (bo nie nazwę ich dziennikarzami) wytwarzają sobie system obronny, który pozwala im kłamać, fantazjować, wykorzystywać naiwnych, bo "to się klika, aż na wykresach robi się czerwono". 
'- A fakty?
- Są bez znaczenia?'
'Wystarczy duża doza bezczelności, staranne rozpracowanie tematu, dobra legenda i można robić takie rzeczy, że strach.'
I najważniejsze: "Chodzi zawsze o to, żeby 'zagospodarować złe emocje'. 

Ale ja nie o tym chciałam. Tak naprawdę to chcę tu zawrzeć moje przemyślenia po lekturze artykułu Mileny Rachid Chehab Reckę napisałaś miodzio. Między tymi tekstami jest, według mnie, związek. Jaki? 

 Mam w stosunku do tekstu Recki bardzo mieszane uczucia, wręcz odczuwam jakiś wewnętrzny dysonans. Końcowa część tego tekstu  jest wartościowa, przypomina inne 'pisane ręką' Mileny R. Chebab, których sporo przeczytałam. Jest sensowna, mająca jakiś zrozumiały przekaz. Wskazuje na pozytywne wzorce życia blogerskiego, dobre blogi, podkreśla mimo woli to, co najważniejsze i cenione przez odbiorców blogów książkowych: rzetelność i uczciwość w ocenie książek. I że subiektywizm nie jest tu wadą. Po prostu jest wpisany w tę formułę. 

Reszta tekstu stawia tezę o wewnętrznych napięciach w sferze blogerskiej. Jednak sprawia wrażenie napisanego w innym - tabloidowym stylu. Chcę głośno zakrzyknąć. Autorko, Gazeto, nie idźcie tą drogą!

Po przeczytaniu wyiadu Ostałowskiej wyobraźnia podsuwa mi następujący obrazek. Przychodzi mail od redaktora dnia o treści: "Milena, napisz coś dla targetu, walnij jakieś zdanie na początek, żeby target pomyślał, że bedzie się lała krew, albo co najmniej będziemy się naśmiewać z co poniektórych. Zrób tak, żeby ludzie stanęli naprzeciwko siebie i trochę na siebie popluli. "Target jest głupi i tak to kupi. Będzie szczęśliwy, że w ogóle o nich napisaliśmy." 

I proszę bardzo, dostajemy na początek zdanie: ''Blogerzy piszący o książkach zdają sobie sprawę, że reszta blogerskiego światka ma ich za prawdziwych frajerów.' Cudowny wstęp - merytoryczny, miły, adekwatnie nawiązujący do sympatyczneg,o zdaje się, spotkania w AGORZE! A dalej - coś co odbieram jako dalszą próbę szczucia, a co najmniej popsucia komuś dobrego nastroju przez nieuprawnione, nielogiczne i nieuzasadnione porównanie blogerów książkowych z szafiarkami. Coś w rodzaju: A słyszałeś, że ci, co jedzą śliwki, to mówią 'idioci' na tych, co jedzą jabłka? Nie, nie słyszałam, bo w maglu zatykam uszy!

Nawet sam tytuł, infantylny greps z blogów młodych dziewczyn, wybrany został, no po co? Przecież nie po to, żeby podkreślić jego rzeczywistą reprezentatywność, wybitne walory poznawcze czy głębokie sensy. Ma za zadanie ironicznie scharakteryzować grono blogerskie jako pretensjonalne i infantylne. To też nazywam stylem tabloidowym. Bo przecież artykuł ten jest czytany właśnie przez nas, blogerów ksiązkowych, w tym te młode, ośmieszone tutaj dziewczyny. Czyli chodzi o to, żeby chociaż trochę napsuć krwi... Bo wtedy ktoś o tym napisze (jako i ja piszę:))) Przypomina mi się podobnie niejasny i lekko makiaweliczny artykuł z prasy biegowej mający zachęcać do ciężkich treningów, a zatytułowany tyż piknie: Ultramaratończycy to cieniasy.

Dalej, zgodnie z zapotrzebowaniem na tabloidowy kontent, następuje litania wzajemnych skarg blogerów na wydawców, wydawców na blogerów. Trochę jak w artykule Ostałowskiej: '[...] dwie strony konfliktu ustawione naprzeciwko siebie i dla dramatyzmu oddzielone policyjnymi taśmami. ' Tutaj też pojawia się dokładnie taki tabloidowy ton. Opierający się na zaciemnianiu sytuacji i unikaniu jakichkolwiek prób wyjaśnienia tej prostej w końcu relacji, jaka wiąże blogerów przyjmujących książki od redakcji i wydawnictw. 

[Tu dygresja pasująca do tego posta jak pięść do nosa. Czytacie ją na własną odpowiedzialność: 


Nawet i w tekście Recki, niestety przelotnie, pojawia się stwierdzenie, które dokładnie i prosto z mostu wyjaśnia, jak rzecz wygląda z punktu widzenia rynku książki: Książka podarowana to książka recenzencka i musi na siebie zapracować. Czyli wydawca przekazuje wybranym przez siebie blogerom książki (jako pseudo-wynagrodzenie za recenzję) i robi to tak długo, jak długo oni je u siebie recenzują, gwarantując przy tym wydawcy wzrost klikalności. Tak to jest, choć mało który bloger przyznaje wprost, że bierze udział w łańcuchu promocji książki czy wydawnictwa. Dla pełnej jasności - moim zdaniem, nie ma w tym nic zdrożnego, jeśli obie strony uznają to za obopólnie korzystne.]

Na koniec pytanie: Czy już tylko na takie dziennikarstwo możemy liczyć? Pośpieszne i pogrywające z czytelnikiem? Proszę teraz o coś nietabloidowego.


Edit: Pragnę dodać, że czytam Gazetę Wyborczą codziennie od 25 lat i właśnie dlatego stosuję wobec niej zasadę: "kochaj i wymagaj".

.




środa, 1 października 2014

Nagroda Nike - zawsze w pierwszą niedzielę października

Niedługo zostanie przyznana doroczna nagroda Nike. Po raz 18. Moim faworytem był Myśliwski. Ale odpadł, jak się dopiero teraz dowiedziałam... Wybieram więc Modzelewskiego. Już trochę czytałam jego "Kobyłę". Jest tego warta. :)

Oto  wszyscy kandydaci. Ku pamięci:

Źródło: wyborcza.pl

Powieści

Justyna Bargielska "Małe lisy" (Czarne, Wołowiec)
Brygida Helbig "Niebko" (W.A.B., Warszawa) 
Ignacy Karpowicz "ości" (Wydawnictwo Literackie, Kraków) 
Wiesław Myśliwski "Ostatnie rozdanie" (Znak, Kraków) 
Łukasz Orbitowski "Szczęśliwa ziemia" (Sine Qua Non, Kraków) 
Jerzy Pilch "Wiele demonów" (Wielka Litera, Warszawa) 
Paweł Potoroczyn "Ludzka rzecz" (W.A.B., Warszawa) 
Patrycja Pustkowiak "Nocne zwierzęta" (W.A.B., Warszawa) 

Tomy poetyckie

Wojciech Bonowicz "Echa" (Biuro Literackie, Wrocław) 
Darek Foks "Rozmowy z głuchym psem" (Dom Literatury w Łodzi, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi) 
Szymon Słomczyński "Nadjeżdża" (Biuro Literackie, Wrocław) 
Xawery Stańczyk "Skarb piratów" (Lampa i Iskra Boża, Warszawa) 
Marcin Świetlicki "Jeden" (EMG, Kraków) 
Reportaże

Wacław Radziwinowicz "Gogol w czasach Google'a" (Agora, Warszawa) 
Małgorzata Rejmer "Bukareszt. Kurz i krew" (Czarne, Wołowiec) 
Ziemowit Szczerek "Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian" (Korporacja Ha!art, Kraków) 

Tomy eseistyczne

Andrzej Stasiuk "Nie ma ekspresów przy żółtych drogach" (Czarne, Wołowiec) 
Piotr Szarota "Wiedeń 1913" (słowo/obraz terytoria, Gdańsk) 

Autobiografia

Karol Modzelewski "Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca" (Iskry, Warszawa) 

Dziennik

Jerzy Pilch "Drugi dziennik" (Wydawnictwo Literackie, Kraków) 



PS. Mam nadzieję, że ta idiotyczna historia z Karpowiczem, Dunin i Kurkiewiczem nie przesłoni sensu nagrody.

sobota, 20 września 2014

Z dziećmi do Arkad Kubickiego na Festiwal Książki 'Czytajmy'


Powśle co weekend przyciąga mnóstwo ludzi. Przy okazji warto wpaść do Arkad Kubickiego na I Festiwal Książki dla Dzieci i Młodzieży „Czytajmy”.

Byłam tam w piątek. Na razie jest to skromne przedsięwzięcie. I wiadomo, że kiedy nie ma tam dzieci - a prawie ich nie było  :( impreza wygląda standardowo (stoiska książkami, same miłe panie między 25 a 40 rokiem życia). Mało życia :)

Wygrzebałam coś w antykwariatach. Kupiłam kilka książeczek w twardych okładkach dla moich małych wnuczusiek, w tym angielskojęzyczne.





Było trochę ciekawych serii dla dzieci szkolnych. Jednak wiekszość książek na stoiskach nie nadawała się do wzięcia do ręki. Ilustracje bywały wprost obrzydliwe... 

Zwrócił moją uwagę niemal brak książek młodzieżowych - dla gimnazjalistów. A przede wszystkim całkowity brak wznowień klasyki: Bahdaja, Niziurskiego, Broszkiewicza, Siesickiej. Ja tego nie rozumiem. Klasycy powieści brytyjskiej? Alicja i Kubuś. Oni są ciągle wydawani na nowo!




Ciekawostka. Ilustracje:Tove Jansson

A co ze sztuką ilustratorską! Gdzie Szancer? Gdzie młodzi ilustratorzy? Polska szkoła ilustracji dziecięcej znana na całym świecie?


Seria Cacko z dziurką

Gdzie fantastyka, fantasy, powieść przygodowa, historyczna? Baśnie, bajki, baśnie etniczne? Książki o sztuce? O zwierzątach? O dawnych kulturach? Klasyka polska? Trylogia Sienkiewicza w dziesiątkach wydań? Komiksy!!!


Zuzanna Orlińska 'Cierpienia sięciolatka', Wyd. Literatura 



Dlaczego? Dlaczego ten Festiwal jest taki mizerny? Idźmy tam z dziećmi i wprowadźmy trochę życia :)

I podstawowe pytanie, skoro nie było tam nawet jednego dziecka... Gdzie są młodzi czytelnicy? Czy są młodzi czytelnicy w ogóle?

PS. Ostatnio najpiękniejsze książki dla dzieci widziałam na stoisku wydawnictwa Bona w Krakowie.



Wydawnictwo Bona, Il. Roberto Innocenti







piątek, 30 maja 2014

Wizyta w Czarnem

Dzisiaj od 15 do 19 Dział Promocji wydawnictwa Czarne czyścił swoje magazyny na Andersa (przenoszą się na Hożą). 

Na III piętrze kamienicy w długim i ciemnym pomieszczeniu zastałam kupę młodych ludzi, a na stołach książki za 1/3 ceny, książki po 5 zł, książeczki gratis i audiobooki za grosze.

Zrobiłam więc sobie prezent na Dzień Dziecka.

Edit. Z innej beczki. Dzisiaj na spacerze powróciła do mnie pewna myśl. Wczoraj w biurze Czarnego widziałam  wielu ludzi przed 30tką.  Jednak coś w ich zachowaniu mnie zaskoczyło... W czasie, kiedy tam byłam, 2 osoby realnie dokonywały zakupu ksiązek. Poza tym oprócz 3 dziewczyn sprzedających były ze 4 osoby przeglądające książki. I z 10 osób... nie wiem co robiących? Ludzie ci siedzieli na stołach, krzesłach, podpierali ściany. Każdy z osobna patrzył w swój telefon. Rozglądali się. Wyglądali jakby na coś czekali. Ja wpadłam tam w czasie przerwy w pracy, bo też mam biuro na Muranowie. Oni siedzieli tam, bez ruchu w piątek o 16. Mieli czas, brakowało tylko kelnerki z kawą... i kurczę, dziwnie się czułam, błyskawicznie skanując tytuły, żeby znależć te, o które mi chodziło. (Nie było niestety żadnej z biografii, a chciałam Ben Guriona...) Nie wspomnę już o fakcie, że byłam tam najstarsza...

W domu podzielilam się tym dziwnym wrażeniem, że większość przebywających tam młodych ludzi nie była tak naprawdę zainteresowana książkami..., że byli jakby nieobecni. Trochę jak grupa ludzi czejająca na kogoś na dworcu. Mąż powiedział mi wtedy ciekawą rzecz. Wydarzenie było anosowane na facebooku, prawda? To oznacza, że ludzie przyszli tam, żeby 
a/ napisać na fb, że uczestniczyli, 
b/ spotkać się kimś, kto był w pobliżu 
c/ pobyć w klimatycznym, w pewien sposób wyjątkowycm miejscu, przy wyjątkowej okazji.

Może ma rację. Wielu z nich naprawdę było myślami gdzie indziej i żadne ksiązki nie były im w głowie...

niedziela, 25 maja 2014

Karel Ćapek "Księga apokryfów" a Magnesia Litera


Trochę mi głupio, ale dopiero w piątek dowiedziałam się, jak się nazywa najznamienitsza nagroda literacka w Czechach (odpowiednik naszej NIKE): MAGNESIA LITERA.  I to dzięki butelce wody. No, i dzięki czeskiemu wydawnictwu GRAFAG. A także dzięki temu, że mam wnuczkę, dla której kupiłam  na stoisku GRAFAGu książkę i pacynkę Krecika. 

Teraz postanowiłam wziąć udział w konkursie promującym tę nagrodę i literaturę czeską w Polsce. Oraz oczywicie całkiem przyzwoitą wodę z magnezem z Karlowych Warów (tak się to chyba odmienia?)

Mój ulubiony bohater lieteratury czeskiej? Na pewno nie Szwejk. Napisałabym - Mariusz Szczygieł, ale on jest prawdziwy :)

Zdecydowałam się wybrać ktoregoś z bohaterów Karela Ćapka, który jest moim ulubieńcem od lat młodzieńczych. A że nie pamiętam już dokładnie bohaterów genialnego Krakatita,  profetycznej Księgi jaszczurów czy RUR, w którym wymyślił robota, sięgnęłam po te rzezy, które mam w domu. Są to: trylogia Hordubal, Meteor, Zwyczajne życie i Księga apokryfów.






Księga apokryfów to zbiór króciutkich opowiadań pisanych w latach 20. i 30. XX wieku (Ćapek zmarł na zapalenie płuc w 1938). Coś  w rodzaju ćwiczeń z wyobraźni. Alternatywnych słynnych historii. Inna wersja Hamleta, Króla Leara, listu Aleksandra Wielkiego do Arystotelesa, mitu Prometeusza, dialogu Annasza i Kajfasza... Np. u Ćapka Archimedes nie ginie, broniąc rysunków matematycznych narysowanych na piasku. Ginie, gdyż nie zgadza się przystać do zwolenników nowej rzymskiej władzy w Syrakuzach. Ginie nie dlatego, że jest odklejonym od rzeczywistości, szalonym naukowcem, lecz dlatego, że swoją logiką i roztropnością ośmiesza sposób myślenia oficera rzymskiego, nawykłego do stosowania przemocy wobec nieposłusznych.

Jednak najwięcej jest tu historii okołojezusowych i są one niezwykle inpspirujące. 

Mówi się, że Ćapek prezentował typowo czeski humor. Chyba raczej ironię opartą na przekonaniu o bezbrzeżnej głupocie ludzkiej, małości i egoizmie. Nie jest to krzyk rozpaczy, że świat jest taki jaki jest. Jest to raczej łagodne pogodzenie się z tym, że mali nieuchronnie ciągną dużych w dół.

Kontakt z jego prozą to jak kontakt ze świeżym powietrzem. Ten człowiek miał talent do kreowania historii i pisania dialogów. I był mądry. I zabawny.

Mam nadzieję na dalsze lektury dzieł Ćapka, może trochę powtórek (Krakatit) i przeczytanie jego biografii.


Jego bibliografia po polsku (za Wikipedią):

Dzieła w polskich przekładach


Grób Karela Čapka na cmentarzu wyszehradzkim w Pradze
  • Fabryka Absolutu - tłum. Paweł Hulka-Laskowski, Wydawnictwo "Mewa" Katowice 1947
  • Księga apokryfów – tłum. Helena Gruszczyńska-Dębska, Wydawnictwo Zachodnie, 1948
  • Meteor – tłum. Paweł Hulka-Laskowski, Wiedza, Warszawa 1948
  • Hordubal – tłum. Paweł Hulka-Laskowski, Wiedza, Warszawa 1948
  • Zwyczajne życie – tłum. Paweł Hulka-Laskowski, Wiedza, Warszawa 1948
  • Bajka o dobrym listonoszu – tłum. Maria Kann, Nasza Księgarnia, Warszawa 1952
  • Inwazja jaszczurów – tłum. Jadwiga Bułakowska, Wydawnictwo Zachodnie i Morskie, Poznań,1949
  • Listy z Anglii – tłum. Emilia Witwicka, PIW, Warszawa 1957
  • Osiem twarzy mistrza Foltyna – tłum. Emilia Witwicka, PIW, Warszawa 1959
  • Opowieści z różnych kieszeni – tłum. Maria Erhardtowa i Zdzisław Hierowski, PIW, Warszawa 1959
  • Krakatit – tłum. Emilia Witwicka, Śląsk, Katowice 1974
  • Bajki i przypowiastki – tłum. Anna Jolanta Bluszcz, Śląsk, Katowice 1983 ISBN 83-216-0332-7
  • Rok ogrodnika – tłum. Halina Janaszek-Ivaničková, Iskry, Warszawa 1986 ISBN 83-207-0357-3
  • Daszeńka czyli Żywot szczeniaka – tłum. Jadwiga Bułakowska, Nasza Księgarnia 1989 ISBN 978-83-10-09308-0
  • Listy z podróży - tłum. Piotr Godlewski, WAB 2011, ISBN 978-83-7414-931-0
  • Sprawa Makropulos - tłum. Jan Gondowicz, Axis Mundi 2013, ISBN 978-83-61432-52-4


___________________________
 Z półki


piątek, 23 maja 2014

5. Warszawskie Targi Książki odwiedzone


Powtórnie WTK na Stadionie Narodowym, który nie kojarzy mi się najlepiej... A to dlatego, że także moje branżowe targi tam się odbywają, a oznaczają one  dla mnie kilka dni piekielnie ciężkiej pracy, której charakteru wyjątkowo nie lubię. Księgarze, których widziałam na Targach też nie wyglądali na wypoczętych :) Bo było 29 stopni Celsjusza w cieniu, proszę państwa.

Na szczęście mąż nie zrejterował, pomimo, że to piątek po południu i powrót na drugi koniec miasta zapowiadał się z góry jako koszmar. Bibliofilia to wymagająca choroba...

I tylko ona uzasadnia dla mnie sens odwiedzenia takich targów. Gorzka to może refleksja, bo chciałoby się powiedzieć, że to było świetne doświadczenie. W rzeczywistości muszę szczerze przed sobą przyznać, że gdyby nie kilkudziesięcioletni nawyk pojawiania się na Targach, to krążenie po koronie stadionu w upale nie miało większego sensu.

Oczywiście odbyło się polowanko, ale po tym, jak nie znalazłam kilku książek, na które liczyłam - tych z mniejszych wydawnictw, zniechęciłam się, nawet więcej niż trochę. Powiedziano mi, że oferta wydawnictwa musi być zaprezentowana wybiórczo i nakierowana na nowości. Zapewne powodem tej selekcji jest cena metra kwadratowego stoiska i jego obsługi. Stąd nie udało mi się kupić nic z serii orientalistycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Za to ładnie się pokazało Centrum Manggha. 


Poza tym nie zdziwi was to, że wszystko, co znalazło się na Targach jest do kupienia nawet z większymi upustami cenowymi przez Internet. Czyli mniejsze wydatki nie są na pewno poważnym powodem do wybrania się tam. Szczególnie, jeśli czyta się literaturę popularną. Ci czytelnicy kupują być może często, ale tylko tanio. Ja nie zauważyłam jakichś znaczących wyprzedaży. 

Między stoiskami krążą za to fani-specjaliści. I Ci rzeczywiście mogą coś skorzystać. Tak jak ja z japońszczyzną, czy książkami z dobrą ilustracją dziecięcą. To mój ukochany Krecik na półkę przygotowywaną dla wnusi.



Znajdą też coś dla siebie miłośnicy typografii, czy wielbiciele sztuki przeglądający na żywo albumy ARKAD. Oraz łowcy autografów. 

Widać też, że kupowane są książki uznane czy nagradzane. Ja sama kupiłam książkę Filipa Springera o małżeństwie Hansenów. Uważam, że rok 2013 to był w Polsce rok właśnie Filipa Springera. Z nowości książkę o Broad Peak Hugo-Badera.


A "Cyklistów" kupiłam dla naszego syna. Wydawnictwo KARTA robi niesamowicie dobrą robotę. Rozmowa z ich przedstawicielem na stoisku to była przyjemność. Podobnie było na stoisku wydawnictwa Karakter. Niestety to była rzadkość, bo coraz więcej wydawnictw reprezentowanych było przez... magazynierów. Ich wiedza i umiejętności ograniczały się do nabijania sumy na kasę fiskalną. Rozmowy branżowe, które toczą się na Targach też czasmi zaskakiwały mnie swoją banalnością: 

- O cześć, co tu robisz? 
- Sprzedaję. 
- A wiesz, że ja akurat odwrotnie. Kupuję. Tonami. Dla Jeronimo Martins.

Czyli dla Biedronki.... Tonami.