Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje plany czytelnicze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje plany czytelnicze. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 listopada 2014

Isaac Bashevis Singer 'Golem'

Isaac Bashevis Singer Golem
Ilustracje: Uri Shulevitz
Przekład i słowniczek: Anna Bartkowicz
Wydawnictwo MARBA CROWN Ltd, Warszawa 1982

Chciałam na wieczór coś niewielkiego i baśniowego. Sięgnęłam na półkę zeszłorocznych nabytków. Mój egzemplarz zawiera dwie wersje Golema – polską i angielską. Tę ostatnią Singer przygotował osobiście w 1981, jednocześnie poprawiając oryginał z 1969 roku.

Opowiadanie ma charakter baśniowy. Rzecz dzieje się w szesnastowiecznej Pradze, gdzie hrabia Bratysławski chcąc zatrzeć swoje długi  u żydowskiego bankiera Eleziera Polnera oskarża go porwanie swojej córeczki Hanki w celu utoczenia jej krwi na macę. Ratuje go rabi Lejb z pomocą powołanego do tego zadania glinianego Golema. Ta część historii ma zwyczajowy dydaktyczny charakter. Potem jednak robi się ciekawiej. Rabi  Lejb na usilne żądania żony postanawia zlecić Golemowi dodatkowe zadanie. Ten odmawia, choć sam nie wie czemu. Skoro tylko poznaje smak słowa „nie” staje się wolny i niezależny od swego dotychczasowego pana. Zaczyna w pewnym sensie „dojrzewać”. Wszyscy jednak wiemy, że to się nigdy nie stanie, ma on skazę wrodzoną (co nią jest?) i Golema ktoś musi unieszkodliwić. Robi to jedyna osoba, której on ufa, i która go pokochała.


Piękna to historia i wzruszająca. Dla dorosłych i dzieci. Mająca drugie i trzecie dno. Pełna ukrytych sensów i inspiracji egzystencjalnych, o których pisał Bruno Bettelheim w pracy Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni. Skłaniająca (tak jak należy, mimochodem) do zastanowienia się nad pytaniami: Kim jestem? Co sprawia, że jestem człowiekiem? Co znaczy władza nad innymi? Co nas uszczęśliwia? Dlaczego chcemy zawsze więcej?

Charakterystyczny wygląd dziecka z zespołem FAS

Patrząc na ilustracje Uriego Shulevitza, przypominając sobie choćby Golema Tolkienowskiego i wszelkie inne jego monstrualne wizerunki - jako wierna wyznawczyni teorii socjobiologicznej - nie mogę nie dostrzec w rysach twarzy i zachowaniu Golema objawów syndromu FAS (specyficzny niedorozwój fizyczny i psychiczny, ociężałość umysłowa i ruchowa wywołane Alkoholowym zespołem płodowym). Wiem, że to brzydko z mojej strony, tak psuć zabawę dzieciom i dorosłym, nazywając rzeczy po imieniu, ale tak już mam  :)

Podobnie wampir jest symbolicznym odzwierciedleniem strachu przed czymś nieznanym i niezrozumiałym, tu przed chorymi na porfirię, czyli nieuleczalną chorobę metaboliczną, związaną z zaburzeniami wchłaniania żelaza. Chorzy Ci mają stałe zapotrzebowanie na mięso, a najchętniej piliby krew, byle tylko dostarczyć sobie żelaza. Wyglądają strasznie, bo odchodzi im płatami skóra, mają odsłonięte zęby, światłowstręt i nagłe utraty przytomności oraz równie nagle ocknięcia…


Ale to już inna historia, o której będę myśleć, kiedy będę czytać o symbolicznym opracowaniu postaci wampira u Marii Janion w Wampirze. Biografia symboliczna. Czeka także na półce Golem Meyrincka z początku XX wieku, potem Golem XIV Stanisława Lema i na koniec zostaną eseje Od Golema do Terminatora. Wizerunek sztucznego człowieka w kulturze.


_____________________________________
Z półki

piątek, 3 stycznia 2014

Rok 2013, rok ubiegły

Co za dziwne słowo - ubiegły... Coraz częściej łapię się na tym, że nie tylko obserwuję ubożenie słownictwa otoczenia, szczególnie mediów i młodych ludzi, ale i moje własne... Żal i złość... I płynące z tego pierwsze zobowiązanie noworoczne.

Nie dać się temu zjawisku. Skończyć z używaniem słowa "zajebiste" na określenie wszystkiego, co mi się podoba. (Żartuję.) [Edit: Dokładnie to nie żartuję, tylko ironizuję, czyli mówię jedno, a mam na myśli coś innego, o czym nie chcę mówić wprost - jak w powiedzeniu, że Pałac Kultury  jest mały, ale gustowny.)

A teraz przejdźmy do meritum (to takie zielone lekarstwo na kaszel mokry i suchy).
Wspominam lektury ubiegłego roku. Dla ułatwienia prowadziłam sobie w trakcie roku ranking najlepszych lektur i autorów na pasku bocznym. Nie ma to jak pamięć zewnętrzna.



PODIUM KSIĄŻEK 2013

'Tajemnica Brokeback Mountain' Annie Proulx
'Dobrze jest, jak jest' Annie Proulx
'Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta' David Mitchell
'Śmierć czeskiego psa' Janusz Rudnicki
'Kobieta z wydm' Kobo Abe
'Pisarz naiwny i sentymentalny' Orhan Pamuk
'Pokuta' Ian McEwan

PODIUM AUTORÓW 2013

Kurt Vonnegut
Annie Proulx
David Mitchell
Ian McEwan
Janusz Rudnicki
Kazuo Ishiguro
Julian Barnes
Kobo Abe
Marcin Ryszkiewicz


Jakie wnioski z tego płyną?


Jestem wielbicielką literatury postaci, nie fabuły (Annie Proulx, David Mitchell, Ian McEwan). Lubię, jak lektura mnie wzrusza. Jednakowoż klękam też przed bystrzakami, którzy unikają sentymentalizmu jak ognia (Vonnegut, Rudnicki, Kobo Abe, Ryszkiewicz). Nie odstrasza mnie ekscentryczność, ironia i paradoks (Vonnegut, Abe, Rudnicki). Chętnie zanurzam się w epicko ujęty świat miniony, pod warunkiem, że opisany jest po zegarmistrzowsku, ze wszystkimi możliwymi i niemożliwymi szczegółami (Mitchell, Ishiguro, Barnes). Kocham też edukatorów, ludzi, którzy dzielą się z innymi swoją wiedzą i robią z tego wartościową literaturę (Pamuk, Ryszkiewicz).

Moje kolejne postanowienie noworoczne będzie więc brzmiało: nie spuszczać z tonu i czytać starsze, uznane, często nagradzane rzeczy. 

niedziela, 15 grudnia 2013

Wyzwanie czytamy serie wydawnicze... odsłona 8.



Moi drodzy wyzwaniowicze! 


Mam kilka wiadomości :) Pragnę was poinformować, moi drodzy wyzwaniowcy, że oprócz tego, ze słowotwórstwo ma się dobrze, to wygląda na to, jakby  nasze  wyzwanie przeżywało naturalną fazę stagnacji. Po fazie ekscytacji nowością wkraczamy, jak się wydaje, w fazę wyrównania, spokoju i wyciszenia. Pora roku sprzyja zresztą takiemu stanowi rzeczy. Listopad i połowa grudnia okazała się dla wyzwania Czytamy serie wydawnicze… dość spokojna. 


Mamy na liście przeczytanych pozycji 16 nowych tytułów.  Przeczytanych przez:

Wiki 4

Agnieszka czyta  4

Jeżanna 2

Natanna 1

Moleslaw 1

Kamil Nowak  1

czas_odnaleziony  1

Kaye 1

Bibliomisiek 1

Ukończone zostały 2 serie: Kamil Nowak - seria Archipelagi [W.A.B.] oraz Agnieszka czyta - seria Koliber [KiW]. 

(Przy okazji zdradzę Wam, że przeczytana przeze mnie osobiście seria Koliber to książeczki wyjątkowo skromniutkie objętościowo. Rzecz godna polecenia dla tych, którym brakuje czasu lub sił na czytanie dużych rzeczy :)


Podjęliście się czytania kolejnych serii: nowej kryminalnej serii Szpunt do Antałka i starych, ale jarych: KIK i Nike.


Przed nami święta Bożego Narodzenia, Sylwester i już będziemy mieli styczeń! Ciekawa jestem, czy uda nam się poczytać przy takich atrakcjach? Czy krzywa naszych lektur wyzwaniowych pójdzie w górę? Ja oczywiście już snuję plany, jak to będę siedziała w fotelu przy kominku i popijając winko, czytała książkę za książką…
A Wy?

Pozdrawiam i zapraszam wszystkich chętnych do czytania seriami. Wiecej o wyzwaniu w zakładce u góry. Link TU.

niedziela, 8 grudnia 2013

Drogi Święty Mikołaju, pod choinkę poproszę...

W tym roku (zwykle) byłam bardzo grzeczna. Chciałabym więc dostać:

- z wiadomych względów:


- z powodu trwającej już 25 lat miłości do sztuki kreślenia map:


- skoro dotąd czytałam wszystkie opowieści o o Fandorinie, to wypada przeczytać i najnowszą, prawda?

- nie można ciągle uciekać od Polski i Polaków, choćby może i się chciało...



- drzeworyty japońskie w tym fantastycznym wydaniu z okazji 30-lecia Taschena, to jedyna taka okazja! Musisz to zrozumieć. Musisz!

 - ten Franzen to jest gość:



Co Ty na to, święty?

niedziela, 1 grudnia 2013

Pierwsza rocznica bloga


Coś takiego! 27 listopada minęła rocznica mojego pierwszego wpisu na blogu.

Po roku istnienia w blogosferze jestem bardzo zadowolona z tego, co udało mi się osiągnąć. Blog był pomyślany jako pamiętnik lektur. I tak był do niedawna prowadzony, że zapisywałam w nim wszystkie swoje większe lektury. Dzięki tamu wiem, że przeczytałam  w tym okresie 111 książek, których listę umieszczam w zakładce Autorzy A-Z. Dopiero od miesiąca zdecydowałam się na inną taktykę. Część książek, które nie są porywające, ciekawe albo wartościowe, po prostu godne wyróżnienia, pozostawaim poza listą i poza blogiem. Szczególnie te, które porzucam w trakcie lektury.

Staram się w swoich postach wspominać też przyczyny, te poważne i te mniej, dla których sięgam po te, a nie inne książki. Uważam bowiem, że lektura to wybuchowa interakcja pomiędzy czytelnikiem a książką, z czego zmienną pośredniczącą o kluczowym znaczeniu są okoliczności, w których czytelnik sięga po daną pozycję. 

To jest właśnie prywatna historia czytania, pokazująca bardziej czytelnika niż "czystą" literaturę. A to było zawsze moją intencją blogerską.

Wspaniałym doświadczeniem okazał się udział w kilku wyzwaniach czytelniczych. Moje podejście ewoluowało od niezrozumienia sensu wyzwań, przez zachłanne rzucenia się w wir, aż po eliminację tych, które mnie zbyt ograniczały. Najbardziej pouczające okazało się dla mnie wyzwanie Z półki 2013. Dzięki niemu przeczytałam 30 książek kupionych przed 1 stycznia 2013. Dzięki wyzwaniu Z literą w tle co miesiąc musiałam przejrzeć moje półki jeszcze dokładniej. A to doprowadziło mnie do dostrzeżenia osiągnięć niektórych wydawnictw, których książki były dla mnie bardziej pociągające niż inne. W ten sposób wpadłam na myśl o czytaniu seriami. Stworzyłam swoje własne wyzwanie Czytamy serie wydawnicze..., które znalazło grono zwolenników. 

Generalnie wniosek jest jeden. Czasu jest coraz mniej, a książek... nie ubywa. W moim przypadku wręcz przybywa. W tym roku kupiłam ponad 150 nowych. W tym czasie około 200 oddałam do bibliotek. Sprzątając mieszkanie teściowej - polonistki - dotarła do mnie niechciana prawda, że książki, które  gromadzimy... OK, ktorę ja gromadzę... poza mną nie znajdą już nigdy innego czytelnika. Never ever... Dlatego będę systematycznie wyrzucać i ja.

Na koniec coś pozytywnego i mniej bulwersującego. Uwielbiam buszować po Waszych blogach. Z czasem coraz rzadziej komentuję, bo nie zawsze mam coś istotnego do powiedzenia. Ale jestem bardzo wdzięczna blogerom, pozwalającym zajrzeć mi w swój świat. Blogi skupiające się na promowaniu książek w necie odpuszczam sobie.

Na koniec pragnę podziękować moim czytelnikom. Zaglądajcie do mnie w wolnej chwili :)

piątek, 22 listopada 2013

Książki historyczne. Czy się dla mnie liczą?

Już we czwartek 28 listopada w Arkadach Kubickiego rozpoczną się kolejne Targi Książki Historycznej. 

To dość ważna data. Tam po prostu znajdę książki, których chcę czytać więcej.

Np. ostatnio przenosiłam książki, które zakupiłam w tym roku. Postanowiłam usunąć je w końcu z sypialni i umieścić w moim nowym pokoju bibliotecznym. I okazało się, że mniej więcej połowa to literatura piękna, podczas kiedy druga połowa to literatura faktu. Z tej drugiej połowy połowa to książki o sztuce, pozostałe pół to książki historyczne, reportaże i biografie. Czyli jedna czwarta moich planowanych, wymarzonych lektur to literatura, którą w większości mam szansę znaleźć na Zamku Królewskim w Warszawie na zbliżających się XXII Targach Książki Historycznej. Więcej o Targach tu.

Jaka szkoda, że w obliczu ogromu książek, które już nabyłam w tym roku, muszę się bardzo ograniczyć. 

Jakiś czas temu postanowiłam też zmienić coś w moim czytaniu i blogowaniu. Teraz już nie czytam książek do końca. Rzucam, jesli widzę, że są słabe. Na blogu zaś postanowiłam pokazywać tylko część moich lektur. 

Wszystko po to, żeby zwiększyć ilość czasu poświęcaną na samo czytanie. 

Szczególnie wiele pozycji na mojej półce nabytków dotyczy historii II wojny światowej. Szczególnie interesujące wydają mi się nowe, często kulturowe, antropologiczne ujęcia rytuałów nazistowskich, organizacji hitlrrowskich, historii samego Hitlera; pogłębione ujęcie historii kobiet - żołnierek,  funkcjonariuszek, więźniarek obozów, przesiedlonych.
Przeciekawe. 

A was pociąga literatura faktu? 



sobota, 12 października 2013

Drobna nagroda

Moje pocieszenie. Moja nagroda za ciężką pracę. Moja słabość. Moja radość. Moje uzależnienie. Moja iluzja, że to przeczytam. Moja nadzieja na wolny czas. Po prostu zapowiedż nadchodzących zimowych wieczorów.


niedziela, 6 października 2013

Obstawiam nagrodę Nike 2013

Wybrani przez jury finaliści NIKE 2013 to:
- „Ciemno, prawie noc”, Joanna Bator, W.A.B., Warszawa (powieść);
- „Patrz na mnie, Klaro!”, Kaja Malanowska, Krytyka Polityczna, Warszawa (powieść);
- „Noc żywych Żydów”, Igor Ostachowicz, W.A.B., Warszawa (powieść);
- „Morfina”, Szczepan Twardoch, Wydawnictwo Literackie, Kraków (powieść);
- „Mokradełko”, Katarzyna Surmiak-Domańska, Czarne, Wołowiec (reportaż);
- „Bach for my baby”, Justyna Bargielska, Biuro Literackie, Wrocław (tom poetycki);
- „Przygody na bezludnej wyspie”, Maciej Sieńczyk, Lampa i Iskra Boża, Warszawa (komiks).



Mój wybór to "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator. 

No, ale nie przeczytałam dotąd ani "Morfiny", ani "Nocy żywych Żydów", ktorym też daję duże szanse. Trzeba to nadrobić.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Kurt Vonnegut „Kocia kołyska”

Kurt Vonnegut Kocia kołyska

<Dobra książka to po prostu uwspółcześniona wersja Biblii."> 

Powiedział to Vonnegut zapytany o receptę na dobrą powieść. A zanim to powiedział dobrze się zastanowił. Po czym zrealizował to, nawet kilka razy. I pomyśleć, że ja dopiero teraz, mając niemal 50 lat,  zaczęłam go czytać… Oj, bardziej niż zwykle żałuję czasu zmarnowanego na czytanie jakichś głupot.

Kocia kołyska - czy to nie dziwny tytuł? Dziwny, śmieszny i trochę straszny jednocześnie. Choć nazwa ta powinna budzić przyjemne skojarzenia, bo to po prostu znana wszystkim zabawa w przekładanie nitki zaczepionej o palce. Prosta, twórcza i niegroźna. Jednak u Vonneguta nabiera ona złowrogiego znaczenia. Symbolizuje wszystkie te kłamstwa, w które człowiek dobrowolnie chce wierzyć. Przecież te nitki to nie jest tak naprawdę kołyska… Nie ma tam żadnego kota…. My tylko tak się umawiamy. I o tym, na jakie straszne rzeczy umawiają się ludzie, jest cała ta historia.

Dobra to jest powieść, oj dobra, i mocna. A poznać to można m.in. po tym, że nie można jej streścić. To znaczy można próbować spisać po kolei wydarzenia (prawdopodobne, a po chwili zupełnie fantastyczne), opisując bohaterów (zwyczajnych, a po chwili kompletnie dziwnych), a nawet próbować ująć w jednym zdaniu, o czym to jest. No, oczywiście jest to o dobru i złu, o czymże by innym?

Tylko, że to jest jak lizanie loda przez szybę. Wartość tej groteski-thrillera-komedii i przypowieści antropologicznej  w jednym jest ukryta dokładnie tam, gdzie powinna być, czyli między słowami. W interakcji tych słów Vonneguta z mózgiem i wrażliwością czytelnika.

Zabawne, że kiedy zajrzałam do internetu, żeby sprawdzić datę pierwszego wydania Kołyski (1963), zobaczyłam, że uważa się ją za powieść science-fiction. Że co? Przecież ona jest mniej więcej tak bardzo sf jak baśń Andersena o Królowej Śniegu. Obie te dzieła mają nawet wspólny motyw: tajemniczego czegoś, co wywołuje zamarzanie ludzi... Podobnie sf jest też sama Biblia - kolejne dzieło, do ktorego Vonnegut chętnie się odwołuje...

Jak widać, Kocia kołyska to literatura, która przynosi wiele zaskoczeń i ma tyle interpretacji, ilu czytelników. To sprawia, że jednocześnie łatwo i trudno o niej pisać. Ja sama napisałam początkowo wielostronicowy elabotrat, tak się nakręciłam po jej przeczytaniu. To, co widzicie przed sobą, to zaledwie wyimek moich kłębiących się po Kołysce myśli :)

W zakładce Z półki 2013 napisałam  o Kociej kołysce w skrócie: 
Brawurowa powieść z 1963, która stała się manifestem pacyfistycznym pokolenia. Opowiada w tonie buffo o zagładzie ludzkości. Lód-9 sprawi pewnego dnia, że wszystko, co zawiera wodę, skamienieje.  Po drodze poznamy plejadę dziwacznych postaci, z młodym, nieudolnym, acz sympatycznym dziennikarzem na czele. Dziwne są to postaci, dziwne miejsca, dziwne sytuacje, nie na tyle jednak, żeby nie mogly się pojawić w naszym codziennym życiu tu i teraz... Będziemy z przerażeniem i jednocześnie śmiechem obserwować niespodziewany rozwój sytuacji biorący się z niefrasobliwości i braku moralności u naukowców, żądzy władzy polityków i nieludzkiej bezmyślności wojskowych, które my, szarzy zjadacze chleba chętnie bezrefleksyjnie aprobujemy, bo jesteśmy zbyt zaabsorbowani swoją głupotą. Książka, która nie pozwala zasnąć.

Reszta postu jest dla takich maniaków, jak ja :) Pozostałych proszę o nieczytanie.

Już Wam zdradziłam, że jednym z głównych wątków Kociej kołyski jest bomba atomowa i w ogóle zagłada ludzkości. Kto ponosi odpowiedzialność za broń masowego rażenia? Naukowcy? Politycy? Wojsko? Pasywni obywatele? Po co, tak naprawdę, człowiekowi broń zabijająca masowo? Co zdecyduje o jej powstaniu? O jej użyciu? Czy są to świadome decyzje? Może splot okoliczności, na którego początku jest zawsze ludzka głupota? Jak można coś takiego w ogóle zrobić i dlaczego tak łatwo?

Zrozumiałe, że pytania te były aktualne w latach powojennych, po Hiroszimie i Nagasaki. Ale, zgodnie z diagnozą Vonneguta o odwiecznej głupocie gatunku ludzkiego i niezdolności do uczenia się na swoich błędach, są aktualne także w 2013, kiedy ktoś w Syrii (czy kiedykolwiek dowiemy się kto?) morduje cywilów sarinem!

Czytam, to co napisałam i widzę, że można by sobie pomyśleć, że Kocia kołyska to jakiś filozoficzny traktat o potrzebie pokoju na świecie. Nic tego. Książka nie ma w sobie nic z powagi, której można by oczekiwać! Traktuje jednak o śmiertelnie ważnych kwestiach pomimo żartobliwego tonu i zupełnie fantastycznych, wręcz absurdalnych, pomysłów fabularnych.

Np. Co myśleli o swojej odpowiedzialności za bombę uczestnicy projektu Manhattan? Jak to pokazać krótko i dowcipnie?
Vonnegut robi to tak: Bohaterem opowieści czyni dziennikarza podążającego śladem jednego z twórców bomby atomowej. Ten dociera do jego dzieci. I oto czytamy wspomnienia syna tegoż naukowca, zresztą karła o talentach malarskich:

<Czy zna Pan na przykład anegdotę o pierwszej próbie z bombą w Alamogordo? Po wybuchu, kiedy stało się jasne, że Ameryka jest w stanie jedną bombą znieść z powierzchni ziemi całe miasto, jeden z uczonych zwrócił się do ojca ze słowami:
- Od dzisiaj nauka wie, co to grzech.
I wie Pan, co na to ojciec? Spytał: <<Co to jest grzech?>>

Takich akapitów o sile aforyzmu jest u Vonneguta mnóstwo. Jest genialny pod tym względem. To on jest autorem m.in. zdania, że <Gdyby Bóg żył w dzisiejszych czasach, to byłby ateistą.> Takich zdań, ktore zasiedlają pamięć czytelnika, napisał więcej :) Tak naprawdę to każdy króciutki rozdział Kociej kołyski wart byłby długiej i wnikliwej analizy. 

Muszę kończyć. Kocia kołyska jest dla mnie książką szalenie inspirującą i zmuszającą do myślenia, przede wszystkim o naturze ludzkiej. Dlaczego walczymy o władzę, toczymy wojny, zabijamy innych i siebie? W imię abstrakcyjnych idei, które są tak samo realne (lub tak samo umowne) jak tytułowa kocia kołyska. To straszna świadomość. Natura wyposażyła jednak człowieka w śmiech i ironię. One przynoszą ulgę. I to właśnie Vonnegut nam serwuje: straszną prawdę o nas samych skrywaną pod maską śmiechu.

PS. Sięgnęłam po Vonneguta dzięki cytatowi na blogu Zbyszekspira. Tamten tekst o pisaniu wydał mi się tak brawurowy i szczery, że nie mogłam o nim zapomnieć. Dzięki!
 ____________________________________________
Czytamy serie wydawnicze...
Z literą w tle [litera V]
Z półki

Książka pochodzi ze wspaniałej serii Kolekcja Gazety Wyborczej XX wiek. Prawdziwym wyzwaniem byłoby przeczytać wszytkie pozycje z tej serii. Sporo mi ich jeszcze zostało:

Imię róży (Eco Umberto) (tom: 1)
Lolita (Nabokov Vladimir (pseud. Sirin W.)) (tom: 2)
Na Zachodzie bez zmian (Remarque Erich Maria (właśc. Remark Erich Paul)) (tom: 3)
Mistrz i Małgorzata (Bułhakow Michaił (Bułhakow Michał)) (tom: 4)
Sztukmistrz z Lublina (Singer Isaac Bashevis) (tom: 5)
Blaszany bębenek (Grass Günter) (tom: 6)
Pożegnanie z Afryką (Blixen Karen (pseud. Dinesen Isak lub Andrézel Pierre)) (tom: 7)
Tortilla Flat (Steinbeck John) (tom: 8)
Dziesięciu Murzynków (Christie Agatha (pseud. Westmacott Mary)) (tom: 9)
Ja, Klaudiusz (Graves Robert) (tom: 10)
Działa Nawarony (MacLean Alistair (pseud. Stuart Ian)) (tom: 11)
W stronę Swanna (Proust Marcel) (tom: 12)
Śniadanie u Tiffany'ego (Capote Truman (właśc. Streckfus Persons Truman)) (tom: 13)
Kocia kołyska (Vonnegut Kurt (Vonnegut Kurt Jr)) (tom: 14)

Gra w klasy (Cortázar Julio) (tom: 15)
Zniewolony umysł (Miłosz Czesław) (tom: 16)
Dżuma (Camus Albert) (tom: 17)

Miasto i psy (Vargas Llosa Mario) (tom: 18)
Rok 1984 (Orwell George (właśc. Blair Eric Arthur)) (tom: 19)
Kroniki marsjańskie (Bradbury Ray (Bradbury Raymond Douglas)) (tom: 20)

Opowiadania (Iwaszkiewicz Jarosław) (tom: 21)
Absalomie, Absalomie... (Faulkner William) (tom: 22)
Proces (Kafka Franz) (tom: 23)
Sedno sprawy (Greene Graham) (tom: 24)
Cesarz (Kapuściński Ryszard) (tom: 25)

Obietnica poranka (Gary Romain (właśc. Kacew Roman, pseud. Ajar Émile)) (tom: 26)
Pociągi pod specjalnym nadzorem (Hrabal Bohumil) (tom: 27)
Postrzyżyny (Hrabal Bohumil) (tom: 27)
Oddział chorych na raka (Sołżenicyn Aleksander) (tom: 28)

sobota, 3 sierpnia 2013

Co pani, czyta pani o wielorybach?

A przecież jakieś znaczenie musi się kryć we wszystkich rzeczach, gdyż inaczej wszystkie one byłyby mało warte, zaś cały ten krągły świat – jedynie pustą cyfrą, chyba żeby go sprzedawać na wzory dla zasypania bagien na Mlecznej Drodze, podobnie jak się sprzedaje wzgórza w pobliżu Bostonu.
Herman Melville "Moby Dick"
Wchodzę do biblioteki gminnej. O, widzę okres urlopowy... Sama szefowa wydaje książki...
- Dzień dobry, czy macie "Moby Dicka"?
- "Moby..." co? 
?!
- "Moby Dick" Melvilla?
- Nigdy nie słyszałam...? A co to jest?
Pytanie niby proste, ale jakoś trudne...
- Wie pani, klasyka dziewiętnastowieczna...
- Eee, tego to u nas nikt nie czyta... Zaraz sprawdzę w komputerze. O, proszę... Jest!
Pani kierowniczka idzie między półki. Słyszę głos i prawie widzę, jak kiwa głową...
- No tak, nikt tego u nas nigdy nie wypożyczał... 
Wraca do biurka i czyta:
- "Moby Dick czyli biały wieloryb". Co pani, czyta pani o wielorybach?! U nas nikt takich rzeczy nie czyta.
Zaczynam się więc tłumaczyć:
- Czasami czytam klasykę. Ale to nie jest tylko o wielorybie...
Na szczęście pani Małgosia mi odpuszcza.
- Taaak, u nas nikt  tego jeszcze nie czytał. Pani patrzy, to jest z tej serii Gazety Wyborczej. Mamy ją całą. Jakiś bank nam ją podarował. Ale wie pani, toto można teraz za grosze kupić. Nikt tego nie czyta, proszę pani. 
- To macie całą tę serię? Cieszę się. Dziękuję! 
I myślę sobie, co na to klasycy? Chyba:
<I wtedy ona zaniosła się pustym śmiechem...>


czwartek, 1 sierpnia 2013

Lektury sierpniowe

Spisałam je w zakładce Do przeczytania...

Oczywiście mowa jest o planowanych lekturach :) W rzeczywistości, czytając około 10 książek miesięcznie, zaledwie połowę czytam spośród lektur planowanych. Wierna jestem wyzwaniom Trójka e-pik i Z literą w tle. Zawsze najpierw szukam na półkach i patrzę na serie. 

Z pewnością za jeden z największych moich sukcesów czytelniczych w 2013 roku mogę uznać przeczytanie już 25 pozycji w ramach wyzwania Z półki. Nie do końca jestem zadowolona z tego, że mnóstwo ostatnio kupuję. Niby niemal zawsze czekam aż wybrane wczesniej ksiązki pokażą się w przecenie, ale kupuję teraz i książki papierowe i strasznie ulegam promocjom e-czytnikowym. Podczas kiedy czytam na razie mało na czytniku (2-4 rzeczy miesięcznie). Okazało się, że bardzo nie lubię tego, że wszystkie książki w formacie e-pub wyglądają tak samo. To jest sprzeczne z moim myśleniem o kiążkach! Próbuję zmienać czcionki, ale to powinien robić grafik-typograf. Brak mi też nawet nie faktury czy zapachu, ale koloru (sic!) papieru...

Stosik z autorami na  litery W i V wygląda tak. 



Wybieram głównie z serii czytelniczych, których zgromadziłam sporo i chciałabym je sukcesywnie pokazać. Postanowiłam  w sierpniu nie robić kolejnych zakupów - nawet czytnikowych - bo ostatnio jakby mniej czytam?!  I to mnie frustruje. 

Ciekawe dlaczego latem mniej czytam?

piątek, 5 lipca 2013

Książki z półki - litera H - i inne wyzwania

Wczoraj zerknęłam wreszcie trochę na moje półki pod kątem wyzwania Z literą w tle i oto co znalazłam. Oczywiście nawet się nie łudzę, że przeczytam tę stertę książek w ciągu 25 pozostałych dni lipca :)




Myślę, że udać się może z pozycją pierwszą czyli książką o Hannibalu Lecterze - to w ramach wyzwania Trójka e-pik - wakacyjne czytadło.

Marzy mi się poczytanie Houllebecqa. Tak w ogóle. A przy okazji to jest pisarz przez duże H :)

Błękitne przestrzenie doskonale wypełniają kryterium Trójki e-pik - książka z motywem żywiołu.  W tym wyzwaniu zaproponowana jest jeszcze książka z akcją ulokowaną w Japonii (lub Chinach). Będzie to albo Kobo Abe albo Nowożytna historia Japonii Andrew Gordona (seria ceramowska PIW), którą ostatnio upolowałam na wyprzedażowym stoisku na terenie UW.


Mogę też spóbować zaprezentować którąś z poniższych książek w ramach mojego wyzwania Czytamy serie wydawnicze...



No i biografie, które najlepiej wchodzą mi latem.


Liczę, że teraz, od poniedziałku, kiedy kończę zastępować pewnego urlopowicza, będę miała więcej czasu i uda mi się poczytać więcej. W czerwcu byłam zbyt zmęczona wieczorami.

wtorek, 18 czerwca 2013

...trzeba czytać, żeby żyć - twierdzi Alberto Manguel

Alberto Manguel Moja historia czytania

Zawsze jesteśmy na samym początku litery A.
                                                                        Alberto Manguel
                                
Ale kto będzie panem? Pisarz czy czytelnik?
Denis Diderot Kubuś Fatalista i jego pan, 1796

Czytać, żeby żyć.
        
Gustave Flaubert, list do panny Chantepie, 1857

Widząc tytuł Moja historia czytania, spodziewałam się po prostu ciekawych wspomnień z lektur, szczególnie, że wiedziałam, że Alberto Manguel jest przedstawiany przede wszystkim jako były lektor czytający ociemniałemu Borgesowi. Tymczasem to ostatnie zdarzenie to zaledwie krótki, choć rzecz jasna znaczący, epizod w życiu Manguela, erudyty, pisarza i dziennikarza. To bardzo ciekawy człowiek, mieszkał w różnych miejscach na świecie. Choć Argentyńczyk, to jednak piszący przede wszystkim po angielsku i niemiecku. 
Więcej o nim TU. 





Biblioteka Manguela liczy 35 tysięcy tomów. Wygląda imponująco. Jest znana ze zdjęć. No coż... Jest absolutnie piękna! 




Chcę podkreślić, że książka, którą Wam przedstawiam (nagodzona Nagrodą Medyceuszy w 1998 r.), nie jest rodzajem autobiografii czytelniczej. To raczej bardzo obszerna monografia zjawisk związanych ze zjawiskiem czytania. Zresztą polski tytuł jest mylący. Oryginał, napisany po angielsku, nosi tytuł A history of Reading. Książka podzielona jest na następujące rozdziały (a potem liczne podrozdziały):
  1. Człowiek księgi
  2. Ostatnia strona
  3. Odmiany czytania
  4. Władza czytelnika
  5. Zamiast epilogu

Zgodnie z oryginalnym tytułem znajdziemy w książce Manguela historię pisania i w efekcie czytania – najpierw na głos, potem po cichu. Także historię zapisu, książek, bibliotek, no i mnóstwa zagadnień z tym powiązanych. Bo będzie mowa i o pisarzu, i o czytelniku, i o gatunkach, i o tym, jak świat do tych zjawisk podchodził w różnych epokach.

Np. poniżej zdjęcie dokumentujące entuzjastyczne  przyjęcie Szatańskich wersetów:



Powiem Wam tylko, że w jednym świat jest niezmienny: zawsze próbował dokuczać okularnikom :)

Przy całej obszernej bibliografii i setkach przypisów – zresztą stanowiących osobną przeciekawą lekturę - książka Manguela jest przyjazna czytelnikowi. Oprócz uogólnień zawiera nasze ulubione anegdoty poparte cytatami z niezliczonych lektur autora. A czytelnikiem jest on wytrawnym. Wspomnę tylko, że po raz pierwszy od 20 lat miałam do czynienia z cytowaniem osiemnastowiecznego komediopisarza portugalskiego Antonio Jose da Silva, o Judeu, o którym pisałam pracę magisterską (był ofiarą Inkwizycji, spłonął na stosie). A to przy okazji naśmiewania się z panienek, które za dużo czytają. Oczywiście u Silvy stwierdzenie, że „książki przewracają kobietom w głowie” ma charakter ironiczny…

Dzieło Manguela wydane zostało po raz pierwszy w 1996 roku. Co oznacza, że pisane było jeszcze w erze przedinternetowej. Tym samym Manguel nie ustosunkowuje się w swojej pracy do tego, jak internet wpływa na czytanie i pisanie. Choć napomyka już o idei hipertekstualności, pojęciu ukutym już w latach 70. XX wieku przez informatyka Teda Nelsona na opisanie nowego rodzaju tekstu wynikającego z pojawienia się sieci (w tych sieciach nie ma szczytu, ani dna, nie ma hierarchii) i zjawiska „okna tekstowego” w komputerze. Tylko to jedno zdarzenie sprawiło, że miejsce akapitów, rozdziałów i innych tradycyjnych rodzajów podziału tekstu zajęły równoważne i jednakowo efemeryczne bloki i grafiki o wymiarach komputerowego okna. Ciekawe, co powiedziałby Manguel o tym , co dzieje się teraz…

Manguel pisał Historię czytania przez siedem lat. Ilość cytatów, bon motów na temat czytania jest tam przeogromna. Książka niesie ogrom wiedzy o zjawisku czytelnictwa, które stanowi moim zdaniem - podstawę rozwoju człowieczeństwa. Przecież jesteśmy jedynymi zwierzętami potrafiącym, co więcej pragnącymi czytać i pisać. Godne podkreślenia jest to, że autor jednoznacznie opowiada się za prawem czytelnika do swobodnego wyboru lektur, a także dowolnej ich interpretacji. To jest gość, ktory myśli podobnie jak ja :) Chciałabym przeczytać jego Dziennik lektur z 2007 r.


Moja historia czytania to lektura mądra, lekka i dowcipna. Wspaniały przykład popularyzowania wiedzy. Dla bibliofila pozycja obowiązkowa.

Moją historia czytania A. Manguela zaczynam prezentowanie bardzo charakterystycznej graficznie i przemyślanej serii popularno-naukowej SPECTRUM wydawnictwa MUZA.


Na zdjęciu reszta moich zaplanowanych na rok lektur z tej serii.





__________________________
 Wyzwanie Z półki i Czytamy serie wydawnicze...

sobota, 25 maja 2013

Seria ceramowska PIW - mój wybór AD 2013

Cudowna seria wydawnictwa PIW z Warszawy, seria Rodowody Cywilizacji, popularnie zwana ceramowską,  to seria, która w swoim czasie otworzyła mi oczy na niezwykłe historie, niezwykłe miejsca, niezwykłe czasy, niezwykłe kultury, no i oczywiście niezwykłe postaci historyczne.

Wspaniałą nowoczesną (szczególnie, gdy pomyślimy, kiedy ją obmyślono!) szatę graficzną serii zawdzięczamy Ryszardowi Świętochowskiemu. W serii wydano dotąd ponad 100 pozycji! Obecnie, jak słyszę, PIW ma zniknąć z rynku. A co będzie z jego wspaniałymi projektami edytorskimi i omawianą serią?

Moje lektury w ramach wyzwania Czytamy serie wydawnicze zacznę od ponownej lektury tomu założycielskiego serii czyli wydanego w 1958 roku tomu:
Bogowie, groby i uczeni C.W. Ceram - tym razem, żeby pogadać o tym z córką;

Pokolenia w niewoli I. Berlin - w tłumaczeniu mojej koleżanki Doniki Cieśli - rzadka rzecz o niewolnictwie w USA. [Prawda, że Amerykanie robią wiele, żeby jak najszybciej zapomnieć o tej niechlubnej karcie swojej historii? Nie dziwota.];

Inkwizycja hiszpańska H. Kamen - mój stały temat zainteresowań;

Pierwsze słowo M. Kuckenburg - o alfabetach, czcionkach i w ogóle zapisie słownym, kolejny mój konik.

To jest mój wybór, ale umówmy się, w serii Ceram każdy znajdzie coś dla siebie. Czyż nie?

Poniżej znajdziecie aktualnie wydawane przez PIW serie i cykle: 
http://www.piw.pl/sklep/images/infobox/lower_right.gif