wtorek, 29 stycznia 2013

...Czarne mleko poranku pijemy cię nocą



John Felstiner Paul Celan. Poeta, ocalony, Żyd


Paul Celan Fuga śmierci

Czarne mleko poranku pijemy je wieczór
Pijemy w południe o świcie pijemy je nocą
Pijemy pijemy
Grób kopiemy w powietrzu tam nie leży się ciasno
Człowiek mieszka w tym domu który bawi się z wężami ten pisze
Pisze gdy zmierzcha do Niemiec złoto Twoich włosów Małgorzato
Tak pisze wychodzi przed dom i gwiazdy migocą przyzywa gwizdem swe psy
Gwizdem wywleka swych Żydów każe im kopać grób w ziemi
Nam nakazuje teraz zagrajcie do tańca

Czarne mleko poranku pijemy cię nocą
Pijemy o świcie w południe pijemy cię wieczór
Pijemy pijemy
Człowiek mieszka w tym domu który bawi się z wężami pisze
Pisze gdy zmierzcha do Niemiec złoto Twoich włosów Małgorzato
popiół twoich włosów Sulamit kopiemy w powietrzu grób tam się nie leży ciasno

Krzyczy głębiej wrzynajcie się w glebę wy tutaj a wy tam śpiewajcie i grajcie
Chwyta za broń u pasa i wymachuje oczy jego niebieskie
Głębiej wryjcie łopaty wy tutaj a wy tam dalej grajcie do tańca
Czarne mleko pranku pijemy cię nocą
Pijemy w południe o świcie pijemy cię wieczór
Pijemy pijemy
Człowiek mieszka w tym domu złoto twoich włosów Małgorzato
Popiół twoich włosów Sulamit ten człowiek bawi się z wężami

Krzyczy słodziej zagrajcie śmierć ta śmierć jest mistrzem z Niemiec
Krzyczy ciemniej ciągnijcie po skrzypkach a z dymem wzlecicie w powietrze
Grób wtedy macie w chmurach tam nie leży się ciasno

Czarne mleko poranku pijemy cię nocą
Pijemy w południe śmierć mistrzem jest z Niemiec
Pijemy cię wieczór o świcie pijemy pijemy
Śmierć jest mistrzem z Niemiec niebieskie ma oko
Trafi cię kulą z ołowiu trafi celnie głęboko
Człowiek mieszka w tym domu złoto twoich włosów Małgorzato
Psy swoje na nas poszczuje grobem obdarzy w powietrzu
Z wężami się bawi i marzy śmierć mistrzem jest z Niemiec

Złoto twoich włosów Małgorzato
Popiół twoich włosów Sulamit

[Fuga śmierci, tłum. Stanisław Jerzy Lec]

Czytam książkę o Celanie w dniu, w którym świat upamiętnia ofiary Holokaustu.

Najpierw o tym, skąd ten wybór. Paul Antschel (Ancel, Celan) ur. 1920, zm. 1950, któremu książka jest poświęcona, jest uważany za jednego z największych europejskich poetów XX wieku. Na zachodzie jest znany jako autor 800 wierszy i tłumacz poezji, czytany, kultowy wręcz. Wybrałam książkę o nim, bo najczęściej jest wskazywany jako poeta, który upamiętniał Holokaust całym swoim życiem. Temu motywowi poświęcona jest niniejsza książka. Chciałabym jednak, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Celan to po prostu wielki poeta świata. Nie jest tylko piewcą wielomilionowej śmierci żydowskiej. On jest po prostu poetą egzystencji ludzkiej, poetą uniwersalnym. Opiewa los człowieka w całej złożoności, jaka mu jest dostępna. Oczywiście przepuszcza cały ten wielki, piękny i straszny świat przez siebie. I dlatego nie może zabraknąć tam Holokaustu i kaźni Żydów. Przecież najbliżsi mu ludzie: matka, ojciec zginęli w piekle Holokaustu (ojciec zmarł na tyfus w obozie pracy, a matka – jego piękna i mądra matka -  została zabita tuż po tym, jako niezdolna do pracy). Sam cudem uniknął komory gazowej. Los, Hitler i jego „urzędnicy zła” przewidzieli dla niego jedynie tłuczenie kamieni w obozie pracy w głębi Rumunii. Spędził tam 2 lata. Miał wtedy lat 22-24.

Kopali i kopali, i tak
przechodził ich dzień, ich noc. I Boga już nie chwalili,
który, tak słyszeli, tego wszystkiego chciał,
który, tak słyszeli, to wszystko wiedział.
Kopali i nic już nie słyszeli;
nie stawali się mądrzejsi, nie wynaleźli żadnej pieśni,
nie wymyślili sobie żadnego języka.
Kopali.
[A była ziemia w nich, tłum. Feliks Przybylak]

Teraz o idei samej książki. To książka erudycyjna. Jest przeznaczona dla czytelnika, który pragnie czytać poezję Celana z większym zrozumieniem. Dostarcza czytelnikowi jego biografii, ale ograniczonej do wersji oficjalnej. Zawiera wiele tekstów wierszy, wnikliwej i wielostronnej (filozoficznej, kulturowej, językoznawczej) ich interpretacji oraz – rzecz wspaniała dla filologów - unikatowe w literaturze rozważania o tłumaczeniu poezji Celana, ulubione zwroty i ukryte w nich znaczenia.
 Żeby tak pomyślana książka mogła ukazać się po polsku, potrzebne było oprócz najwyższych lotów oryginału angielskiego autorstwa Johna Felstinera:
·        szalone  wydawnictwo (krakowska Austeria), które podjęło decyzję o wydaniu i zdobyło dotację na tłumaczenie w Monachium i Amsterdamie
·        niezwykły redaktor (Piotr Paziński) – miłośnik poezji Celana i jego osoby, znawca języków niemieckiego, angielskiego i polskiego, filozofii i filologii
oraz
·        wyjątkowi tłumacze (Małgorzata i Maciej Tomalowie),  którzy dali radę takiej filologicznej dłubaninie wielokrotnych przejść między językami i sensami poetyckim.
I to wszystko sytuacji, kiedy nie sposób zarobić na takiej książce. Jaki mógł być jej nakład? Ile sztuk mogło się sprzedać w Polsce ? Myślę, że nie więcej niż tysiąc… (Ja sama kupiłam mój egzemplarz w księgarni żydowskiej na Kazimierzu, po tym jak poprosiłam o wskazanie czegoś  wyjątkowego.)

Kilka słów o tym, jak postrzegam Celana, jego poezję i jego los po przeczytaniu tej biografii poetyckiej.
Dwa słowa. Człowiek paradoksu.
Praktycznie każda ważna rzecz w jego życiu może być  interpretowana na dwa sposoby – jako porażka i klęska, jako szczęśliwy traf i równocześnie jako pech.
Niekwestionowana gwiazda na firmamencie poezji europejskiej. Paradoksalnie to nie wystarcza, żeby nagrodzono go Noblem. Traci tę nagrodę na rzecz swojej przyjaciółki o podobnym życiorysie, jednak poezji już nie tak genialnej - Nelly Sachs.

Jako osoba niemieckojęzyczna ma zarówno szczęście, jak i pecha. Po pierwsze urodził się nie w Berlinie , tylko w peryferyjnych (także kulturowo) Czerniowcach na Ukrainie. Jako dziecko pewnie nieraz marzył, żeby znaleźć się w stolicy Niemiec. Wyobraźmy sobie jednak, co by było, gdyby los spełnił jego marzenie i rzucił go do Berlina? Jego poezja pozostałaby zapewne nieznana, bo niemal na pewno znalazłby się na liście ofiar Holokaustu, które co roku czcimy 27 stycznia.

Po drugie, będąc niemieckojęzycznym Żydem, był ofiarą Niemców i jednocześnie pozostał Niemcem z języka. I znowu, jakiż paradoksalny los wyciągnął na loterii Celan… Niemiecki był językiem jego matki, językiem z którym się utożsamiał, kochał go, nigdy go nie opuścił. Jednocześnie niemiecki był językiem najeźdźców,  jego oprawców. Czy pamięć wrzasków: „Schneller!” i „Raus!” nie utrudniała mu tworzenia poezji w tym samym języku? A przecież miał wybór. Choć urodził się w rodzinie żydowskiej mówiącej po niemiecku w domu, posługiwał się także hebrajskim - w czasie modlitwy, rumuńskim i ukraińskim w szkole, jidysz na targu. Potem biegle posiadł francuski i angielski. Pisać tak intymne rzeczy w języku, o którym sam mówił „śmiercionośna mowa”? Paradoks…

I wreszcie ocalał, przeżył Holokaust, żeby w końcu sam odebrać sobie życie w wieku zaledwie 50 lat.

Tu znajdziecie jego poezję:
Paul Celan, Utwory wybrane. Ausgewählte Gedichte und Prosa, wybrał i oprac. Ryszard Krynicki, Kraków 2003
Paul Celan, Wiersze, tłum. Feliks Przybylak , Kraków 1988

Tu zaś historię jego romansu z Ingeborge Bachmann, poetką, powieściopisarką, córką członka NSDAP. 
Ingeborge Bachmann, Paul Celan Czas serca. Listy, tłum.  Małgorzata Łukasiewicz, Wyd. A5 2010

________________________
Książka przeczytana ad hoc, ale kwalifikuje się do wyzwania Z półki

2 komentarze:

  1. Jestem trochę na bakier z poezją, nie słyszałam więc nic o Celanie. A pewnie szkoda, bo to co o nim piszesz jest bardzo ciekawe i on sam wydaje się być ciekawą osobowością.
    A wiersz nałożył się na czytane teraz przeze mnie opowiadania Borowskiego (tak dla przypomnienia)i myślę, że nie ma co się dziwić, iż poezja Celana tak przepełniona jest wspomnieniami okupacyjnymi. Ten czas musiał naznaczyć tych co przeżyli swoim piętnem. A pewna wspólnota losów Celana i Borowskiego jest tego dowodem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj. trafne spostrzeżenia, i te o poezji i te o piętnie nazizmu i wojny.
      Kiedy myślę o tym, co tych ludzi spotkało, nie mogę się powstrzymać, żeby nie podziękować 'górze' za to, że my, i nasze dzieci, nie zaznaliśmy wojny.
      A poezję czytam osobiście falami. Tym razem sprowokował mnie wiersz Richarda Blanco. Jakoś coś we mnie zatęskniło... i jednocześnie... dopuściło do głosu jakąś szczególną część mnie. W takich chwilach poezja sama wpada mi w rękę :)

      Usuń

Zastrzegam sobie prawo do moderowania komentarzy, gdy uznam to za stosowne.