środa, 20 lutego 2013

...niełatwo wyjaśnić, skąd brało się zaczadzenie komunizmem



Czesław Miłosz Zniewolony umysł

Przeczytałam właśnie klasyczny, wręcz legendarny esej Miłosza o uległości intelektualistów wobec socrealizmu w Polsce wczesnych lat 50. XX wieku. Sam autor używa tu analogii z niewolnictwem, poddaństwem umysłowym wobec dialektyki marksistowskiej (zwanej przez niego Metodą) i wobec obyczajowości, stylu funkcjonowania w fałszywej uległości wobec idei stalinowskich, zwanych przez Miłosza (za Gobineau) Ketmanem.

Obszerny, bo 150-stronicowy, esej Miłosza jest jednym z najsłynniejszych tekstów o jednoznacznym wydźwięku antykomunistycznym napisanych tuż po II wojnie przez obywatela państwa znajdującego się pod dominacją sowiecką. Zniewolony umysł ukazał się równocześnie po angielsku, francusku, niemiecku i polsku (w paryskiej Kulturze) w 1953r. w momencie, w którym Miłosz podjął decyzję o pozostaniu na Zachodzie.

Stanowi, jak rozumiem, dzieło, którym Miłosz jednoznacznie zrywa z możliwością powrotu do ojczyzny. Odbieram to jako bardzo dramatyczny i odważny gest – bo rzeczywiście zatrzasnął za sobą drzwi, i rzeczywiście przez 40 lat był w Polsce autorem nieznanym, niedrukowanym, cenzurowano najmniejsze nawet aluzje do jego istnienia. Tak o tym pisze w 1953r.:
Jako poeta tylko w moim kraju miałem swoją publiczność i tylko tam mogłem publikować swoje utwory. […] Teraz jestem bezdomny.[…]

Jednocześnie Zniewolony umysł to tekst świadomie napisany dla czytelników zachodnich, nie Polaków. Jest to długi, obszerny, bardzo szczegółowy tekst dla intelektualistów, którzy o realsocjalizmie i ogólnie o życiu w Polsce nie wiedzą nic. Stąd liczne wtręty wyjaśniające szczegóły życia powojennego w Polsce: opisy literackiego życia przedwojennego, życia w okupowanej Warszawie - łapanek, życia w getcie, życia w gruzach już po wojnie, akademii ku czci, egzekutyw. Wydaje się, że Miłosz świadomie zdecydował się na taki poziom szczegółów, ponieważ znał z autopsji – jako pracownik ambasady Polskiej w Paryżu - niewiedzę ludzi Zachodu na temat realiów życia w naszym kraju. Niemniej czasami szedł w swojej trosce o czytelnika zachodniego zbyt daleko. Pisał np. o Gałczyńskim: 
Jechał dorożką (przed drugą wojną  światową ten sposób lokomocji ciągle jeszcze pospolity był w Warszawie). 
Pisząc w tym stylu, nie tylko gmatwa najprostsze opisy i pozwala sobie na setki dygresji – tak naprawdę bez znaczenia – ale więcej, pobrzmiewa, moim zdaniem,  zbytnią  uniżonością wobec cywilizacji Zachodu, a protekcjonalnością wobec rodaków, zwykłych zjadaczy kartofli. Wielokrotnie zresztą miałam wrażenie, że tekstowi bardzo brakuje selekcji treści, porządnej redakcji, która pozwoliłaby łatwiej uchwycić przesłanie tego eseju.

Oczywiście brzmi to trochę arogancko, bo mówimy o kultowym tekście Miłosza, niemniej nikt ode mnie nie oczekuje lektury na kolanach, prawda? Zniewolony umysł jest zresztą znany jako tekst kontrowersyjny. Dlatego też czytając go, chciałam przede wszystkim sama zrozumieć, dlaczego tak się o nim mówi? Jakiego typu kontrowersje mógł budzić?

I wiem już, że jest to tekst mocno zwichrowany. Jednocześnie odważny i bezkompromisowy  oraz  małostkowy i plotkarski. Jak to możliwe?

Ten tekst tak został pomyślany. Jako połączenie wywodu ogólnego i malowniczego szczegółu. Z jednej strony mamy tu więc rozprawę o wpływie marksizmu-leninizmu w jego odmianie stalinowskiej na państwo, system polityczny, kulturę, społeczeństwo, gospodarkę i literaturę, która musiała zacząć opiewać nie człowieka, jakim jest, tylko jakim „powinien być”. Ta Gra (dziś byśmy powiedzieli Matriks) nie może się powieść, bo jak Miłosz trafnie zauważa: 
Rzeczywistość sprawdza literaturę prędzej czy później. 
Fikcja życia oraz niespójność myślenia i czynów była chyba największą dolegliwością także dla samego Miłosza, i przyczyną jego ostatecznej, stosunkowo wczesnej, emigracji z Polski.

Z drugiej strony  Miłosz zdecydował się na zawarcie obok  polityczno-psychologiczno-socjologicznej eseistyki także czterech ‘analiz przypadku’, czyli biografii czterech pisarzy polskich, którzy stali się wyznawcami 'nowej wiary'. Inaczej mówiąc, napisał i wydał w kilku językach, cztery pamflety na swoich kolegów pisarzy, którzy zostali w kraju. Bohaterami tych pamfletów są Alfa – Jerzy Andrzejewski, Beta - Tadeusz Borowski, Gamma – Jerzy Putrament, Delta – Konstanty Ildefons Gałczyński.

Powiem Wam, że zabieg ten, unikatowy w charakterze, budzi we mnie naprawdę ambiwalentne uczucia. Bo, choć pisarze ci znani byli ze swojej proreżimowej postawy, to Miłoszowi nie przychodzi wcale z łatwością wykazanie ich zniewolenia, podczas, gdy wyjątkowo dobrze wychodzą mu zwykłe złośliwości, ataki ad personam i drwiny z nadmiernej łatwości w pisaniu (Gałczyński), nadmiernej trudności w pisaniu (Putrament i Andrzejewski), czy nadmiernej szczerości w pisaniu (Borowski). Kiedy to czytałam, to miałam częstokroć wrażenie, że niewiele to wnosi do analizy zniewolenia umysłów przez system socrealistyczny, co było deklarowanym celem autora. Wiele za to mówi o nim samym jako o pisarzu, czytelniku, koledze, człowieku z bardzo rozrośniętym ego i niskim autokrytycyzmem, niestety…

Po prostu trudno mi uwierzyć, że nominalny adresat tego tekstu – inteligent francuski czy amerykański -  przeczyta te kompromitujące informacje (np. o alkoholizmie tego czy owego) z zainteresowaniem i wyciągnie z tego sensowne wnioski… 
Tekst lepiej by wybrzmiał, gdyby pozbawiony był tych osobistych wynurzeń i ‘zanurzeń’ poniżej pewnego poziomu, moim zdaniem.

Wygląda na to, że Miłosz był wtedy zbyt podekscytowany swoim bohaterstwem, polegającym na ucieczce na Zachód, żeby uniknąć takiego pochopnego wytykania win żyjących, słabych ludzi. 
Wolałabym, żeby rozwinął wątek swojego uzależnienia od reżimu, swojego upadku w postaci przyjęcia posady w dyplomacji, aż po podniesienie się z niego i wybranie wolności wraz z ciężkim losem emigranta. Po prostu brakuje mi tu pisania o sobie i swoim własnym zaczadzeniu.  Historia osobista Miłosza opisana w Zniewolonym umyśle byłaby, wydaje mi się, po tysiąckroć ciekawsza niż jego wyzłośliwianie się nad dawnymi przyjaciółmi, którym jeszcze niedawno ściskał rękę. 

O sobie zaś pisał:
Nie moja to wina, że stworzyłeś mnie poetą i dałeś mi dar równoczesnego widzenia, co się dzieje w Nebrasce i Pradze, w krajach bałtyckich i na brzegach Oceanu Lodowatego. Czułem, że jeżeli czegoś z tym darem nie zrobię, wiersze moje będą dla mnie bez smaku, a sława obmierzła. Wybacz mi.

Wydaje się, że Miłosz już wtedy wyróżniał się pewnością siebie i pewnością swojego powołania. Z dzisiejszej perspektywy widać, że - na szczęście -  jego poezja i sposób, w jaki poprowadził resztę swojego życia, uzasadniły wzniosłość użytego przez niego tonu, w 1953 r. będącego chyba jednak trochę na wyrost.

Na koniec warto zwrócić uwagę na kilka konsekwencji wydania Zniewolonego umysłu. Była to bezcenna, bo czytana na Zachodzie rozprawa o socrealizmie. Pomimo swoich niedociągnięć pomogła ona otworzyć oczy wielu intelektualistom, szczególnie na ambiwalencję i fałsz życia intelektualnego wpisany w doktrynę sowiecką. Wielu pomogła nie dać się uwieść. Dla Polaków na emigracji był to akt odwagi i odcięcia się od czerwonej władzy Polski Ludowej. Jednocześnie dla wielu Polaków w kraju był to akt tchórzostwa Miłosza - był traktowany jako wynoszenie się ponad rodaków i ucieczka od prawdziwych problemów do luksusów emigracji (co jak wiemy, było złudzeniem). 
Zniewolony umysł jednak był czytany i wydaje się, że wiele spostrzeżeń Miłosza o wpływie propagandy na poszczególne warsty spoleczne, o roli robotników jako jedynej siły mogącej przeprowadzić zmiany w Polsce - był wręcz proroczy. Miłosz stawia też jasne oczekiwania intelektualistom, od których wymaga odrzucenia iluzji 'nowej wiary'. I sam stanowi tego najlepszy przykład. Dlatego o tym tekście mówi się, że był wnikliwie analizowany przez znaszą rodzimą opozycję w latach 60.  i 70.

Sam tytuł Zniewolony umysł  uważam za wyjątkowy. Wyszedł spod ręki poety i to się wyczuwa... Jest wspaniały, wymowny, symboliczny, nośny. Także poetycko piękny - przynajmniej w moim odczuciu. 
O tym, że tytuł  ten żyje swoim życiem, świadczą choćby książki nawiązujące do niego: np.  Stanisław Obirek pisze o Wyzwolonym umyśle. Andrzej Halicki analizuje Zniewolony umysł po latach
Korporacja ha!art wydała z kolei Zniewolony umysł 2 ze współczesnymi polskimi tekstami krytykującymi - dla odmiany - neoliberalizm.

W operze bydgoskiej możemy zobaczyć balet na postawie eseju Miłosza (premiera III 2011 r.).
_______________________
Wyzwanie Trójka e-pik (utwór z wątkiem niewolnictwa) oraz Z półki
  

5 komentarzy:

  1. Czytam właśnie "Przerwę na życie" Fleszarowej - Muskat i tam też jest obecny temat zachłyśnięcia się nowym ustrojem po wojnie. Muszę sięgnąć też po "Zniewolony umysł".

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za komentarz :) To zachłyśnięcie nie zawsze było cyniczne, jak sądzą niektórzy. Czasami były też i inne przyczyny. Wszystko to bardzo skomplikowane - nie ma żadnych prostych wyjaśnień... Niemniej niektórzy szybko się otrząsali, a inni w ogóle, a nawet nie chcieli tego, bo robiło się wygodnie...
    Poddałaś mi myśl Leno, żeby uzupełnić szybko moje lektury na tematy powojenne czymś obyczajowym. Przyjąć więcej konkretu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O... i proszę. Już mam. Ledwo wysłałam zapotrzebowanie w przestrzeń :)
      Maria Janion. Transe – traumy – transgresje. 1. Niedobre dziecię
      - wspomnienia właśnie z lat POWOJENNYCH.
      Podobne jak u Miłosza środowisko intelektualistów, humanistów. Może nie jest to stricte obyczajowe, nawet na pewno :) Ale wydaje się doskonałym uzupełnieniem eseju Miłosza.

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy tekst, przeczytałem z przyjemnością i zainteresowaniem. Nie czytałem jeszcze "Zniewolonego umysłu" i myślę, że czas nadrobić te zaległości. Mimo niedostatków eseju, o których pisałaś, z pewnością jest to książka mówiąca wiele o tamtych czasach, a warto o nich jak najwięcej wiedzieć i pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że warto. Ja sama nareszcie wiem, za co wielu obraziło się na młodego Miłosza i uważam to za reakcję obronną, nieadekwatną.
      Mogę sobie też wyobrazić samego Miłosza w tych latach wielkiej samotności w gruncie rzeczy. Także intelektualnej. Widać też, że sam miał poczucie winy, że uległ iluzji nowego ustroju. Pisze o tym wprost i nie wprost. A że stawiał sobie bardzo wysokie wymagania, to myslę, że się wstydził swojego skromnego, ale jednak współudziału w budowaniu państwa socjalistycznego.
      Zrozumiałe jest, że pobyt poza Polską bardzo mu pomógł się ocknąć. Ale trzeba pamiętać, że jego przemyślenia są bardzo NOWATORSKIE. Sosjologia mas i psychologia wpływu społecznego, komformizmu były wtedy w powijakach!
      Dlatego chwała mu za odwagę napisania, że socrealizm to klamstwo i manipulacja.

      Usuń

Zastrzegam sobie prawo do moderowania komentarzy, gdy uznam to za stosowne.