czwartek, 20 czerwca 2013

Lubię ład, nie chcę zostawić po sobie bałaganu. - "Dziennik Helgi"

Helga Weissova Dziennik Helgi. Świadectwo dziewczynki o życiu w obozach koncentracyjnych

Mogę polecić tę książkę jako pierwszą lekturę dla osób, które chcą przeczytać coś o Holocauście. Jest to dziennik żydowskiej dziewczynki z Pragi, która staje się ofiarą hitleryzmu i zostaje zmuszona  do walki o przeżycie między 10 a 15 rokiem życia. Czyli są to niezmodyfikowane żadną ideologią fakty, opisane językiem prostych zdarzeń na miarę dziecka, a potem nastolatki. Wierzcie mi, Helga nie roztrząsa niesprawiedliwości losu, ona po prostu się dziwi, że ludzie potrafią być tacy niedobrzy...

Helga Weissova jest jednym z zaledwie setki dzieci ocalałych z getta w Terezinie. Dotąd w Polsce niewiele mówiono o tym mieście-getcie, w którym gromadzono Żydów z terenów na południe od Polski. 

Wielką wartością dziennika Helgi jest właśnie ukazanie życia w tym „idealnym mieście Żydów”, dawnych koszarach teraz zamienionych w wielkie, wielotysięczne  więzienie, obóz przejściowy. Zadziwiające było to miejsce…  Zanim  przebywający tam człowiek trafił do transportu do KL Auschwitz,  doprowadzano do jego stopniowej dehumanizacji. Stawał się przedmiotem obróbki nazistowskiego przemysłu śmierci.

I tak Helga oraz inne dzieci zostaje rozdzielona z rodzicami. Zresztą uznaje to – jak to dziecko – za fajne! Początkowo spanie na piętrowych łóżkach  w gronie rówieśniczek przypomina jej kolonie letnie. Ale mija czas, a koleżanek ubywa.  Dopóki jej rodzice, obecnie ludzie-numery, przebywający rozdzieleni w budynkach dla mężczyzn i dla kobiet,  mają czym płacić, udaje im się uniknąć wywózki, czyli „wyreklamować się”. Dorośli pracują w polu, w administracji obozu, dzieci mają zorganizowane tajne nauczanie. Dostają regularnie jedzenie, które pozwala im nawet „oszczędzić” na przygotowanie pseudotortów urodzinowych. Helga ma zeszyty, ołówki, kolorowy papier. Czytelnicy wiedzą, że pochodzi on z walizek nowoprzybyłych na „śluzę”… Dziewczynka  o tym nie mysli. Po prostu chce malować, tak jak powiedział jej tata: „to, co widzi”. 

Owe ilustracje, oryginalne rysunki Helgi z Terezina są kolejnym wyróżnikiem jej relacji. Helga portretuje to, co stało się jej normalnym życiem. A my obserwujemy „na własne oczy” zinstytucjonalizowaną, opartą na porządku, liczeniu, punktualności i licznych formalnościach… zagładę. Banalność zła opisaną bez świadomej refleksji dorosłego, bez zastanawiania się – dlaczego mnie to spotkało? – bez buntu, po prostu dzień za dniem.

Jedną z najbardziej szokujących historii związanych z Terezinem jest wizyta, którą złożyli tam  przedstawiciele Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, żeby przekonać się, że skarżący się na złe warunki panujące w getcie duńscy Żydzi (trafiło ich tam przypadkiem 500) nie mają racji. Hitlerowskie Niemcy robią wszystko, żeby Żydom dobrze się wiodło w gettach. Oto dowód: zadbani ludzie na ulicach, a obok wóz pełen bochenków chleba. Czerwony Krzyż wyjeżdża zadowolony, że Żydzi mają tak dobrą opiekę...

Jesienią 1944, w przeddzień wywózki do Auschwitz, Helga przekazuje swój dziennik wujkowi. On zamurowuje go w ścianie. 

Dzięki temu oglądamy go teraz. Także dzięki temu, że zarówno wujek, jak i Helga, a także jej matka – wszyscy szczęśliwym trafem przeżyli. To jest kolejny ewenement. Dla czytelnika jest to bardzo pomocne – wiedzieć, że ta dziewczynka przetrwała, i stała się dorosłą kobietą, malarką, matką, żoną, a dzisiaj babcią. Moje poczucie winy związanej ze wstydem za to, że „człowiek człowiekowi zgotował ten los” jest bowiem  ogromne. Czasami wywołuje to zbyt duży opór mojej psychiki w zetknięciu z opisami cierpień i porzucam lekturę - bo nie mogę tego znieść! 

Tymczasem historia Helgi jest optymistyczna. Dziewczynka wykazuje wielkie zdolności przystosowawcze, jest optymistką, ma wspierającą ja matkę i jest zdyscyplinowana. Dba obsesyjnie o czystość. Wolała nie wypić kawy, którą dostała po 3 dniach bez wody, tylko się w niej umyć... Ma też wiele, wiele szczęścia. Wychodzi żywa z tyfusu (2 razy), zapalenia płuc, zapalenia mózgu. Kiedy trafia do KL Auschwitz, nie rozdziela się matką.  Kłamie, że ma 18 lat i dzięki temu nie trafia, jako dziecko, prosto do gazu. Jest niewolnicą jak inni, zrzuca ubranie na rozkaz na oczach „młodych esesmanów”, poddaje się goleniu głów, walczy o miskę, do której trafiają raz odchody, innym razem zupa z brukwi. Żyje od apelu do apelu, którymi regulowane było życie w KL.


Kiedy gorliwy szef jej obozu postanawia w kwietniu 1945 roku przewieźć „swoich więźniów” do Mauthausen przez Flossenburg, żeby nie trafili w ręce nadchodzących wojsk radzieckich (jak przystało na przykładnego pracownika fabryki śmierci), Helga przeżywa 14 dni w otwartym wagonie, ekstremalnie stłoczona z żywymi i zmarłymi kobietami. Wtedy, w przeddzień wyzwolenia jest bliska samobójstwa. Jednak poczucie zobowiązania wobec dogorywającej matki pozwala jej przeżyć.

W maju 1945 roku jest z powrotem w Pradze. Od nowych mieszkańców swojego mieszkania słyszy wyrzuty: „To wy żyjecie?”  Rzeczywiście zrobiła im kłopot, przecież „oni się tyle w wojnę nacierpieli…”
_____________________
Wyzwanie Trójka e-pik (książka z motywem wojny)
Książka pożyczona w ramach akcji przynadziei Podaj książkę (dzięki!)

3 komentarze:

  1. Niezwykła historia, warta poznania bezpośrednio z kart książki.Historia Helgi ukazuje nie tylko koszmar wojny, getta ale również wolę życia, która sprawia, że człowiek potrafi się przystosować do warunków życia, trwać i przetrwać.
    Jak wynika z ostatnich zdań nie tylko Polacy byli tak bezwzględni. Gdyż podobną sytuacje opisuje Miłoszewski w "Ziarnie prawdy" świadcząca o tym, że Ci co pozasiedlali ocalałe domy nie witali z zachwytem powracających do swych domów Żydów. Przykre czytać o czymś takim.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, trochę empatii by się przydało... W ogóle trudno jest radzić sobie z czyimś bólem. Ale powitanie, jakie zgotowano ocaleńcom z Holocaustu było zbyt często nie do zaakceptowania.

      Usuń
  2. Nie wiem czemu do tej pory nie miałam tej książki na liście do przeczytania. Musze to szybko zmienić, bo tematyka w kręgu moich zainteresowań, a forma bardzo ciekawa.

    OdpowiedzUsuń

Zastrzegam sobie prawo do moderowania komentarzy, gdy uznam to za stosowne.