niedziela, 3 lutego 2013

…lepiej jest czytać niż uczestniczyć w cudzej wojnie podjazdowej

Jest mi smutno i czuję się zażenowana, bo ostatnio na kilku blogach książkowych natknęłam się na teksty pełne inwektyw. Napiszę o tym, bo to mnie naprawdę przygnębiło, a mój blog ma charakter prywatny i pamiętnikarski i tym samym służy do dzielenia się takimi właśnie ważnymi dla mnie przemyśleniami...

W jednym z postów obrażano blogerów (blogerki) prezentujących stosiki książek (w domyśle autorki posta: książek otrzymanych od wydawnictw jako wynagrodzenie za recenzję).
Na innych blogach z kolei autorkę tego posta - blogerkę, będącą zawodową krytyczką literatury -  wyszydzono za jej blog, mający małą ilość komentarzy (w domyśle: bycie niekompetentną i zawistną, bo niepopularną, recenzentką).

Rzeczywistość oczywiście jest bardziej złożona: stosiki prezentują nie tylko książki otrzymane od wydawnictw, a blog recenzentki ma swoich czytelników pomimo braku komentarzy…

Dla mnie ta sytuacja jest przykra. Jestem zawiedziona, nie spodziewałam się tego, że w mojej książkowej blogosferze będą padały takie otwarcie obraźliwe słowa jak „sfrustrowana polonistka” czy „wielka mi pani doktor, której nikt nie chce czytać”. To jest magiel.

Nie będę więcej zaglądać na te blogi. Nie tylko z powodu poziomu tych tekstów i chamskich komentarzy, których autor bloga nie usunął. Także dlatego, że zrozumiałam, że są to blogi nie dla mnie jako czytelniczki i człowieka.

Zastanawiam się jednak, skąd wzięły się takie wpisy i dlaczego akurat teraz?

I dochodzę do wniosku, że jest to całkiem możliwe, że oba te wpisy mają głównie (choć pewnie nie tylko) zadanie autopromocyjne (jestem blogerem potrafiącym przykuć uwagę czytelnika lub jestem opiniotwórczy - mam zagorzałych fanów, którzy składają mi wyrazy uwielbienia w komentarzach). Wraz z jeszcze innym postem znanej blogerki wpisują się po prostu w zjawisko walki konkurencyjnej wśród blogerskich recenzentów książek.

Zdaję sobie sprawę, że część blogerów współpracuje z wydawnictwami, i to czasami nie do końca zdając sobie z tego sprawę, stają się elementem gry rynkowej na rynku książki, konkurując z recenzentami piszącymi do wydań papierowych i portali oficjalnie zajmujących się marketingiem i promocją książek w Polsce. [Swoją drogą, jestem przekonana, że reklama społecznościowa tytułów książkowych w Internecie (rekomendacje amatorskie) jak na razie zwycięża z reklamą prowadzoną przez kanał recenzji profesjonalnych.]

Zaglądając na wiele blogów, widzę sporo zamówionych tekstów i nie mam wątpliwości, że w sumie podaż recenzji (ilość dostępna na rynku) pisanych zawodowo i amatorsko, choć na zamówienie, jest bardzo duża. Niestety popyt na recenzje nie jest równie duży… Odbiorcą recenzji zamawianych przez wydawnictwa jest przecież czytelnik, a tych w Polsce jest z roku na rok mniej. Tymczasem recenzentów jest z roku na rok więcej…

Dlatego jasne jest, że rynek recenzji staje się konkurencyjny.

Ale wracając do magla… Proszę Państwa, jako czytelniczka, nie życzę sobie takiej chamskiej konkurencji. Jako klientka wolałabym, żebyście po prostu konkurowali jakością prezentowanych przez siebie recenzji czy rekomendacji marketingowych.

Moim marzeniem jest jasna i klarowna dywersyfikacja rynku recenzji, czyli podział rynku na rekomendacje -  krótkie, niepogłębione, o wydźwięku marketingowym  (pisane dla książek z mainstreamu, beletrystyka, poradniki) oraz recenzje krytyczne – dłuższe, pracochłonne, pogłębione,  pokazujące dane dzieło w kontekście dotychczasowych literackich dokonań w obrębie danego gatunku (książki wybitne, zarówno literatura piękna, jak i literatura faktu).

Wydaje się, że opisane powyżej zdarzenie pokazuje, że zaczynają się jakieś ruchy na rynku recenzji, które być może doprowadzą do rozdzielenia się tych dwóch ‘kanałów’, skierowanych do dwóch różnych ‘targetów’. Czyli jak mawia mój mąż: Nie bój nic..., niewidzialna ręka rynku działa. Szkoda tylko, że akurat teraz rzuciła błotem…

20 komentarzy:

  1. Aga, pytanko mam :)

    "Moim marzeniem jest jasna i klarowna dywersyfikacja rynku recenzji, czyli podział rynku na rekomendacje - krótkie, niepogłębione, o wydźwięku marketingowym (pisane dla książek z mainstreamu, beletrystyka, poradniki) oraz recenzje krytyczne – dłuższe, pracochłonne, pogłębione, pokazujące dane dzieło w kontekście dotychczasowych literackich dokonań w obrębie danego gatunku (książki wybitne, zarówno literatura piękna, jak i literatura faktu)."

    Czyli co - beletrystyka bez dłuższych recenzji, a np. literatura faktu tylko z takimi? Bo to się chyba jednak nie zdarzy nigdy, mam takie nieodparte wrażenie, ale jestem otwarta na pogadanie na ten temat, bo opieram się tylko na mych przeczuciach i wrażeniach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że książki wybitne (zarówno literatura piękna, jak i literatura faktu) mają odbiorców, ktorzy potrzebują pogłębionych recenzji.
      Książkom niższych lotów, stosownie do ich jakości, aby zostać sprzedanymi wystarczają moim zdaniem krótkie rekomendacje, pogłębione o subiektywne wrażenia. Najczęściej są to rzeczy fabularne, więc warto dodać coś coś o fabule, akcji, bohaterach. I tyle.

      Usuń
    2. Ale przecież na blogach piszemy z pasji i najczęściej to, co nam serce dyktuje. Czasem o wybitnej książce napisze się krótko i zwięźle, a o fantastycznym czytadle długo i analitycznie. Wszystko zależy od przypadku, chwili, książki, nastroju.
      No i tutaj też wchodzimy na bagno tematu "książki wybitnej" :D

      Usuń
    3. Tak, tak, słyszałam... Kanon nie istnieje... Podobno dziś nie można już odróżnić książki dobrej od niedobrej.
      Ale jestem przekonana, że nadal można odróżnić pozycję nowatorską od banalnego naśladownictwa...
      Albo literaturę... od softporno (nawet 'ambitnego' softporno), którego nikt nie czyta przecież z powodu walorów literackich :)

      Usuń
    4. A, to zdecydowanie :)

      Usuń
  2. "I dochodzę do wniosku, że jest to całkiem możliwe, że oba te wpisy mają głównie (choć pewnie nie tylko) zadanie autopromocyjne" - i to jest zasadnicza konkluzja całej tej aferki, obie strony zacierają rączki, patrząc na rosnące słupki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby tylko fatalny styl tych postów się nie rozprzetrzenił...

      Usuń
    2. Do następnej awantury mamy spokój, a poza tym nie ma obowiązku czytać tych, których wypowiedzi nam się nie podobają. Na szczęście 95% napastliwych komentatorów to jakieś zupełnie nieznane mi osoby, więc pewnie nie spotkam się z nimi nigdy więcej. No chyba że znowu ktoś zechce skrytykować blogosfercię:P

      Usuń
  3. olać to, choć piszę od ponad dwóch lat i wciąż szukam pomysłów na to by przyciągnąć ludzi na swojego bloga nie mam zamiaru wdawać się w takie pyskówki i nazywać je dyskusjami merytorycznymi. Wszelkie uogólnienia mogą być bardzo krzywdzące. Rzeczywiście sporo jest takich blogów gdzie ludzie piszą głównie pochlebne recenzje tego co otrzymali i może ich to kręci, ale zwykle dość szybko się w tym rozpoznajesz, Niech sobie więc zaglądają tam nawet i tysiące a Ty nie musisz. Zaglądam na wiele blogów, ale tylko nieliczne odwiedzam regularnie. I oto pewnie w tym chodzi - nie tyle by dać się wciągnąć w machinę pt social media gdzie każdy trybik ma wyglądać podobnie, a wszystkie są powiązane, ale by zachować w tym wszystkim jakąś cząstkę siebie. Pisać od siebie, szczerze i cieszyć się z każdego przeczytanego tomu (otrzymanego też), ale pamiętać, że nikt nie wymaga od Ciebie jedynie pochwał i kłamstw...
    Lubisz chwalić się zakupami, albo tym co przyniesiesz z biblioteki? Rób to i w nosie miej wszelkie uogólnienia. I tyle w temacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie możesz liczyć, szczególnie jeśli chodzi o szczerość i "mienie w nosie" :)

      Usuń
  4. Popieram chłopaków. Też widziałam tę wymianę zdań i też widzę w tym raczej chęć autopromocji niż poważniejszej dyskusji. Generalnie mogłabym się podpisać pod Twoim wpisem, ale z jednym małym ale - nie mam takich marzeń jak Ty. To znaczy, tak, byłoby fajnie, ale tak się nie da. Każdy z nas jest indywidualnością, każdy opisuje swoje wrażenia z lektury inaczej - jedne można przyrównać do recenzji, inne do krótkich rekomendacji, ale dopóki jesteśmy tak różni, dopóty będą tak różne opisy. Nie da się zrobić tak klarownego podziału..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się nawet, że oddziaływanie reklamy typu "social media" opiera się właśnie na zacieraniu tego podziału. Chodzi o to, żeby nie było do końca wiadomo, jaki charakter ma dana opinia.
      Zdaję sobie sprawę, że nie da się zawrócic Wisły kijem. Ten typ reklamy najlepiej działa w internecie i po prostu "ten typ tak ma".
      Ale ja naprawdę potrzebuję jeszcze czegoś, mniej merkantylnego, bardziej złożonego, wypracowanego, osadzonego w głębszej znajomości tematu. No więc szukam, dopominam się od słynnej "niewidzialnej ręki" :)

      A jak to wygląda? Uśmiać się można:
      Dzisiaj wybrałam się do EMPIKu kupić miesięcznik Nowe Książki. Na półce nie było. Poszłam do informacji. Mieli na stanie 1 egzemplarz: "Ale chyba ktoś ukradł...". Czy dostanę jeszcze gdzieś w Warszawie? Nie, najbliżej jest 10 sztuk w ...Krakowie :)))
      PS. Cały nakład Nowych Kisążęk wynosi 4 tysiące egz., a samych bibliotek w Polsce jest ponad 8 tysięcy ...

      Usuń
    2. Hm.. Nie wiem jak to jest teraz, bo już dawno nie szukałam, ale takie pozycje jak Twórczość, Zeszyty Drugie, Zeszyty Literackie itp czy one nie spełniłyby Twoich oczekiwań? Za czasów moich studiów te czasopisma traktowaliśmy jako właśnie źródło profesjonalnych recenzji, z dogłębną analizą literacką..

      Usuń
    3. Tak samo pomyślałam, idąc do EMPIKu. Dostępne na półce były Zeszyty Literackie, zresztą rocznicowy 120. numer. Wzięłam i zdam relację :)
      Twórczość albo przejrzę w bibliotece albo kupię następnym razem.
      Krótko mówiąć śledztwo trwa :)

      Usuń
  5. Dla mnie cała ta przepychanka również jest żenująca, normalnie ręce mi opadają. Poza tym, środowisko blogerów, w ostatnim, czasie zalatuje mi hipokryzją. Tak jak pisałaś, na forach grzmią o tym, że stosiki są beee, że większość piszących to intelektualne kaleki, niepotrafiące złożyć zdania, albo że ślepo gonią za współpracami, ale kiedy Pani Małochleb wyłuskała swój mało przychylny artykuł, to wszyscy zaczęli łączyć w jednym boju. Nie podoba mi się wpis Pani krytyk, ale w kilku kwestiach ma racje, może dlatego warto wyciągnąć z niego jakieś wnioski, a nie kruszyć kopie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie na pewno cała ta historia dała do myślenia.

      Usuń
  6. To już nie pierwsza blogowa pyskówka, która obserwuję, za każdym razem z coraz większym niesmakiem. Już to kiedyś gdzieś pisałam, jak nieustannie mnie dziwi to, że wszystko wszystkim przeszkadza, a to prezentowanie stosów, a to to, a to siamto. Jeżeli mnie coś naprawdę uwiera, to omijam albo wpisy, albo całe blogi i tyle.

    Ja kilka dnie temu przeczesywałam Internet, bo miałam nadzieję, że można kupić zagraniczna prenumeratę Nowych Książek. Niestety nie można. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że to jest dziwne? Można by sobie poczytać, czegoś się dowiedzieć, wyrobić sobie jakieś oczekiwania w stosunku do lektury, więc ją w ten sposób wzbogacić, a na koniec, po lekturze, także skonfrontować odczucia czytelnicze.
      Eeech marzenia...

      Usuń
  7. Uważam, że takie blogerskie wojenki są zupełnie niepotrzebne. Na szczęście w Internecie pisać może każdy, a nie każdy musi to czytać. Każdy z nas czytuje takie blogi, jakie najbardziej mu odpowiadają i najlepiej trafiają w jego gust. Jest miejsce dla nastolatek piszących o książkach dla nastolatek, kobiet piszących o literaturze kobiecej, chłopców piszących o fantastyce, miłośników horrorów, kryminałów, literatury pięknej najwyższych lotów, dla tych, którzy wgryzają się w nowości wydawnicze i dla zakochanych w klasyce bywalców bibliotek i antykwariatów. Każdemu blogerowi mogę powiedzieć: jeśli masz czytelników, to twoje pisanie ma sens.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa... Trzeba też jasno powiedzieć, że blogosfera podlega wyjątkowo dynamicznym zmianom.

      Dlatego warto chyba dzielić się poglądami na temat jakości blogosfery, czego mnie potrzeba, jak ja bym to widziała...

      Usuń

Zastrzegam sobie prawo do moderowania komentarzy, gdy uznam to za stosowne.