czwartek, 2 stycznia 2014

Dylemat czytelnika i bibliofila

Powtórnie przystępuję do wyzwania Z półki autorstwa Basi z Wrót Wyobraźni. W 2013 roku udało mi się przeczytać 27 książek z moich nieprzeczytanych zbiorów. Z jednej strony jestem zadowolona z tego wyniku. Z drugiej mam jednak pewien niedosyt... 25 zaplanowanych książek z zalegających zbiorów przeczytałam już w lipcu, a potem... sobie odpuściłam! Przez kolejne 5 miesięcy przeczytałam zaledwie 2 książki z mojej starej biblioteczki!

W 2014 r. planuję więc osiągnąć nieco lepszy wynik. Co najmniej 31 książek. Jest to poziom mistrzowski (w kategoriach wyzwaniowych :) Niemniej ciągle czuję dyskomfort...



Dzięki temu wyzwaniu nauczyłam się nie mieszać nowych nabytków ze starym księgozbiorem. Z tą myślą stworzyłam sobie półkę na "świeżynki". No i dzięki temu, że nowości nie "rozmyły się w tłumie" przekonałam się, że jedna półka na nowości mi nie wystarcza... Muszę dodać słowo "niestety"... Okazało się, że kupuję w skali roku nawet trzy razy więcej książek niż jestem w stanie przeczytać rocznie! Przeczytałam bowiem około 120 pozycji, a dokupiłam około 300, z czego około 50 na czytnik.

Oczywiście, planuję zakupy. Oceniam, że w 80% kupuję starannie wybrane pozycje, w większości po dłuższym zastanowieniu. Niemal nie kupuję impulsywnie. W tym roku zdarzyło mi się to właściwie tylko raz - w czasie pobytu na urlopie kupiłam kilka rzeczy o regionie. No, ale zależało mi, żeby wesprzeć jedyną księgarnię w Szklarskiej Porębie... Narzucam też sobie zasadę kupowania po cenach promocyjnych. 

Co z tego. Powiedzmy to wprost. Jestem bardzo zachłanna. Moja biblioteka - a jest to w końcu nic innego jak zbiór przedmiotów - wciąż się rozrasta. Co roku odddaję jakieś 200 książek do bibliotek, ale czysta matematyka pokazuje, że wciąż jakieś 100 rocznie mi przybywa w domu. To jest kolejny pełny regał Billy o szerokości 80 cm i wysokości 126 cm albo połowa 206 centymetrowego :)



Odkąd mam za sobą opróżnienie mieszkania teściowej, odkąd osobiście musiałam wyrzucić kilogramy encyklopedii i słowników, zaczytanego Mickiewicza, wciąż nie mogę pozbyć się myśli, że kupując coraz to nowe i nowe książki, postępuję głupio i zachłannie. I że muszę jakoś rozwiązać temat pożądania wciąż nowych książek.

A jak wy rozwiązujecie podobne dylematy? 

10 komentarzy:

  1. Własnie przeczytałam post Padmy z Miasta Książek - też o liczbach w kontekście czytania, ale chodzi o nieco inny problem. Polecam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam kilka takich lat, gdy kupowałam po mniej więcej trzysta książek; w zeszłym roku zeszłam do połowy (po części wynika to pewnie z tego, że obecnie kupowałam bardzo mało w antykwariatach, za to bardzo dużo nowości w księgarniach, więc wyższa cena wiązała się z mniejszą liczbą tomów). Nie oddaję książek (poza paroma zdublowanymi egzemplarzami i jedną serią, której ogromnie już nie chciałam mieć u siebie - ale to przekazałam znajomym). Nie potrafię sobie wyobrazić tego oddania, ale biblioteki i ich użytkownicy powinni Cię po rękach całować :)
    Te dylematy zakupowo-czytelnicze są jednocześnie cudowne i koszmarne; mnie z reguły najbardziej odpowiadają rozwiązania ekstremalne (lubię skrajności), więc w tym roku narzuciłam sobie, jak wiesz, bardzo restrykcyjne ograniczenia w kupowaniu. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
    Ciekawa jestem, jak Ty postanowisz rozwiązać swoje dylematy.
    Regał - i fotel - wspaniałe! :) O, przecież na fotelu i podłodze masz jeszcze masę miejsca na nowe książki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ha:) Jak zacznę składować książki na podłodze, to będzie oznaczać, że potrzeba lekarza...

      Usuń
  3. Jej, biblioteka piękna jak z marzenia :)

    Ja nie mam potrzeby trzymania książek, choć też walczę z zachłannością i gromadzeniem nowych. Za to te przeczytane - jeśli nie są naprawdę świetne - bez żalu oddaję. To znaczy właśnie zwykle wymieniam, więc w to miejsce przychodzą nowe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli uzależnienie masz pod kontrolą :)

      Usuń
  4. Przede wszystkim moja biblioteka była zbudowana na zamówienie, stąd uwzględniłam w niej fakt, że na przykład między półkami nie może być zbyt dużej przestrzeni (jak np. widzę u Ciebie na zdjęciu), dzięki czemu mam tych półek po prostu więcej. Zabudowaliśmy sumie trzy ściany, od podłogi po sufit, co w efekcie dało masę półek i masę przestrzeni bibliotecznej. Nie zmienia to faktu, że nawet przy takim rozłożeniu półek i ich spiętrzeniu zaczynamy mieć problem z miejscem na książki. Co prawda w planach zabudowa kolejnej ściany, ale jeśli tak dalej będzie, to nam ścian zabraknie ;-) W związku z tym jedyne co mogę poradzić Tobie to zmianę regałów na bardziej ekonomiczne ;-) Ale też z uwagą, że pomaga to na jakieś 2 lata ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Regały na zamówienie... Tak, to by pozwoliło uzyskać trochę więcej miejsca. Na razie marzenie ściętej głowy, niestety. Na razie wymyśliłam następujące sposoby:
    - omijać księgarnie
    - wyrzucić karty rabatowe i wszelkie zniżki zgromadzone przez lata uzaleznienia
    - nie wchodzić na strony księgarń
    - nie czytać recenzji
    - pieniądze na książki odkładać na osobnym rachunku
    - kupować tylko na kartę prepaidową
    - medytować, b. dużo medytować
    - ew. biegać,b. duzo biegać
    - przewartościować swoje życie, zostać minimalistką pod każdym względem
    - skorzystać z terapii uzależnień
    - lub wręcz przeciwnie, zacząć wydawać pieniądze na przykład na perfumy - zajmują dużo mniej miejsca :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Twoja biblioteka przyciąga wzrok. Oj przyciąga.
    Też w tym roku chcę osiągnąć poziom mistrzowski.
    Też oddzielnie układałam świeżynki, ale mi się trochę pomieszały.
    Założeń żadnych, bo niestety nie realizuję a szczególnie ograniczające zakupy. Już zrobiłam nowe. By obniżyć sobie koszt weszłam w program partnerski z Matrasem i jak umieszczę tam recenzję to mam dodatkowy rabat 11 %. Bywa, że to wychodzi bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodatkowa zniżka - to brzmi kusząco, oj kusząco...

      Usuń
    2. Matras nie jest taki straszny jak go malują. Jak się połączy czas obniżki u nich z dodatkowymi to wychodzi to całkiem, całkiem. A na dodatek można odebrać w księgarni - ja nabywam przez internet - i nie płacić za przesyłkę.

      Usuń

Zastrzegam sobie prawo do moderowania komentarzy, gdy uznam to za stosowne.