środa, 15 października 2014

Stanisław Lem 'Dylematy'

Stanisław Lem Dylematy
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2003

Ziór krótkich felietonów Lema z przełomu XX i XXI wieku. Dla fanów Lema jako człowieka i jako autora.

Była to już końcówka życia tego niezwykłego człowieka. Lem zmarł, jak pamiętamy, w 2006 roku, mocno już schorowany. I tak mi się czyta ten zbiór tekstów. Jako pożegnanie. Jako jeszcze jedną próbę ogarnięcia rzeczywistości. Jako szarpaninę z natłokiem informacji i przemyśleń. Jako pewnego rodzaju poddanie się, ale niepogodzenie z tym, że świat jest taki, jaki jest.

Nie wiem dlaczego, ale jestem z reguły zwiastunem raczej niedobrych wieści. 

I rzeczywiście Dylematy to w sumie zbiór zapowiedzi katastrof kulturowych, politycznych, militarnych, społecznych, medycznych i wszelkich innych.


Żyjemy na początku trzeciego tysiąclecia, tak ponurym, że skłania mnie to do kilku refleksji, przytłaczających wiarę w możliwość wykształcenia w człowieku cnót zgodnych z elementarnym kanonem moralności. 

Przyjrzyjmy się temu zdaniu. Stanowi ono podstawowy przekaz Dylematów. Napisane jest w typowym dla niego stylu: Ponury czas… Refleksja… Problem z wiarą w przyszłość człowieka… Próba kształcenia… Cnoty… Elementarny kanon… Moralność…

To są dylematy Lema. Umówmy się, kto tak dzisiaj pisze? Kto o tym dzisiaj rozmyśla? Moralność? Kanon? Cnoty? Tylko człowiek z zeszłego wieku może wierzyć, że jego ‘święte oburzenie’, rozważania i analizy, wreszcie zaangażowany apel zdołają choć trochę zmienić świat…
I właśnie dlatego przeczytałam Dylematy Lema, utwierdzając się w przekonaniu, że przynajmniej dopóki on żył (do 2006) był na tej planecie ktoś, kto myślał podobnie do mnie J Z tego punktu widzenia niewątpliwie sama jestem człowiekiem zeszłego wieku…


Lem był genialnym samoukiem. Urodził się w niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie. Przeżył wojnę – pamiętajmy, że to cud samym w sobie, bo żydowskie pochodzenie jego rodziny nie było tajemnicą we Lwowie. Nie zdobył formalnego wykształcenia, próbował jednak aspirować do bycia naukowcem. Predysponowały go do tego głód wiedzy, pracowitość i śmiałość pomysłów. Jego młodzieńczą pracę o mózgu poddano jednak miażdżącej krytyce. Wtedy też jego przyszły mentor dr Mieczysław Choynowski zachęcił go do samodzielnej nauki z wykorzystaniem prenumeraty czasopism naukowych: angielskich, amerykańskich, niemieckich i rosyjskich. Regularne ich czytanie oraz gromadzenie stało się odtąd drugą naturą Lema, jego esencją . 
Musiał zarabiać na życie i zaczął pisać. Wybrał gatunek, w którym w Polsce mało się dotąd pisało i wydawało, gatunek bezpieczny, bo daleki od rzeczywistości realizmu socjalistycznego – science fiction. Po kilkudziesięciu latach zarzucono mu eskapizm, ale ja myślę, że to był podszept zdrowego rozsądku oraz gorąca potrzeba wyżycia się jego bujnej, kosmicznej wyobraźni.

Dylematy są tak bardzo staroświeckie w wyrazie także dlatego, że jest to zestaw relacji z lektur, dygresji o tym, co Lem przeczytał oraz szczególnie kąśliwe relacje z tego, co zobaczył w telewizji.
Lem nie nauczył się nigdy korzystać z komputera, jego kontakt z Internetem miał charakter pojedynczej wizyty. To nie był jego świat. Jak powiedział w 1996 r.: Znacznie mniej boję się  antymaterii niż Internetu.


Bo też świat Lema to były rozważania o naturze ludzkiej, okrutnej i dzikiej, skłonnej do agresji i totalitaryzmu. Kiedy pokazywał Obcego, to po to, żeby mimowolnie jeszcze wyraźniej pokazać niedoskonałość człowieka, niedoskonałość jego fizyczności i jego naturalnych skłonności. Lem bez wątpliwości zawsze  był racjonalistą i pesymistą. Pod koniec życia wręcz mizantropem. Niezdolnym do pisania optymistycznych zakończeń. W omawianych tu felietonach jest dowcipny i złośliwy w staroświecki sposób – nawet wtedy gdy np. bardzo pragnie być dosadny - nie jest w stanie przestać być człowiekiem  kulturalnym. To człowiek starej daty.

Ale w ocenie wielu sytuacji trudno się z nim nie zgodzić. Może nazywa rzeczy zbytnio po imieniu, ale przecież taki był zawsze. Samotny jeździec Apokalipsy. Nigdy nie liczył się z opiniami innych i robił swoje.

Niejednokrotnie bywałem w późniejszej fazie mojego pisarstwa oskarżany o czarnowidztwo, nigdy jednak nie sądziłem, że będą mi się na usta cisnąć słowa: ludzkość jest olbrzymim stadem bezustannie rozmnażających się łysych małp, za opatrzonych w brzytwy wynalezione przez ich bystrzejszych krewnych.


Mierzi go fałsz polityków. Pierwszy felieton w zbiorze Dylematy jest o tym, że nie wiadomo, czego można spodziewać się po Putinie (wtedy wybranym na prezydenta Rosji po raz pierwszy), że jest ‘zaszyfrowany’, niepokojący. Po latach już nieco lepiej rozszyfrowaliśmy Putina… W telewizji ogląda się już gorsze rzeczy niż wyśmiewany przez niego Big Brother. Potwierdziła się jego opinia, że nie bomba atomowa, lecz walizka z mikrobami stanowi prawdziwe zagrożenie dla świata zachodniego. Jest o klonowaniu, nanotechnologii, człowieku przyszłości, ale także o biologii zjawisk religijnych, itd.
Globalizacja, komercjalizacja, tandeta popkultury, postmodernizm, w tym szczególnie fascynacja turpizmem, cielesnością. [I tu ciekawa rzecz. Lem pokazuje się jako człowiek przywiązany do sztuki klasycznej, ale sam przecież nie stronił od eksperymentów literackich, i to czysto postmodernistycznych. I tak np. pisząc recenzje nieistniejących książek (Doskonała próżnia 1971) i wstępy do nieistniejących dzieł (Wielkość urojona 1973) pozwalał sobie na harce wyobraźni i estetykę, których teraz by innym chyba zabronił.]

Dla fanów jego prozy sf interesujące będzie autorskie podsumowanie  trafionych prognoz wraz ze wskazaniem tytułów, gdzie się pojawiają dane pojęcia i koncepty, takie jak np. wirtualna rzeczywistość. Oraz teksty o filmowych adaptacjach Solaris czy Niezwyciężonego (niezrealizowana).

Zainteresowania Lema są niezwykle szerokie jak na człowieka o wysokim IQ przystało. Jego aspiracje, żeby wyrobić sobie zdanie we wszystkich możliwych sprawach jest po prostu… porażające i znowu niedzisiejsze. Dziś każdy nastolatek wie, że świat jest nie do ogarnięcia. I z góry się poddaje… Rezygnując często z porządnego ‘ogarnięcia’ choćby jednej dziedziny i osiągnięcia pewnej, może i niepełnej, ale jednak w miarę wszechstronnej wiedzy o pozostałych. Lem się nie poddawał, walczył do końca, żeby być na bieżąco.

Na koniec trzeba jednak wyraźnie powiedzieć i ostrzec czytelników, że opis świata Lema jest bez wątpienia naznaczony depresją i niemożnością dostrzeżenia pozytywnych stron rzeczywistości. Lem nie widzi światełka w tunelu.

Nie jestem pewien, czy udało mi się już dotknąć głównych czynników sprawczych owej marności naszego czasu, w której byle jaka pospolitość staje się żyzną glebą dla wzrostu plugawej agresji.
_______________________
 Z półki
LEMORIADA

2 komentarze:

  1. Jak miło z samego rana poczytać o ulubionym autorze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielki to był człowiek. Wielki samotnik.Zgorzkniały. Na szczęście jego dzieła ze środkowego okresu nie są naznaczone tak bardzo czarnowidztwem.

      Usuń

Zastrzegam sobie prawo do moderowania komentarzy, gdy uznam to za stosowne.