...niestety nie nastąpi, ponieważ nie wypaliła ankieta, która miała wskazać zwycięzcę.
Konkurs nr 2
"Najzabawniejsza zajawka powszechnie znanej powieści" przyniósł zaledwie 5 tekścików, z czego:
- 3 propozycje (Odyseja, Solaris, Pan Tadeusz) zgłosił Maciej, mój mąż, który na pewno liczy na nagrodę, ale raczej pozakonkursową :)
- 1 tekścik zgłosił przynadziei (Mistrz i Małgorzata) - dziękuję bardzo, będzie nagroda pocieszenia!
- 1 tekścik skrobnęłam ja sama (Pachnidło). Sobie "jako nagrodę pocieszenia" kupię jakąś książkę ;)
Podsumowując,
proszę przynadziei o wybranie sobie nagrody książkowej z puli konkursowej i wysłanie do mnie maila. I jeszcze raz dziękuję za udział.
PS. Oczywiście zastanawiam się, co było nie tak z tym konkursem. Zapytałam męża: powiedział, że konkurs był trudny, bo, żeby napisać więcej blurbów musiałby choćby mieć w ręku te książki. Córka z kolei zwróciła uwagę, że konkurs wymagał za dużo zaagażowania ze strony czytelników bloga, a zaangażowanie w dzisiejszych czasach to dobro deficytowe.
Z kolei ja sama, robiąc ten konkurs ad hoc, chciałam ponaśmiewać się trochę ze zjawiska, kiedy to autor jest rozliczany z CV i pisania marketingowych streszczeń, bardziej niż z samego pisania. Moim celem było zwrócenie uwagi na fakt, że choć książki sprzedaje się i kupuje się, to
nie można pozwolić, żeby reguły rynkowe zdominowały życie literackie. Oprócz niewidzialnej ręki rynku, musi pojawić się trochę myślenia. Jestem za tym, żeby kontrować działania rynkowe, żeby pozwolić twórcom sztuki pozostać twórcami, a nie żądać od nich, żeby przekwalifikowali się na sprzedawców. I jeśli czytacie te słowa, to mój cel jest realizowany :)
Zapraszam do podzielenia się swoją opinią, wskazówką na temat tego konkursu oraz innych konkursów blogerskich w komentarzach poniżej. W przyszłości chciałabym robić to lepiej. Z góry dziękuję.