Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cormac McCarthy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cormac McCarthy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Cormac McCarthy "Sunset Limited"

Cormac McCarthy "Sunset Limited. Powieść w formie dramatu"
Przeł. Robert Sudół
Wydawnictwo Literackie 2013, wyd. I

No, proszę państwa! To jest to. Najprawdziwszy hit tego roku. Prawdziwa literatura. A już się bałam, że minie rok, a nic mnie nie poruszy tak do głębi. Zdarzyły się książki świetne, doskonali autorzy. Ale dopiero dziś w tym krótkim dramacie scenicznym na dwóch aktorów znalazłam to, czego zawsze szukam w literaturze: zatopienia się, zanurzenia pod wodą, gdzie panuje cisza i jest tylko
t a    h i s t o r i a.

O czym to jest?

BIAŁY Nie, nie robię z ciebie wała. Gdyby tylko ludzie zobaczyli świat taki, jaki jest naprawdę. Zobaczyli swoje życie takie, jakie jest naprawdę. Bez marzeń i złudzeń. Nie wierzę, że znaleźliby choćby najmniejszy powód, by nie wybrać śmierci, i to jak najszybciej.

CZARNY Niech cię, profesorze.

Niech Cię Cormac McCarthy. Masz mnie. Ty draniu.

PS. Kamil z malyerror, dzięki za polecenie tej książki.


wtorek, 25 listopada 2014

"To nie jest kraj dla starych ludzi" Cormac McCarthy

Cormac McCarthy To nie jest kraj dla starych ludzi
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014
Oryg. wyd. 2008

Jakże profetyczny tytuł… Swobodnie mógłby odnosić się do pewnej praktyki  kulturowej, która, moim zdaniem, daje się zaobserwować praktycznie w każdym kraju naszego kręgu cywilizacyjnego od momentu (mniej więcej) wkroczenia w erę cyfrową. Ale powieść McCarthy'ego nie jest o tym:) Choćby dlatego, że akcja powieści toczy się jeszcze w czasach przedkomputerowych, bo w roku 1980…

Oczywiście Mc Carthy'emu nie chodzi o wiek, starość, albo raczej nie tylko o nie. Raczej o staroświecki sposób myślenia o świecie. O staroświeckie  - skrótowo rzecz ujmując – podejście do ludzi. Wyrażać się ono ma w archaicznych już przekonaniach typu: „Nie rób drugiemu, co tobie nie miłe.” oraz „Ludzie są w gruncie rzeczy dobrzy. Warto mieć zaufanie do ludzi.” "Są pewne dobra wspólne, ktore warto chronić nawet za cenę życia."

Autor wykorzystuje spektakularną fabułę o pogoni starego stróża prawa za psychopatycznym mordercą, który z kolei goni młodego chłopaka o ograniczonej wyobraźni, który przez jeden moment poddał się atakowi chciwości. W rezultacie otrzymujemy moralitet o nieuchronności konsekwencji każdego naszego błędu. Za wszystko trzeba będzie zapłacić.
Proza McCormaca nie nastraja optymistycznie. Raczej sprawia, że myślę: Pewnych rzeczy wolelibyśmy nawet nie wiedzieć, a co dopiero brać w nich udział. Czy to możliwe, że pula socjopatów bez sumienia powiększa się? Może tak, bo bezwzględność zbyt często jest w dzisiejszych czasach promowana. Można by nawet stwierdzić, że brak  skrupułów to cecha oczekiwana od idealnego człowieka naszych czasów – człowieka efektywnego, skutecznego, bez znaczenia czy moralnego...

W powieści  takim chodzącym ideałem efektywności pozbawionym uczuć jest  realistyczny do bólu płatny zabójca - Anton Chigurh. Dobrze jest wymyślone to nazwisko. Zbija z tropu, nie pozwala dookreślić tak stworzonego bohatera literackiego np. poprzez narodowość, kraj pochodzenia. Dzięki temu Chigurh staje się symbolem uniwersalnego zła wcielonego.

Co do wymowy dzieła. Bez wątpliwości autor opowiada się za tradycyjnymi wartościami reprezentowanymi przez szeryfa Bella. Po prostu  nie ma już siły udawać, że racje te mają jakiekolwiek szanse wobec pustki moralnej – tak wspaniale obrazowanej tutaj przez pustynne pejzaże pogranicza Stanów Zjednoczonych z Meksykiem. Znajomość fauny i flory tamtejszych stron pozwala nasycić powieść prawdą i uwiarygodnić ducha powieści pogranicza.


Wielkim atutem powieści jest jej filmowość (wiarygodne postaci, nieupozowane dialogi, sceny masakr jak żywe). To nie jest kraj dla starych ludzi, pomimo absolutnie niefilmowego, wydawałoby się, tytułu,  doskonale sprawdził się jako inspiracja dla filmu braci Coen. Któż go nie oglądał? 
Zapewne najważniejsze dla tego sukcesu są: wartki rozwój akcji, powściągliwość psychologiczna postaci (jest co grać) i ciekawa (dzięki kilku punktom widzenia) narracja.

Cormac McCarthy w póżnych latach 70. 

Mamy tu bowiem absolutnie filmowo poprowadzoną przypowieść o odwiecznej walce dobra i zła. Z kolei zapis monologów wewnętrznych bohaterów sprawia, że czujemy, że jednak mamy do czynienia z literaturą o tradycyjnych korzeniach. Nie wystarczy pomijać graficzne oznaczenia dialogów, żeby stać się awangardą literacką.


Nie jest to literatura na miarę Nobla, moim zdaniem. Za mało estetycznych zaskoczeń, jak dla mnie. Dobrze się jednak czyta. Jest w tej prozie coś przystępnego. W kolejce już czekają kolejne powieści McCarthy’ego.